17.04.2024, 19:49 ✶
Tarcie pleców, było relaksacyjne. Drażliwe wspomnienia rozchodziły się po ciele, pozostawiając przyjemne mrowienie. Słońce błyszczało, wrzosy szumiały.
Idealny piękny...
głuche tąpnięcia szarżującego niedźwiedzia...
To usłyszał i ze zdziwieniem spojrzał się na swoje łapy, lekko zdezorientowany. To był ten dźwięk ten zapach niesiony z wiatrem...
...inny samiec...
Futro momentalnie mu się najeżyło, działał instynkt, pamięć zmorfowanego ciała, pompująca testosteron we właściwe partie ciała. To był JEGO teren i obecność drugiego samca była NIEDOPUSZCZALNA.
Oczywiście, na "ludzki" rozum, obecność drugiego niedźwiedzia PRAWDZIWEGO niedźwiedzia, byłaby stanowczym zagrożeniem dla kogokolwiek z Doliny, zwłaszcza tych którzy już wiedzieli, że ON jest niegroźny. Serce niedźwiedzia zabiło żarliwie gdy pomyślał o małej Mabel, która ufnie mogłaby podejść do misia myśląc, że to "Pan Sam" a okazałoby się że bestia odgryzłaby jej głowę.
Jego potężny ryk rozniósł się echem, a ptaki poderwały się chórem w niebiosa. Ryk wyzywający, ryk przyzywający istotę, która nie miała prawa tu się znaleźć. Przecież nie było już biegających po wolności niedźwiedzi brunatnych. Przecież to nie miało prawa się wydarzyć a jednak.
Z najeżonym futrem pognał za tropem, który przyniosła mu puszcza, nie zamierzał w nią się zagłębiać wiedząc jakie jest zagrożenie, ale słyszał tętent, bestia musiała być niedaleko.
Idealny piękny...
głuche tąpnięcia szarżującego niedźwiedzia...
To usłyszał i ze zdziwieniem spojrzał się na swoje łapy, lekko zdezorientowany. To był ten dźwięk ten zapach niesiony z wiatrem...
...inny samiec...
Futro momentalnie mu się najeżyło, działał instynkt, pamięć zmorfowanego ciała, pompująca testosteron we właściwe partie ciała. To był JEGO teren i obecność drugiego samca była NIEDOPUSZCZALNA.
Oczywiście, na "ludzki" rozum, obecność drugiego niedźwiedzia PRAWDZIWEGO niedźwiedzia, byłaby stanowczym zagrożeniem dla kogokolwiek z Doliny, zwłaszcza tych którzy już wiedzieli, że ON jest niegroźny. Serce niedźwiedzia zabiło żarliwie gdy pomyślał o małej Mabel, która ufnie mogłaby podejść do misia myśląc, że to "Pan Sam" a okazałoby się że bestia odgryzłaby jej głowę.
Jego potężny ryk rozniósł się echem, a ptaki poderwały się chórem w niebiosa. Ryk wyzywający, ryk przyzywający istotę, która nie miała prawa tu się znaleźć. Przecież nie było już biegających po wolności niedźwiedzi brunatnych. Przecież to nie miało prawa się wydarzyć a jednak.
Z najeżonym futrem pognał za tropem, który przyniosła mu puszcza, nie zamierzał w nią się zagłębiać wiedząc jakie jest zagrożenie, ale słyszał tętent, bestia musiała być niedaleko.