Podejrzewała, że gdyby tylko miał ochotę to by odfrunął, przecież była pierdołą, może kocią mamą, ale w niej samej nie było nic z kota. Potykała się przecież o własne stopy, a właśnie udało jej się objąć ptaszka swoimi własnymi rękoma. Złapała go, tylko co teraz? Jej uścisk był delikatny, bo bała się, że może go uszkodzić, a nie chciała mu zrobić krzywdy, sama tak właściwie nie wiedziała, czego chciała, ale na pewno nie, żeby go ten dotyk bolał.
Czuła bicie serca zwierzęcia, nie była przyzwyczajona do takich odczuć, bo zazwyczaj jedynymi zwierzętami, z jakimi miała do czynienia były koty. To coś zupełnie innego i ciągle się bała, że zrobi mu krzywdę. Jakby dotąd niewystarczająco go skrzywdziła.
Nieco wystraszyła się, gdy zaczął wierzgać, po chwili się uspokoił. Obserwowała uważnie każdy ruch krogulca. Nie do końca pewna, czego może się po nim spodziewać.
Nie powinna była chyba łapać go w swe dłonie, nie chciała go zniewolić, a teraz trochę nie wiedziała, co z nim zrobić.
Pióra pod jej rękoma przywróciły wspomnienie pewnej letniej nocy, kiedy to miała wrażenie, że anielskie skrzydła tuliły ją do snu. Nie wiedzieć czemu to wróciło do niej teraz.
Uniosła zwierzę nieco wyżej i dotknęła nim swego policzka, jakby chciała poczuć jego ciepło, liczyła, że może to pomoże, może wszystko się uspokoi.