17.04.2024, 20:01 ✶
Ruch wystraszył go nieco, a może wystraszył ciało w którym był. O ile kiedy przywdziewał niedźwiedzie futro bliscy mu ludzie garnęli się do pieszczot i drapanie za uchem, o tyle krogulec był jednak zupełnie inną przestrzenią, na inne emocje. Nie był walką i zmęczeniem, był ucieczką. Był rodzajem istnienia, które miało go wspierać w błyskawicznym opuszczaniu bolesnych i trudnych do zniesienia miejsc, tak fizycznie jak i emocjonalnie.
Był jego przepisem na klątwę ziemi, bo ta w powietrzu nie mogła go sięgnąć.
Był w końcu tajemnicą, czymś nielegalnym, matka bowiem nie zgłosiła tej formy właściwym służbom.
Był... był tak blisko miękkiej, pachnącej wypiekami skóry, był tak blisko jej ciepłego oddechu i policzka. Był i trwał i doszło do niego, mimo że jego mózg miał 2cm w porywach, że to nie mogła być jej wina. Była w końcu najdelikatniejszą istotą jaką znał. Najtroskliwszą. Najdoskonalszą. Wyczuła ten moment, choć był on płynny w przejściu, noszący ze sobą galenterię kogoś nazywanego w myślach wielu księciem kniei. Bose nogi dotknęły ziemi, a miast piór wtulała się w znajomą spłowiałą kraciastą koszulę pachnącą obecnie intensywnie orzechową nalewką i jabłkami. Wysmyknął się z jej rąk i sam objął ją czule, zamknął w opiekuńczym uścisku jak wtedy gdy zasnął przy jej boku, ale nie dała mu obudzić się w tej samej pozycji. Pochylił się by położyć policzek na jasnej czuprynie i przycisnął ją do siebie, a Nora, mając ucho tuż przy jego piersiowej klatce mogła usłyszeć, że jego serce wcale nie bije wolniej niż w ptasiej formie.
Był jego przepisem na klątwę ziemi, bo ta w powietrzu nie mogła go sięgnąć.
Był w końcu tajemnicą, czymś nielegalnym, matka bowiem nie zgłosiła tej formy właściwym służbom.
Był... był tak blisko miękkiej, pachnącej wypiekami skóry, był tak blisko jej ciepłego oddechu i policzka. Był i trwał i doszło do niego, mimo że jego mózg miał 2cm w porywach, że to nie mogła być jej wina. Była w końcu najdelikatniejszą istotą jaką znał. Najtroskliwszą. Najdoskonalszą. Wyczuła ten moment, choć był on płynny w przejściu, noszący ze sobą galenterię kogoś nazywanego w myślach wielu księciem kniei. Bose nogi dotknęły ziemi, a miast piór wtulała się w znajomą spłowiałą kraciastą koszulę pachnącą obecnie intensywnie orzechową nalewką i jabłkami. Wysmyknął się z jej rąk i sam objął ją czule, zamknął w opiekuńczym uścisku jak wtedy gdy zasnął przy jej boku, ale nie dała mu obudzić się w tej samej pozycji. Pochylił się by położyć policzek na jasnej czuprynie i przycisnął ją do siebie, a Nora, mając ucho tuż przy jego piersiowej klatce mogła usłyszeć, że jego serce wcale nie bije wolniej niż w ptasiej formie.