17.04.2024, 20:13 ✶
Jego serce również mu w piersi trzepotało, ale było to bardziej wynik strachu, aniżeli wyczekiwania przyjemności. Słowa Morpheusa chodź pogodne, to w ogólnym kontekście nie wróżyły w jego głowie niczego dobrego, szczególnie, że chęć powrotu do domu i zakopania się w łóżku, rosła z każdą chwilę. Dzisiejszego dnia wykorzystał limit spotkań z ludźmi i wychodzenia z domu na cały miesiąc, a to jeszcze nie koniec, czeka go praca, możliwe, że wyjazd do rodziców. Nic nie odpocznie, może chociaż odsapnie w pociągu z kupioną na stacji kolejowej książką.
Słysząc podziękowania Isaaca, miał ochotę go objąć i poprosić, żeby go stąd zabrał, ale w głębi duszy pamiętał, że ten facet właśnie skoczył w nieznaną otchłań, jakby to była zabawa, więc... Oddał mu po prostu kapelusz.
-Tak. Morpheus, jak zwykle nas nie zawiódł.-uśmiechnął się, choć miał ochotę spojrzeć jeszcze raz z dezaprobatą na wyżelowanego na włosach wróżbitę. Powstrzymał się jednak, bo wystarczająco głęboko swój grób dzisiaj wykopał.
Spojrzenie dezaprobaty rzucił więc szpitalnemu fanatykowi gdy odezwał się w języku szatana. Zmarszczył brwi na dźwięk kanciastych słów. To... To było straszne... Jego uszy krwawiły.
Rzucił spojrzenie na drzwi i na napis na nich. Przechylił głowę... Napis normalnie czytany, nie miał żadnego sensu, ale nie trzeba było być filozofem, by wyczytać słowo od tyłu, a to słowo akurat kojarzył, bo zbyt często pojawiało się w nagłówkach gazet. Westchnął ciężko, wspierajać się pod boki, bo słów mu brakło.
Słysząc podziękowania Isaaca, miał ochotę go objąć i poprosić, żeby go stąd zabrał, ale w głębi duszy pamiętał, że ten facet właśnie skoczył w nieznaną otchłań, jakby to była zabawa, więc... Oddał mu po prostu kapelusz.
-Tak. Morpheus, jak zwykle nas nie zawiódł.-uśmiechnął się, choć miał ochotę spojrzeć jeszcze raz z dezaprobatą na wyżelowanego na włosach wróżbitę. Powstrzymał się jednak, bo wystarczająco głęboko swój grób dzisiaj wykopał.
Spojrzenie dezaprobaty rzucił więc szpitalnemu fanatykowi gdy odezwał się w języku szatana. Zmarszczył brwi na dźwięk kanciastych słów. To... To było straszne... Jego uszy krwawiły.
Rzucił spojrzenie na drzwi i na napis na nich. Przechylił głowę... Napis normalnie czytany, nie miał żadnego sensu, ale nie trzeba było być filozofem, by wyczytać słowo od tyłu, a to słowo akurat kojarzył, bo zbyt często pojawiało się w nagłówkach gazet. Westchnął ciężko, wspierajać się pod boki, bo słów mu brakło.