Nie wiedziała, że ten gest, tak odruchowy spowoduje przemianę. Nie spodziewała się tego, tak jak nie spodziewała się właściwie niczego, co miało tutaj przed chwilą miejsce. Myślała o nim przecież, ciągle, nie mogła wyrzucić go ze swojej głowy, nie chciała. Musiała mu wszystko wytłumaczyć, nie mogła pozwolić, żeby znowu zniknął, znowu ją zostawił. Nie chciała tego.
Ledwie jednak zdążyła dotknąć swoim policzkiem krogulca, ten zareagował. Wyczuła ten moment, ptak wymknął się jej z dłoni, a zamiast tego pojawił się On. Ten, którego szukała, którego tak bardzo chciała zobaczyć. Nie wystraszyła jej ta nagła zmiana formy.
Wtulała się teraz w mężczyznę, tego, którego brakowało jej w życiu przez tyle lat i nie chciała wypuścić go ze swoich ramion. Skoro trwał z nią w tym, to może jednak była jeszcze nadzieja, może mogli wszystko naprawić, może wcale nie zamierzał jej robić wyrzutów. Niczego nie mogła być pewna, poza tym, że wiedziała, że nie chce, żeby się oddalił. Pragnęła czuć to ciepło, które od niego płynęło.
Skoro już nie był delikatnym ptakiem pozwoliła sobie wtulić się w niego mocniej, pewniej, jakby nie było w tym nic dziwnego, żeby mógł poczuć, jak bardzo za nim tęskniła. Nie obchodziło jej jak i po co się tu znalazł, ważne było tylko to, że byli tutaj razem. W jej nozdrza uderzyła woń jabłek i orzechowej nalewki, jednak najbardziej skupiła się na biciu serca, które znajdowało się praktycznie tuż przy jej uchu.
Nie chciała przerywać tej ciszy, bo bała się, że słowa mogą wszystko popsuć, że czego by nie powiedziała, to będzie to niewystarczające, pozostawało więc milczeć, tak jak mieli w zwyczaju. Jakby nie dotarło do niej, że chociaż raz faktycznie powinni porozmawiać.