To było okropne. Nie potrafiła im pomóc. Była tak strasznie beznadziejna, że wszyscy zginęli, dlaczego to ona przeżyła? Dlaczego to ona musiała trzymać ciało małej Mabel w ramionach. Zawiodła, zawiodła ich wszystkich. Tak, jak spodziewała się, że się stanie. Była słaba, nie potrafiła ich uratować. Jej życie straciło sens, w tym momencie, po co miała stąpać po tym świecie? W jakim celu. Skoro wszyscy jej najbliżsi odeszli. Czuła bezsilność, okropną, tuliła mocno do siebie ciało dziewczynki, której miała stworzyć najwspanialszy świat. Zawiodła, na wszystkich możliwych płaszczyznach.
Jej szloch był głośny, jednak nie na tyle głośny, żeby nie przebijał się przez niego głos Millie. Tyle, że ona przecież też nie żyła, też była przy tym stole. To spowodowało, że panna Figg zaczęła się uspokajać, przecież znajdowali się w wielkim starym domu, prawie wszyscy, jeszcze przed chwilą. Była tu i Brenna i Erik i Morpheus, to niemożliwe, żeby wybili ich tak szybko, jak kaczki, a Mabel, Mabel przecież była teraz u Lizzy.
Wtedy usłyszała ruch, odwróciła się, żeby zobaczyć kto, lub co go spowodowało. Salem. Tylko, jak to było możliwe? Przecież jego faktycznie zawiodła, przecież on odszedł podczas Beltane, widziała ciało, został przygnieciony belkami stoiska. Zawiodła go również, bo przecież powinna być tam z nim, powinna była go ochronić. Nie do końca wiedziała, co się tutaj dzieje. - Ty zginąłeś, nie zostawiłam cię, wywiał mnie wiatr. - Próbowała jakoś się wytłumaczyć kotu, który może nieco był podobny do jej Salema, jednak nigdy nie wyglądał tak okropnie.
Do jej uszu dochodził chichot Millie, dlaczego się śmiała? Dlaczego się śmiała skoro leżała martwa przy tym stole, ależ nie, to nie mogła być ona, bo odezwała się do niej. Ona była tutaj, ciągle, w tym zaniedbanym domu. - Millie, co się dzieje. - To musiała być iluzja, okropne koszmary na jawie. Zrozumiała. Uczyli się przecież o tym w szkole. Tyle, że złudzenie było tak bardzo realne i uderzało w te najdelikatniejsze miejsca.
Uniosła się na nogi, przestała trzymać w dłoniach to martwe ciało, które nim raczej nie było. Szukała wzrokiem Mille, ona na pewno ją obroni, na pewno jej pomoże, ona była silna, nie była słaba, jak ona. - Nie dosięgłam do okna. - Powiedziała cicho, bo trochę jej było za to wstyd, że nawet tego nie umiała dobrze zrobić.
- Tutaj jestem. - Machnęła przy tym nawet ręką w powietrzu, żeby jakoś zaznaczyć swoją obecność.