17.04.2024, 21:12 ✶
Znów świergotał i znów przestawał. Kapryśny ten ptaszek, trochę zepsuty. Obrócił się na bok przypatrując delikatnej buzi gaduły. Zaczepiał, droczył się, ciągnął go chyba za język, choć nie tak na prawdę, a tak metaforycznie.
Przypatrywał mu się z uwagą, ale światło nie było najlepsze. Niedźwiedzie oczy były bardzo kiepskie w tym przypadku, bo i miśki miały kiepski wzrok zwłaszcza nocą. Sięgnął za worek na którym miał złożoną głowę i wyciągnął zza niego butelkę orzechówki, którą dostał jakiś czas temu od Lysandra.
Musiał przepłukać słodyczą ostrość whisky i to podwójnej, orzechówka zdała się najlepszą popitą.
– Nic dziwnego, skoro moja noga nigdy nie postała w zamku. – zauważył niezwykle inteligentnie, lekko rozbawionym tonem i upił łyka, po czym zaproponował napitek również swojemu towarzyszowi.
– Jak rozumiem, nie możesz po prostu mówić? Potrzebujesz rozmowy? Nie wiem czy jestem do tego odpowiednią osobą, Lizzy może powiedzieć Ci zdecydowanie więcej o okolicy, bo ja sam przebywam w niej dopiero od maja, gdy upiory opanowały Knieję. I tak siedzę i czekam, aż będę mógł wrócić do domu. A czy się doczekam...? Kto to wie. – miał wciąż nadzieję, tlącą się tam gdzieś w jego obrośniętym bluszczem serduszku. – Nie dla mnie podróże, to o czym opowiadasz brzmi jak baśnie, które przed laty czytałem. Jak... zmyślone rzeczy. Piękne. Ale zmyślone. – przyznał próbując z jego wcześniejszego śpiewu wyłuskać coś do czego mógłby się odnieść. Był trochę senny i ciężko było mu złapać wątek.
– Więc wróciłeś na lato ptaszku? A potem znów wyfruniesz? Gdzie masz gniazdo? Czy parujesz się na całe życie, jak Twoi bracia, czy raczej przygruchujesz sobie kogo popadnie, licząc, że któraś panna da Ci w końcu upragnione potomstwo? – abstrakcyjne treści wypływały z ust intensywnie wpatrującego się weń mężczyzny. Jego głos był cichy, spokojny, jakby mówił rzeczywiście do znalezionego ptaka ze złamanym skrzydłem. Ptaka nieznanego gatunku, egzotycznego, a jednak znajomego. – Zgubiłeś się? – zapytał nagle z troską w głosie kostkami palców gładząc go po policzku.
Przypatrywał mu się z uwagą, ale światło nie było najlepsze. Niedźwiedzie oczy były bardzo kiepskie w tym przypadku, bo i miśki miały kiepski wzrok zwłaszcza nocą. Sięgnął za worek na którym miał złożoną głowę i wyciągnął zza niego butelkę orzechówki, którą dostał jakiś czas temu od Lysandra.
Musiał przepłukać słodyczą ostrość whisky i to podwójnej, orzechówka zdała się najlepszą popitą.
– Nic dziwnego, skoro moja noga nigdy nie postała w zamku. – zauważył niezwykle inteligentnie, lekko rozbawionym tonem i upił łyka, po czym zaproponował napitek również swojemu towarzyszowi.
– Jak rozumiem, nie możesz po prostu mówić? Potrzebujesz rozmowy? Nie wiem czy jestem do tego odpowiednią osobą, Lizzy może powiedzieć Ci zdecydowanie więcej o okolicy, bo ja sam przebywam w niej dopiero od maja, gdy upiory opanowały Knieję. I tak siedzę i czekam, aż będę mógł wrócić do domu. A czy się doczekam...? Kto to wie. – miał wciąż nadzieję, tlącą się tam gdzieś w jego obrośniętym bluszczem serduszku. – Nie dla mnie podróże, to o czym opowiadasz brzmi jak baśnie, które przed laty czytałem. Jak... zmyślone rzeczy. Piękne. Ale zmyślone. – przyznał próbując z jego wcześniejszego śpiewu wyłuskać coś do czego mógłby się odnieść. Był trochę senny i ciężko było mu złapać wątek.
– Więc wróciłeś na lato ptaszku? A potem znów wyfruniesz? Gdzie masz gniazdo? Czy parujesz się na całe życie, jak Twoi bracia, czy raczej przygruchujesz sobie kogo popadnie, licząc, że któraś panna da Ci w końcu upragnione potomstwo? – abstrakcyjne treści wypływały z ust intensywnie wpatrującego się weń mężczyzny. Jego głos był cichy, spokojny, jakby mówił rzeczywiście do znalezionego ptaka ze złamanym skrzydłem. Ptaka nieznanego gatunku, egzotycznego, a jednak znajomego. – Zgubiłeś się? – zapytał nagle z troską w głosie kostkami palców gładząc go po policzku.