17.04.2024, 21:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2024, 21:48 przez Millie Moody.)
Równie spontaniczna co kameralna impreza rozkręcała się niespiesznie, a entuzjazm Perygrinusa udzielał się i jej. Stołeczki ustawione, światła. Przejmowała od niego dobra, uśmiechając się równie szczerze. Aż szkoda, że nikt im nie zrobił zdjęcia, aż szkoda, że nikt tym dzieciakom nie mógł pokazać w lustrze tego jakim cieniem siebie będą wtedy, za te kilka lat, za tych kilka bardzo krótkich lat..
– To jest lepsze kurwa od tabaki. Od razu rozbudza, pomaga skończyć... znaczy e... kontynuować pracę... – machnęła ręką niedbale w kierunku niedokończonych portretów i miejskich pejzaży. Spoglądał na niego biały, wycyzelowany gołąb, któremu nie dokończyła ogona. Mnóstwo rąk, studium na studium. Były to męskie dłonie, silne, szerokie, widać, że wiele czasu poświęciła na ich obserwację. Wnikliwy obserwator mógłby bez pudła dostrzec, że były to ręce tej samej osoby. Po układzie blizn, mógł ustalić kogo konkretnie.
– O tu jest szczotka proszę... – dała mu nieoczekiwanie w dłoń starą miotłę, która raczej już nie nadawała się do latania. – I proszę Perygrinusie jak Ci zależy to się możesz wyjebać kijem od niej, a ja... jeśli masz jeszcze taką potrzebę mogę Cię wychłoszczyć przy okazji. – cmoknęła w powietrzu, po czym odwróciła się na pięcie do stolika pogwizdując. Zaraz po tym wyciągnęła różdżkę i zamiast spodziwanej perfekcyjnej pani domu, aktywowała mechanicznego słowika stojącego za częścią porzuconych płócien.
W pomieszczeniu rozbrzmiały kojące dźwięki gitary.
Kolejna przycelowana różdżka i siup, okno otwarte. Dmuchnęła jak rewolwerowiec w jej czubek i z zawijasem odłożyła do kabury.
– A teraz, możesz mi wszystko opowiedzieć. Jak tam Twoje życie uczuciowe Grin? Znalazłeś już jakąś śliczną gąskę do grzania Ci łóżka? – wysuniętym językiem dotknęła górnej wargi cmokając. – Pff, co ja pytam Ciebie... karty mi powiedzą, jak na nie chuchniesz, pierdów nie przyjmuje. – z kieszeni spodni wyciągnęła swoją starą, wyliniałą talię do bólu zwyczajnego A.E. Waite'a. Tegoż samego, którego używała w Hogwarcie. Prezent od papy Morfiny, przynosi mi szczęście na meczach, jak się puszczę z innymi kartami, to te mi nie wybaczą suki. – deklarowała wtedy, pani szukająca Gryffindoru, przesądna jak diabli, jak przystało na krew Trelawney'ów.
– To jest lepsze kurwa od tabaki. Od razu rozbudza, pomaga skończyć... znaczy e... kontynuować pracę... – machnęła ręką niedbale w kierunku niedokończonych portretów i miejskich pejzaży. Spoglądał na niego biały, wycyzelowany gołąb, któremu nie dokończyła ogona. Mnóstwo rąk, studium na studium. Były to męskie dłonie, silne, szerokie, widać, że wiele czasu poświęciła na ich obserwację. Wnikliwy obserwator mógłby bez pudła dostrzec, że były to ręce tej samej osoby. Po układzie blizn, mógł ustalić kogo konkretnie.
– O tu jest szczotka proszę... – dała mu nieoczekiwanie w dłoń starą miotłę, która raczej już nie nadawała się do latania. – I proszę Perygrinusie jak Ci zależy to się możesz wyjebać kijem od niej, a ja... jeśli masz jeszcze taką potrzebę mogę Cię wychłoszczyć przy okazji. – cmoknęła w powietrzu, po czym odwróciła się na pięcie do stolika pogwizdując. Zaraz po tym wyciągnęła różdżkę i zamiast spodziwanej perfekcyjnej pani domu, aktywowała mechanicznego słowika stojącego za częścią porzuconych płócien.
W pomieszczeniu rozbrzmiały kojące dźwięki gitary.
Kolejna przycelowana różdżka i siup, okno otwarte. Dmuchnęła jak rewolwerowiec w jej czubek i z zawijasem odłożyła do kabury.
– A teraz, możesz mi wszystko opowiedzieć. Jak tam Twoje życie uczuciowe Grin? Znalazłeś już jakąś śliczną gąskę do grzania Ci łóżka? – wysuniętym językiem dotknęła górnej wargi cmokając. – Pff, co ja pytam Ciebie... karty mi powiedzą, jak na nie chuchniesz, pierdów nie przyjmuje. – z kieszeni spodni wyciągnęła swoją starą, wyliniałą talię do bólu zwyczajnego A.E. Waite'a. Tegoż samego, którego używała w Hogwarcie. Prezent od papy Morfiny, przynosi mi szczęście na meczach, jak się puszczę z innymi kartami, to te mi nie wybaczą suki. – deklarowała wtedy, pani szukająca Gryffindoru, przesądna jak diabli, jak przystało na krew Trelawney'ów.