18.04.2024, 01:47 ✶
Mulder przystanął. W tamtej chwili całkiem zaczęło go korcić by machnąć ręką i nie odpowiedzieć Peppie. Dlaczego? Bo nawet to, że nawiązała rozmowę w tym momencie, kiedy właściwie on już się zbierał do wyjścia, nawet to zaczynało go drażnić. A jednak nie wyszedł tak od razu.
Trochę było w tym winy jego charakteru i tego, że zazwyczaj nikt nie wierzył w jego opowieści o świecie pełnym magii. Był więcej niż pewien, że dziewczyna, która go tak bezpardonowo pogoniła z domku letniskowego (uczciwie wynajętego, przecież się do niego, do cholery, nie włamał) również mu nie uwierzy, ale nie miało to na dłuższą metę żadnego znaczenia. Wyjdzie na dwór, trzaśnie drzwiami i jeśli wszystko pójdzie tak jak powinno, nigdy więcej się nie spotkają. Chyba był w stanie poświęcić jej jeszcze chwilę czasu, byle tylko powiedzieć parę słów o tym, co go najbardziej interesowało. I trochę przez co właściwie zjawił się w tym ośrodku na końcu świata.
- Za dnia jezioro Windermere może wydawać się przyjazne, ale wieczorami podejrzanie dużo ludzi przebywających w jego pobliżu żegna się z życiem – zaczął, znowu czując irytację na myśl o tym, że dziewczyna pewnie mu nie uwierzy. Bo jakaś część Foxa bardzo chciała, by ktoś mu w końcu uwierzył. A jeszcze bardziej pragnął zdobyć dowody, dowody które potwierdzą to, w co wierzył od zawsze: świat magii istniał. – Trójka studentów antropologii. Młoda mężatka. Jej ciało wyrzuciła woda. A co stało się z tamtymi? – zapytał retorycznie. – Rozpłynęli się w powietrzu. Oficjalnie są zaginieni, ale nie dalej jak przed pięcioma dniami, jeden z rybaków z Carlisle zgłosił, że jakieś duże zwierzę zaatakowało jego łódkę. Było to w pobliżu wyspy na jeziorze. Jak staniesz przy oknie i wyjrzysz przez nie, możesz ją zobaczyć. Jest niepokojąco blisko ośrodka. Uważaj na siebie Penelope. Unikaj wieczorami molo – zakończył złowróżbnie a potem już naprawdę wyszedł na dwór.
Peppa słyszała jak zamknęły się za nim drzwi. Wyspę, o której wspominał, rzeczywiście mogła dostrzec z okna bawialni. Nie wydawała się duża – rosło na niej najwyżej trochę krzaków i kilka drzewek. Od molo dzielił ją może kilometr lub dwa wody?
Trochę było w tym winy jego charakteru i tego, że zazwyczaj nikt nie wierzył w jego opowieści o świecie pełnym magii. Był więcej niż pewien, że dziewczyna, która go tak bezpardonowo pogoniła z domku letniskowego (uczciwie wynajętego, przecież się do niego, do cholery, nie włamał) również mu nie uwierzy, ale nie miało to na dłuższą metę żadnego znaczenia. Wyjdzie na dwór, trzaśnie drzwiami i jeśli wszystko pójdzie tak jak powinno, nigdy więcej się nie spotkają. Chyba był w stanie poświęcić jej jeszcze chwilę czasu, byle tylko powiedzieć parę słów o tym, co go najbardziej interesowało. I trochę przez co właściwie zjawił się w tym ośrodku na końcu świata.
- Za dnia jezioro Windermere może wydawać się przyjazne, ale wieczorami podejrzanie dużo ludzi przebywających w jego pobliżu żegna się z życiem – zaczął, znowu czując irytację na myśl o tym, że dziewczyna pewnie mu nie uwierzy. Bo jakaś część Foxa bardzo chciała, by ktoś mu w końcu uwierzył. A jeszcze bardziej pragnął zdobyć dowody, dowody które potwierdzą to, w co wierzył od zawsze: świat magii istniał. – Trójka studentów antropologii. Młoda mężatka. Jej ciało wyrzuciła woda. A co stało się z tamtymi? – zapytał retorycznie. – Rozpłynęli się w powietrzu. Oficjalnie są zaginieni, ale nie dalej jak przed pięcioma dniami, jeden z rybaków z Carlisle zgłosił, że jakieś duże zwierzę zaatakowało jego łódkę. Było to w pobliżu wyspy na jeziorze. Jak staniesz przy oknie i wyjrzysz przez nie, możesz ją zobaczyć. Jest niepokojąco blisko ośrodka. Uważaj na siebie Penelope. Unikaj wieczorami molo – zakończył złowróżbnie a potem już naprawdę wyszedł na dwór.
Peppa słyszała jak zamknęły się za nim drzwi. Wyspę, o której wspominał, rzeczywiście mogła dostrzec z okna bawialni. Nie wydawała się duża – rosło na niej najwyżej trochę krzaków i kilka drzewek. Od molo dzielił ją może kilometr lub dwa wody?