18.04.2024, 01:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.04.2024, 01:55 przez Mabel Figg.)
– Przecież się trzymałam! – zaprotestowała, ale... W sumie to nie mogła już dłużej protestować, bo jednak wujek Erik miał bardzo dużo racji. Ciocia Brenna rzeczywiście mogła go za to zabić, a tego by bardzo, ale to bardzo by nie chciała.
Ah... Dopiero teraz, gdy jej chrzestny zwrócił się do pana Sama Mabel zrozumiała, że z boku mogło to wyglądać, jakby znalazła w lesie dzikiego niedźwiedzia i na nim jeździła. Ale przecież nie była, aż tak nieodpowiedzialna!
– A gdzie ty byłeś panie "odpowiedzialny dorosły pilnującego dziecka swoj psiapsi?" – odpowiedziaĺ Karl, burząc się na słowa czarodzieja. – Poza tym słyszałeś ich. On jest niedźwiedziem jednoosobowym, a ona się trzymała! A ja nie jestem jej strażnikiem! Jestem jej kompanem w podróży przez zawiłości świata materialnego i niematerialnego!
Kusiło ją, by powiedzieć, że skoro jej chrzestnt nie widział ich wyczynów, to oni chętnie mogą jeszcze raz, ale najwyraźniej nie byłaby to najlepsza odpowiedź z możliwych. Zwłaszcza, gdy usłyszała o jego biednym starym sercu.
– Daj spokój wujku! Nie jesteś jeszcze taki stary. Piędziesiąt lat to nie tak dużo! – Wujek Morpheus pewnie miał jakieś siedemdziesiąt, a nie wydawał się cierpieć na problemy z sercem, więc u wujka Erika też wszystko powinno być w porządku.
– Tak! Starał się! – potwierdziła, chcąc bronić pana Sama przed potencjalnymi problemami. Głupio by jej było, gdyby przez nią wujek Erik byłby na niego zły. – Powiedział mi, abym się trzymała! I najpierw nie skakał wysoko!
Zerknęła niepewnie to na wujka, to na jego eee... Kolegę? Pracownika?
– W sumie to chciałabym jeszcze porozmawiać z panem o moim pomyślę na psi domek – powiedziała, zerkając na jej tymczasowego opiekuna, czy nie miałby nic przeciwko temu. Wzrok dziewczynki krzyczał wręcz Proszę – Bo wiesz wujku. Myślałam, że ten stary domek można przerobić na coś dla hipo– psów. Na coś dla psów. Mam nawet projekt – A potem ewentualnie pozwolić tam zamieszkać też hipogryfowi.
Ah... Dopiero teraz, gdy jej chrzestny zwrócił się do pana Sama Mabel zrozumiała, że z boku mogło to wyglądać, jakby znalazła w lesie dzikiego niedźwiedzia i na nim jeździła. Ale przecież nie była, aż tak nieodpowiedzialna!
– A gdzie ty byłeś panie "odpowiedzialny dorosły pilnującego dziecka swoj psiapsi?" – odpowiedziaĺ Karl, burząc się na słowa czarodzieja. – Poza tym słyszałeś ich. On jest niedźwiedziem jednoosobowym, a ona się trzymała! A ja nie jestem jej strażnikiem! Jestem jej kompanem w podróży przez zawiłości świata materialnego i niematerialnego!
Kusiło ją, by powiedzieć, że skoro jej chrzestnt nie widział ich wyczynów, to oni chętnie mogą jeszcze raz, ale najwyraźniej nie byłaby to najlepsza odpowiedź z możliwych. Zwłaszcza, gdy usłyszała o jego biednym starym sercu.
– Daj spokój wujku! Nie jesteś jeszcze taki stary. Piędziesiąt lat to nie tak dużo! – Wujek Morpheus pewnie miał jakieś siedemdziesiąt, a nie wydawał się cierpieć na problemy z sercem, więc u wujka Erika też wszystko powinno być w porządku.
– Tak! Starał się! – potwierdziła, chcąc bronić pana Sama przed potencjalnymi problemami. Głupio by jej było, gdyby przez nią wujek Erik byłby na niego zły. – Powiedział mi, abym się trzymała! I najpierw nie skakał wysoko!
Zerknęła niepewnie to na wujka, to na jego eee... Kolegę? Pracownika?
– W sumie to chciałabym jeszcze porozmawiać z panem o moim pomyślę na psi domek – powiedziała, zerkając na jej tymczasowego opiekuna, czy nie miałby nic przeciwko temu. Wzrok dziewczynki krzyczał wręcz Proszę – Bo wiesz wujku. Myślałam, że ten stary domek można przerobić na coś dla hipo– psów. Na coś dla psów. Mam nawet projekt – A potem ewentualnie pozwolić tam zamieszkać też hipogryfowi.