18.04.2024, 08:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.04.2024, 08:59 przez Bard Beedle.)
– Wiedziałaś, że coś się stanie. A jednak mnie tam zabrałaś - powiedział Salem, a potem miauknął rozdzierająco, jego ciałem wstrząsnęły torsje. Opadł na podłogę, pomiędzy odłamki szkła, błyszczące w promieniach słońca, przesączającego się przez brudne lustro. Nieruchomy. Martwy.
Mabel, leżąca na ziemi.
Też martwa.
Krzyki Millie wypełniły pomieszczenie, gdy cofała się spomiędzy regałów, ku Norze. Mogła dostrzec teraz ciało kota, leżące na posadce i pannę Figg, która poderwała się, również zbliżyła w jej stronę. Dostrzegała łzy na policzkach Nory, jej oczy, zaczerwienione od niedawnego płaczu. Małą Mabel przysłaniało teraz przed wzrokiem Moody biurko – widziała tylko, że coś tam leży. I...
Obie widziały Alastorów.
Dwóch Alastorów, jeden elegancki, drugi w szacie śmierciożercy, którzy wyszli za kobietą spomiędzy szafek, obaj mówiący jeden przez drugiego.
- Czego się drzesz? Kurwa, jesteś zupełnie pojebana, przynosisz mi wstyd, jeszcze przed Norą - warknął ten pierwszy.
- Na co jeszcze czekasz? Zabij ją, pozbądź się jej! – zażądał ten drugi.
Wystarczyło odwrócić wzrok na moment.
Ciemność wyłoniła się spod jednego z foteli, druga z jednej z szafek, o niewiadomym przeznaczeniu. I po chwili kolejne dwie osoby nadchodziły z dwóch stron.
Trzeci Alastor, zapatrzony w siostrę, odziany w elegancki garnitur, w krawat, w białą koszulę, starannie uczesany. Millie nigdy nie widziała go w takim stroju, nawet gdy ubrał się jak najlepiej na jeden z bali Longbottomów.
Brenna, żywa, ale w ubraniu pokrytym krwią, z twarzą wykrzywioną wściekłością, zwracające spojrzenie płonących gniewem oczu na Norę. Nora chyba nigdy nie widziała u niej takiego wyrazu twarzy: Mills pewnie mogła, gdzieś w pracy, gdzieś na jakiejś akcji Zakonu Feniksa.
– Nie chciałem ci mówić wcześniej, bo trochę się bałem, że spróbujesz nam przeszkodzić – powiedział trzeci Alastor, i stanęli teraz w rządku, trzech jej braci, trzy strachy, wszystkie o tej samej twarzy. – Ożeniłem się wczoraj wieczorem. Zabrali cię tutaj, żebyś się nie dowiedziała.
– Nie chcemy cię już w Zakonie – warknęła Brenna do Nory. – Rozmawiałam o tym z Erikiem i zgodziliśmy się, że jesteś bezużyteczna. Twój pierdolony eliksir nie zadziałał i Erik został ranny.
– Dziś wieczorem wyjeżdżamy w podróż poślubną.
– Przyszłam ja, bo on nie chce cię widzieć, poza tym, cóż, jak wspomniałam, jest ranny. Przez twoje partactwo.
– Wyprowadzam się do niej. Nie chcę, żebyś się do niej zbliżała. Moja żona za tobą nie przepada, a teraz to ona jest najważniejsza.
Tura do... a nieważne i tak odpiszecie wcześniejXD
@Millie Moody @Nora Figg
Mabel, leżąca na ziemi.
Też martwa.
Krzyki Millie wypełniły pomieszczenie, gdy cofała się spomiędzy regałów, ku Norze. Mogła dostrzec teraz ciało kota, leżące na posadce i pannę Figg, która poderwała się, również zbliżyła w jej stronę. Dostrzegała łzy na policzkach Nory, jej oczy, zaczerwienione od niedawnego płaczu. Małą Mabel przysłaniało teraz przed wzrokiem Moody biurko – widziała tylko, że coś tam leży. I...
Obie widziały Alastorów.
Dwóch Alastorów, jeden elegancki, drugi w szacie śmierciożercy, którzy wyszli za kobietą spomiędzy szafek, obaj mówiący jeden przez drugiego.
- Czego się drzesz? Kurwa, jesteś zupełnie pojebana, przynosisz mi wstyd, jeszcze przed Norą - warknął ten pierwszy.
- Na co jeszcze czekasz? Zabij ją, pozbądź się jej! – zażądał ten drugi.
Wystarczyło odwrócić wzrok na moment.
Ciemność wyłoniła się spod jednego z foteli, druga z jednej z szafek, o niewiadomym przeznaczeniu. I po chwili kolejne dwie osoby nadchodziły z dwóch stron.
Trzeci Alastor, zapatrzony w siostrę, odziany w elegancki garnitur, w krawat, w białą koszulę, starannie uczesany. Millie nigdy nie widziała go w takim stroju, nawet gdy ubrał się jak najlepiej na jeden z bali Longbottomów.
Brenna, żywa, ale w ubraniu pokrytym krwią, z twarzą wykrzywioną wściekłością, zwracające spojrzenie płonących gniewem oczu na Norę. Nora chyba nigdy nie widziała u niej takiego wyrazu twarzy: Mills pewnie mogła, gdzieś w pracy, gdzieś na jakiejś akcji Zakonu Feniksa.
– Nie chciałem ci mówić wcześniej, bo trochę się bałem, że spróbujesz nam przeszkodzić – powiedział trzeci Alastor, i stanęli teraz w rządku, trzech jej braci, trzy strachy, wszystkie o tej samej twarzy. – Ożeniłem się wczoraj wieczorem. Zabrali cię tutaj, żebyś się nie dowiedziała.
– Nie chcemy cię już w Zakonie – warknęła Brenna do Nory. – Rozmawiałam o tym z Erikiem i zgodziliśmy się, że jesteś bezużyteczna. Twój pierdolony eliksir nie zadziałał i Erik został ranny.
– Dziś wieczorem wyjeżdżamy w podróż poślubną.
– Przyszłam ja, bo on nie chce cię widzieć, poza tym, cóż, jak wspomniałam, jest ranny. Przez twoje partactwo.
– Wyprowadzam się do niej. Nie chcę, żebyś się do niej zbliżała. Moja żona za tobą nie przepada, a teraz to ona jest najważniejsza.
Tura do... a nieważne i tak odpiszecie wcześniejXD
@Millie Moody @Nora Figg