- Idealnie, wiesz, że możesz przybiec do mnie o każdej porze, a będę gotowa... by dać ci bułkę! - Och, słodki Leo był taki mądry, nie mogła się temu nadziwić, a do tego taki pracowity, nie dość, że staż w szpitalu, to u i niej pracował. Widać było, że chciał coś osiągnąć, ambitny chłopak.
- Dla mamy mogę przygotować coś specjalnego, trzeba jej się odwdzięczyć za to, że pojawiłeś się na tym świecie, chociaż nie wiem, czy ciasto jest wystarczającą nagrodą. - Mama Leo musiała być bardzo dumna, że miała takiego wspaniałego syna, na pewno nie mogło być inaczej. Zapewne miała też sporo wpływu na to, że był taki cudowny.
Och, mogłaby opowiadać o jego niesamowitości cały dzień. Wzbudzał w niej tyle radości, uwielbiała z nim przebywać, bo wtedy życie wydawało się być takie lekkie, jak przy nikim innym. Słońce było jaśniejsze, niebo bardziej błękitne, a drzewa wyglądały jak z najpiękniejszego obrazu.
Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, aby nacieszyć wzrok tym idealnym Leo, ech był taki i w tej ludzkiej, ale też zwierzęcej postaci, bo miała sentyment do kotów, od zawsze; a on poza tym, że był cudownym człowiekiem był też i wspaniałym, rudym kociakiem. Mrugnęła szybko, kiedy zapytał o ten koszyk, co trzymała w dłoni, to spowodowało, że wróciła ze swoich myśli. - Mam, może nawet się przyda do czegoś więcej, niż tranportu kanapek. - Dodała z uśmiechem. Dotknął jej dłoni, jego skóra była taka delikatna, wspaniała, jak cała jego osoba. Przejął ten nieszczęsny koszyk, a później złapał ją pod rękę. Co za wspaniały dzień, że też miał ochotę to zrobić, ona czuła się taka malutka przy tej całej jego wspaniałości. Z nim będzie mogła osiągnąć więcej, nie opuszczało jej takie wrażenie. Jak to dobrze, że postanowił u niej pracować, nie mogła lepiej trafić. Inaczej pewnie nie miałaby szansy go poznać, co to by była za strata.
- Gdziekolwiek to też dobry pomysł. - Tak naprawdę była skłonna zrobić cokolwiek, co tylko chciał. Nie było przecież nikogo mądrzejszego od niego, na pewno podejmie lepszą decyzję od niej, bo Leo, cudowny Leo wiedział wszystko najlepiej.
- Tak więc chodźmy tam, na pewno jest tak, jak mówisz. - Nie zamierzała o tym dyskutować, bo przecież on wiedział najlepiej. Jakże przyjemnie było spacerować z nim pod rękę, jakby jutra miało nie być, jakby życie wcale nie było problematyczne, nic się nie liczyło tylko to, że Leo chciał z nią iść w ten las, mógł być zupełnie gdzieś indziej, zajmować się którąś z ważnych rzeczy, ale wybrał ją, jej towarzystwo. Niesamowite, że ktoś taki jak on wybrał właśnie ją, żeby spędzić z nią ten dzień.
Poderwała głowę do góry, żeby spojrzeć na niego, gdy się do niej odezwał. Jego słowa... ech, zarumieniła się, kiedy je usłyszała. Był ptzy tym wszystkim taki miły, taki miły. Na pewno nie znaczyło to nic więcej, bo przecież ktoś tak niesamowity nie spojrzałby nigdy na nią, zwyczajną, niewyróżniającą się Norkę. - Och, Leo, nie musisz się wysilać, to znaczy dziękuję za komplement, to miłe, ale nie mam szans z twoim uśmiechem, który jest w stanie rozweselić każdą osobę, najbardziej smutne serce nie byłoby ci się w stanie oprzeć. - Nie mogła się powstrzymać przed komentarzem, chciała, żeby chłopak zdawał sobie sprawę ze swojej wspaniałości, musiał to wiedzieć. Nie miała pojęcia, czy ktoś mu wcześniej o tym mówił.