Geraldine zawsze była dosyć bezpośrednia w gestach, czy to w czynach. Dlatego też właśnie bez mniejszego oporu przyszło jej złapanie swojego akutalnego towarzysza pod rękę i pociągnięcie za sobą poza ten tłum. Musiała zrobić to szybko, dlatego też zdecydowała się na ten ruch, kto wie, kiedy pan pirat postanowiłby do nich wrócić. Tak to mieli spokój, bo udało im się wyrwać z Zatoki Piratów całkiem zgrabnie.
To nie tak, że nie uważała, że pozostanie tam było bardzo złym pomysłem, trochę po prostu zbyt wielkie to było wydarzenie, a ludzie nieco za bardzo nachalni, a ona jednak chciała zaznać nieco spokoju, tym spowodowana była jej decyzja.
Sama Yaxley pewnie chętnie by się zaciągnęła na piracki statek, żeby zobaczyć, jak to jest, no i lubiła przygody, jakie by nie były, a do tego kto wie, jakie potwory skrywały się w oceanie? Taka wyprawa mogła być naprawdę niesamowita, tyle, że jak do tej pory nie poznała żadnego prawdziwego pirata, bo co jej po przebierańcach?
- W ogóle, to przepraszam, za to... - Może powinna od tego zacząć, bo pociągnęła go za sobą, jak kawałek mięsa, który nie miał nic do powiedzenia. - Wydawało mi się, że też chcesz odejść, stąd ta decyzja. - Próbowała się wytłumaczyć, miała nadzieję, że jej słowa brzmią w miarę logicznie.
- Tak, a nawet jeśli by spróbowali, to będą musieli się ze mną zmierzyć, a nie jestem łatwym przeciwnikiem. - Mrugnęła jeszcze do mężczyzny porozumiewawczo.
- Bywały ciężkie, ale też lżejsze, taki pomiędzy powiedzmy. - Ruszyła więc przodem w kierunku karczmy, do której mieli wejść, doszli do jej drzwi całkiem szybko, bo nie była ona bardzo oddalona. Otworzyła drzwi i weszła do środka, przytrzymała je jeszcze mężczyźnie, aby przypadkiem nie trzasnąć mu nimi w twarz. - Czy rum to dobry wybór? - Ona sama miała na niego ochotę z racji na to pirackie towarzystwo.