18.04.2024, 15:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 09:23 przez Millie Moody.)
Miles wycofała się od swoich koszmarów i zobaczyła sielankową scenę pełną trupów zgromadzonych dookoła jej złotowłosego anioła. Zrozpaczonego obecnie, słuchającego zdechłego pchlarza, no dobrze, wątłe ciało miniNory było rzeczywiście przykrym widokiem ale Mildred aktualnie...
Mildred zaczęła się śmiać.
To było silniejsze od niej, to było jak oczyszczający prysznic po podtopieniu w szlamie. To było... cudowne.
Złapała kościstymi palcami za ramię Nory i pociągnęła ją do wyjścia, tak aby pozostając w bibliotece miały drzwi za plecami.
– Ależ te bogi się tu namnożyły?! – podjęła lekkim, frywolnym wręcz tonem, ostro kontrastującym z zamarciem, którego doświadczyła ledwie chwilę temu. – Musiały się nażreć smutków i rozpaczy naszych poprzedników... czas trochę... czas żeby potańczyły!
Złote oczyska lśniły drapieżnie, szeroki uśmiech wąskich warg nie schodził z bladej twarzy. Taki piękny ten Alastor, tak cudnie wyrwany z jej umysłu, doskonale odtworzony w każdym detalu, czy ktoś zauważyłby, jakby jednego z tych boginów zabrała ze sobą do Londynu i trzymała go w piwnicy na specjalne okazje?
– Zsuńmy je w jedno miejsce i niech tańczą dla nas kankana, jak myślisz Nora, ilu Alastorów jest potrzebnych do wymiany jednej żarówki? – upchnęła ją za sobą, bo chciała, tak bardzo chciała zobaczyć rząd sześciu, siedmiu aurorów pląsających narzuconym tempem mlecznych nitek ridiculusa.
Dlatego też magią translokacji chciała nimi szarpnąć, by wszystkie boginy strategicznie umieścić w jednym punkcie, a potem jeden po drugim w tan!
– Ridiculus! – krzyknęła w słowa wplatając magię zauroczenia, albowiem tą drogą chciała zmusić boginy do posłuszeństwa. Swego gardła nie musiała nakłaniać do śmiechu, który pchał się nieprzerwanie między słowa zaklęcia. To raczej nogi potrzebowały słów reprymendy, to raczej nogi trzeba było powstrzymywać przed tym, by tańczyć razem z nimi.
Mildred zaczęła się śmiać.
To było silniejsze od niej, to było jak oczyszczający prysznic po podtopieniu w szlamie. To było... cudowne.
Złapała kościstymi palcami za ramię Nory i pociągnęła ją do wyjścia, tak aby pozostając w bibliotece miały drzwi za plecami.
– Ależ te bogi się tu namnożyły?! – podjęła lekkim, frywolnym wręcz tonem, ostro kontrastującym z zamarciem, którego doświadczyła ledwie chwilę temu. – Musiały się nażreć smutków i rozpaczy naszych poprzedników... czas trochę... czas żeby potańczyły!
Złote oczyska lśniły drapieżnie, szeroki uśmiech wąskich warg nie schodził z bladej twarzy. Taki piękny ten Alastor, tak cudnie wyrwany z jej umysłu, doskonale odtworzony w każdym detalu, czy ktoś zauważyłby, jakby jednego z tych boginów zabrała ze sobą do Londynu i trzymała go w piwnicy na specjalne okazje?
– Zsuńmy je w jedno miejsce i niech tańczą dla nas kankana, jak myślisz Nora, ilu Alastorów jest potrzebnych do wymiany jednej żarówki? – upchnęła ją za sobą, bo chciała, tak bardzo chciała zobaczyć rząd sześciu, siedmiu aurorów pląsających narzuconym tempem mlecznych nitek ridiculusa.
Dlatego też magią translokacji chciała nimi szarpnąć, by wszystkie boginy strategicznie umieścić w jednym punkcie, a potem jeden po drugim w tan!
– Ridiculus! – krzyknęła w słowa wplatając magię zauroczenia, albowiem tą drogą chciała zmusić boginy do posłuszeństwa. Swego gardła nie musiała nakłaniać do śmiechu, który pchał się nieprzerwanie między słowa zaklęcia. To raczej nogi potrzebowały słów reprymendy, to raczej nogi trzeba było powstrzymywać przed tym, by tańczyć razem z nimi.
Translokacja x 2 na stłoczenie boginów w jednym miejscu
Zauroczenie x 1, cała reszta czeka na drugą turę
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zauroczenie x 1, cała reszta czeka na drugą turę
Rzut N 1d100 - 42
Slaby sukces...
Slaby sukces...