Nie bez powodu wybrała Londyn jako miejsce swojego zamieszkania. Jasne, kochała góry, kochała tereny wokół swojej rodzinnej posiadłości, ale musiała być blisko. Londyn był całkiem niezłą bazą wypadową, a do tego pod nosem miała dostępnych różnych zleceniodawców, co w jej przypadku było dość istotne, no i bary. Jakby mieszkała za miastem nie miałaby co robić w wolnym czasie, a uwielbiała się szlajać po pubach i topić swoje gorzkie żale w alkoholu. Zresztą i tak całe dnie spędzała w lasach, tak naprawdę dom był dla niej raczej jak hotel, do którego przychodziła się przespać, aby kolejnego poranka znowu wybyć za miasto. Było to całkiem niezłe rozwiązanie dla kogoś takiego jak ona. Wiadomo, że jakby miała spędzać tam całe dnie, to pewnie by ją szlag trafił od tego zgiełku, ale tak, to wszystko całkiem nieźle działało.
Morze nie było jej nigdy szczególnie bliskie, jednak od czasu do czasu lubiła spędzić nad nim chwilę. Powietrze było tu zupełnie inne, bardziej rześkie, trochę tak jak w górach. Miała wrażenie, że tylko w takich miejscach można było odetchnąć pełną piersią. Rozumiała też miłość, jaką niektórzy je darzyli. Zdecydowanie kojarzyło się z wolnością, a ona wolność kochała.
- Skoro tak uważasz, to na pewno jest dobre, bo ja, nie jestem dobra w słowa, ty wyglądasz na kogoś, kto się na tym zdecydowanie lepiej zna. - Nie ukrywała wcale tego, że miała problemy z wyrażaniem swoich myśli, od zawsze łatwiej przychodziło jej działanie, niżeli mówienie. To, co mówiła rzadko kiedy było przemyślane i składało się w rozsądną całość, bo należała do tych bardzo emocjonalnych osób, nie zastanawiała się nad wartością tego, co mówi, niestety. Przynosiło jej to czasem kłopoty, ale przywykła do tego, taka była cena za ten ognisty temperament, który miała. Oczywiście nie zamierzała się zmieniać, wolała po prostu godzić się z konsekwencjami.
Nie mogła się nie uśmiechać, skoro zechciał poświęcić jej swój czas. Nie musiał tego robić, a jednak wyraził chęć, więc była mu to winna. Mimo, że i w jej życiu ostatnio układało się raczej różnie, nie do końca tak jak chciała, to zostawiła to za ogrodzeniem. Tutaj, przed Laurentem zamierzała być tą lepszą wersją siebie.
- Tak mi się właśnie wydawało, że alkohol raczej może zaszkodzić podczas lekcji jak ta. - Najwyraźniej czytał w jej myślach, przyglądała mu się przez moment szukając oznak tej czynności, jednak żadnych nie dostrzegła. Może po prostu wyglądała na kogoś kto lubi się napić? Pewnie tak było, nigdy nie ukrywała specjalnie swoich ciągot do mocniejszych trunków. - To w sumie brzmi jak nagroda, całkiem niezła nagroda. - Dodała jeszcze, oczywiście, że nie zamierzała odmówić, bo nigdy nie odmawiała szklanki czegoś mocniejszego.
Ruszyła więc powoli w kierunku stajni, była podekscytowana, nie miała w sobie strachu. Yaxley lubiła uczyć się nowych umiejętności, a konie wydawały jej się być fascynujące, chociaż jej ojciec nieco zaniedbał ją w tej dziedzinie. Mogła już jako dzieciak poprosić go o lekcje, skupiali się jednak na nieco innych aktywnościach fizycznych. Najważniejsza była walka, zresztą słusznie, bo przecież dzięki temu teraz mogła godnie żyć. Skoro jednak osiągnęła już odpowiedni wiek, i potrafiła walczyć naprawdę nieźle mogła sobie pozwolić na realizację takich zachcianek.
- Niestety, nie miałam, także będzie to początek. Mam nadzieję, że nie wyjdzie jakoś tragicznie, a jeśli tak, to nikomu o tym nie powiesz. - Chociaż, czy właściwie istniał ktoś, kto by chciał słuchać o tym, jak spadła z konia? Pewnie nie, nie była na tyle popularna, aby mogło to kogokolwiek obchodzić.
- Raczej nie boję się nieznanego. - Odpowiedziała krótko, reagowała wręcz przeciwnie, chętnie stawiała czoła wyzwaniom, szczególnie kiedy były dla niej zupełnie nowe.