Nikolai wolną ręką zasłonił nos, z którego zaczęła ściekać krew, brudząc jego usta, podbródek i skapując na ubranie. Warknął cicho.
Czarodziej w kaszkiecie zaśmiał się perfidnie i już szykował się do kolejnego ciosu, gdy głos Brenny dotarł do niego, a po obejrzeniu się z szokiem zauważył, że jego towarzysze leżeli na ziemi, skrępowani magicznymi linami. Został sam, właściwie bezbronny. Gdyby zaryzykował i spróbował odzyskać różdżkę, Brenna lub Nikolai zdążyliby go obezwładnić. Zazgrzytał zębami i powoli uniósł ręce, wciąż klnąc, co jakiś czas zerkając na Nikolaia.
Petrov mocniej zacisnął palce wokół trzonka różdżki, w głowie układając już listę zaklęć, którymi najchętniej by teraz rzucał w tego skretyniałego narwańca, ale nie zrobił tego. Zamiast tego, zbliżył się powoli do Brenny.
Dałbym sobie z nimi radę sam. Miałem wszystko pod kontrolą, kazała mu powiedzieć duma, ale...
-Dzięki - za pomoc, oczywiście. -Wszystko w porządku?
Widział, że wcześniejsze zaklęcie kobiety uderzyło również w Brennę. Widział również jej rozcięty mundur, odsłaniający ranę, z której toczyła się krew. Odwrócił wzrok i podrapał się po karku, zawstydzony i smutny. Może faktycznie powinien był po prostu uciec, kiedy ta trójka go zaczepiła? Wyszedłby pewnie na tchórza, ale może dzięki temu Brenna nie zostałaby ranna?
Widząc zmieszanie chłopaka, mężczyzna w kaszkiecie zarechotał, wciąż unosząc ręce.
-Taki niby chojrak, a baba musi go bronić - powiedział, nie zważając na to, że Brenna wciąż kierowała w niego różdżkę i w każdej chwili mógł oberwać obiecaną Drętwotą, albo czymś gorszym. -Twojej matce musi być za ciebie wstyd, gówniarzu. Gdybym ja...
I kolejny potok słów, od których piekły uszy i krew gotowała się w żyłach. Nikolai najpierw znieruchomiał, kiedy facet obrażał jego matkę, zazgrzytał zębami, szybkim krokiem zbliżył się do niego i przywalił mu w nos, aż chrupnęło. Mężczyzna z jękiem upadł na ziemię, jęcząc z bólu i trzymać się za nos.
Nikolai odwrócił się do Brenny.
-Zostanę za to aresztowany?