18.04.2024, 18:58 ✶
– Ukrywanie emocji... kurcze, ja żeby ukryć emocje po prostu ukrywam siebie w całości. Ale teraz rozumiem... teraz rozumiem, że można zostać w jednym miejscu i ukryć siebie tak jakby w środku. Może Neil właśnie to zrobił, może umie to robić. Nie wiem. – Zamyślił się. Czy powinien czuć się obrażony za to, że chłopak odrzucił jego zaproszenie? Trochę już z niego zeszło, trochę czuł się winny, trochę nie rozumiał. Z resztą... w porównaniu do nieporozumień w które był uwikłany, wyjście Neila w sumie było dość małym tak zwanym piwem. W porównaniu do braku słów wypowiedzianych między nim a Norą.
Westchnął.
– A Ty uważasz, że jak jest lepiej? Tak mówisz wszystko i pokazywać wszystko, czy umieć jednak zostać w miejscu i schować siebie w środku? W sensie, no rozumiem, że tak nie umiesz, ale chciałabyś? – orzechówka sprzyjała rozważaniom filozoficznym w wykonaniu niedźwiedzia. To nie było tak, że Sam był głupi i nieroztropny. On po prostu nigdy dotąd nie musiał stawać w obliczu takich społecznych komplikacji. Zabrał od Uleńki kubek i nie zamierzał przepraszać, że alkohol pojawił się na stole tak wcześnie. Normalnie nie pił, szczególnie przy robocie. Ale to były tylko jabłka, a jakoś tak serce mniej bolało otulone słodkim ulepkiem. – Bo ja nie wiem. Moja mama zawsze myślała to co myśli. Ojciec... ojciec mniej chyba. On się uśmiechał i dużo milczał, ale w sumie myślałem, że nie ma po prostu nic więcej do powiedzenia. – matka i ojciec, alfa i omega w życiu. Brenna i Nora też były szczere w okazywaniu emocji. Ula, Lysander... Co na ustach to w sercu. Erika nie był już taki pewien, chociaż zdawało się, że jego trzewia mu ufały. A takiemu panu Morpheusowi to wcale. Najchętniej cały czas prosiłby go o teleportowanie myśli, żeby upewnić się, że starszy czarodziej nie wkręca go w jakąś kabałę.
– Może zapomnimy. Nie wiem. Ogólnie, to... no nie wiem. Nie wiem czy my się w takim razie w ogóle lubimy. – poczuł smutek z tego powodu. Nie rozumiał go za bardzo, ale jabłka nie znosiły stagnacji. Jednostajny odgłos uderzania ostrzem o deskę do krojenia rozbrzmiał znów. Bardzo szybko poradził sobie z tym co naobierali więc... wrócił do odbierania.
– Ja też nie wiem. Wiesz, była kiedyś w moim życiu taka dziewczyna. I myślałem, że ją kocham. Ale wiesz... jak kogoś kochasz, tak na prawdę, to rzucasz dla niego wszystko, jesteś gotów na taką wielką zmianę. Na ucieczkę od wszystkiego co znasz. Dla tej osoby. I ja... no ja zdałem sobie sprawę, że nie jestem dla niej gotowy porzucić Kniei, więc pomyślałem, że chyba nie kocham jej tak prawdziwie i potem już nie byliśmy razem. Ale teraz... teraz tak myślę, może Ty mi powiesz... Czy tak jest? Tak jest, że jak kogoś kochasz, ale tak na prawdę na prawdę na całe życie, to wiesz, że to już jest to? Ten, ta... ta jedyna osoba na całym świecie?– Wiedział, że pytanie Lysandra nie miałoby sensu. Motyl kochał wszystkich, i wszystkim roztaczał swój eteryczny urok i czar, wznosząc się i opadając na kolejne kwiaty. Był w końcu Motylem. Ale Ula? Ula zdawała się być mądrością taką, jakiej właśnie potrzebował. Takiej prostej, takiej, którą mógł zrozumieć.
Westchnął.
– A Ty uważasz, że jak jest lepiej? Tak mówisz wszystko i pokazywać wszystko, czy umieć jednak zostać w miejscu i schować siebie w środku? W sensie, no rozumiem, że tak nie umiesz, ale chciałabyś? – orzechówka sprzyjała rozważaniom filozoficznym w wykonaniu niedźwiedzia. To nie było tak, że Sam był głupi i nieroztropny. On po prostu nigdy dotąd nie musiał stawać w obliczu takich społecznych komplikacji. Zabrał od Uleńki kubek i nie zamierzał przepraszać, że alkohol pojawił się na stole tak wcześnie. Normalnie nie pił, szczególnie przy robocie. Ale to były tylko jabłka, a jakoś tak serce mniej bolało otulone słodkim ulepkiem. – Bo ja nie wiem. Moja mama zawsze myślała to co myśli. Ojciec... ojciec mniej chyba. On się uśmiechał i dużo milczał, ale w sumie myślałem, że nie ma po prostu nic więcej do powiedzenia. – matka i ojciec, alfa i omega w życiu. Brenna i Nora też były szczere w okazywaniu emocji. Ula, Lysander... Co na ustach to w sercu. Erika nie był już taki pewien, chociaż zdawało się, że jego trzewia mu ufały. A takiemu panu Morpheusowi to wcale. Najchętniej cały czas prosiłby go o teleportowanie myśli, żeby upewnić się, że starszy czarodziej nie wkręca go w jakąś kabałę.
– Może zapomnimy. Nie wiem. Ogólnie, to... no nie wiem. Nie wiem czy my się w takim razie w ogóle lubimy. – poczuł smutek z tego powodu. Nie rozumiał go za bardzo, ale jabłka nie znosiły stagnacji. Jednostajny odgłos uderzania ostrzem o deskę do krojenia rozbrzmiał znów. Bardzo szybko poradził sobie z tym co naobierali więc... wrócił do odbierania.
– Ja też nie wiem. Wiesz, była kiedyś w moim życiu taka dziewczyna. I myślałem, że ją kocham. Ale wiesz... jak kogoś kochasz, tak na prawdę, to rzucasz dla niego wszystko, jesteś gotów na taką wielką zmianę. Na ucieczkę od wszystkiego co znasz. Dla tej osoby. I ja... no ja zdałem sobie sprawę, że nie jestem dla niej gotowy porzucić Kniei, więc pomyślałem, że chyba nie kocham jej tak prawdziwie i potem już nie byliśmy razem. Ale teraz... teraz tak myślę, może Ty mi powiesz... Czy tak jest? Tak jest, że jak kogoś kochasz, ale tak na prawdę na prawdę na całe życie, to wiesz, że to już jest to? Ten, ta... ta jedyna osoba na całym świecie?– Wiedział, że pytanie Lysandra nie miałoby sensu. Motyl kochał wszystkich, i wszystkim roztaczał swój eteryczny urok i czar, wznosząc się i opadając na kolejne kwiaty. Był w końcu Motylem. Ale Ula? Ula zdawała się być mądrością taką, jakiej właśnie potrzebował. Takiej prostej, takiej, którą mógł zrozumieć.