18.04.2024, 19:37 ✶
Trwali tak długo. Bardzo długo. Samuel kilka razy jeszcze w domu u siebie chciał poczuć się jak drzewo, więc miał całkiem niezłą wprawę w... po prostu staniu i chłonięciu bieżącej chwili. A ona była taka niesamowita, tak cudowna, tak przerażająca jednocześnie... Zamknął oczy i chłonął ten moment, tę drobną duszę wrażliwej nimfy, której mocniejsze przyciśnięcie do serca może sprawić, że pryśnie jak bańka mydlana. Tak jak wtedy, tak jak nad ranem, gdy obudził się i nie odnalazł jej w swym uścisku. A potem ona...
Serce bolało. Klątwa została odparta, zieleń być może zdezorientowana tym, gdzież też jej protegowany się znalazł, nie przybyła, ale on cierpiał. Z miłości, z niezrozumienia sytuacji, z tego wszystkiego co się między nimi zadziało, ale też co wkładali mu do głowy w ostatnich dniach mądrzejsi od niego. Bardziej doświadczeni.
Trzeba rozmawiać.
Trzeba ćwiczyć się w komunikacji.
Trzeba szukać rozwiązań, trzeba uczyć się rozmawiać.
I... i tak... i porażka była wpisana w tę naukę.
A serce bolało. Nie wiedział co o tym myśleć, jak to odczytywać. Bo przecież to było tylko ciało, jakaś jego reakcja. Jakby go tak serce bolało jako niedźwiedzia czy ptaka... interpretowałby to zupełnie inaczej. Tak samo czasem gniewał się, a tak na prawdę był głodny. Albo zmęczony. I jak pośród dziczy mógł po prostu zjeść lub spać, tak tutaj czasami, ktoś cały czas do niego mówił, albo czegoś chciał. I wtedy przychodził gniew. A przecież był głodny. No i teraz to serce, poddał w wątpliwość, czy rzeczywiście go tak boli, bo Nora zrobiła mu krzywdę. Może bolało, bo cieszył się na jej widok tak bardzo, że dawno nic tak nie czuł i to właśnie dlatego, ciało było zdziwione? Może czuł się przy niej tak źle, bo to co działo się w jego głowie było nowe i inne, a wiadome, że to co nowe i inne jest złe. Jest straszne. A może rzeczywiście bolało, ale jeśliby porozmawiać...
Bał się rozmawiać. Nie umieli rozmawiać. Inni... byli dla niego bardziej wyrozumiali, gdy Nora tylko krzyczała. Cóż... on też kiedyś sprawił jej ból. Cierpieli razem wtedy. Cierpieli i teraz, gdy odkopali tego trupa spod konarów drzew i patrzyli na niego i nie wiedzieli co z nim zrobić.
No dobrze.
Odwagi.
– Mm.... wiesz może... em... wiesz jak to się stało, że tutaj jestem? Obierałem jabłka z przyjaciółmi, robimy... robimy cydr i no... zdrzemnąłem się i... emm... obudziłem tutaj, wiesz może jak to się stało? – spróbował, nie wypuszczając jej bynajmniej, nie pozwalając się odsunąć. Może jak będą się przytulać, to nie będą na siebie krzyczeć? Znaczy... może ona nie będzie na niego krzyczeć?
Serce bolało. Klątwa została odparta, zieleń być może zdezorientowana tym, gdzież też jej protegowany się znalazł, nie przybyła, ale on cierpiał. Z miłości, z niezrozumienia sytuacji, z tego wszystkiego co się między nimi zadziało, ale też co wkładali mu do głowy w ostatnich dniach mądrzejsi od niego. Bardziej doświadczeni.
Trzeba rozmawiać.
Trzeba ćwiczyć się w komunikacji.
Trzeba szukać rozwiązań, trzeba uczyć się rozmawiać.
I... i tak... i porażka była wpisana w tę naukę.
A serce bolało. Nie wiedział co o tym myśleć, jak to odczytywać. Bo przecież to było tylko ciało, jakaś jego reakcja. Jakby go tak serce bolało jako niedźwiedzia czy ptaka... interpretowałby to zupełnie inaczej. Tak samo czasem gniewał się, a tak na prawdę był głodny. Albo zmęczony. I jak pośród dziczy mógł po prostu zjeść lub spać, tak tutaj czasami, ktoś cały czas do niego mówił, albo czegoś chciał. I wtedy przychodził gniew. A przecież był głodny. No i teraz to serce, poddał w wątpliwość, czy rzeczywiście go tak boli, bo Nora zrobiła mu krzywdę. Może bolało, bo cieszył się na jej widok tak bardzo, że dawno nic tak nie czuł i to właśnie dlatego, ciało było zdziwione? Może czuł się przy niej tak źle, bo to co działo się w jego głowie było nowe i inne, a wiadome, że to co nowe i inne jest złe. Jest straszne. A może rzeczywiście bolało, ale jeśliby porozmawiać...
Bał się rozmawiać. Nie umieli rozmawiać. Inni... byli dla niego bardziej wyrozumiali, gdy Nora tylko krzyczała. Cóż... on też kiedyś sprawił jej ból. Cierpieli razem wtedy. Cierpieli i teraz, gdy odkopali tego trupa spod konarów drzew i patrzyli na niego i nie wiedzieli co z nim zrobić.
No dobrze.
Odwagi.
– Mm.... wiesz może... em... wiesz jak to się stało, że tutaj jestem? Obierałem jabłka z przyjaciółmi, robimy... robimy cydr i no... zdrzemnąłem się i... emm... obudziłem tutaj, wiesz może jak to się stało? – spróbował, nie wypuszczając jej bynajmniej, nie pozwalając się odsunąć. Może jak będą się przytulać, to nie będą na siebie krzyczeć? Znaczy... może ona nie będzie na niego krzyczeć?