Nie wiedziałam co odpowiedzieć Samowi. Zdziwiło mnie, że nie wiedział o możliwości ukrycia emocji. Rozumiem, że mieszkał w lesie i w ogóle... Ale wydawało mi się to naturalną zdolnością ludzi.
— Wiesz... To tak jak, na przykład, dostajesz od kogoś prezent, który jest niefajny, ale nie grymasisz tylko dziękujesz i uśmiechasz się. Albo jak jesteś smutny, ale nie chcesz, żeby ktoś cię pytał o co chodzi, więc masz po prostu neutralny wyraz twarzy.
Gdybym znała pojęcie autyzmu, to bym zasugerowała Samowi wizytę u magipsychiatry, ale jestem ze wsi i mamy lata 70.
— Co oznacza "schować siebie w środku"? To jakaś brytyjska fraza, której nie rozumiem, czy mam to rozumieć dosłownie? W sensie, że nie wychodzić z domu?
Rozmowa zapędzała się w dziwne rejony. Nie byłam wystarczająco mądra na takie rzeczy.
— No ja przy ludziach na ogół też nic nie mówię. Myślę sobie o tym, o czym rozmawiają, ale się nie wtrącam, bo a to jestem za młoda, a to się wstydzę, a to coś. Może twój tata był po prostu nieśmiały? Jest takie powiedzenie, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem... ale to chyba nie wnosi niczego do rozmowy... — Zaśmiałam się niezręcznie. Za dużo paplałam i skończyły mi się produktywne myśli, więc zaczęłam rzucać co mi ślina na język przyniesie. A to oznaczało głupotę.
— Wiesz... Mi się wydaje... że taka miłość nie istnieje naprawdę... W sensie no, nie wyobrażam sobie wyprowadzić się do takiego wielkiego Londynu, dla jakiegoś tam chłopaka. Może poszłabym na kompromis, żeby zamieszkać na przedmieściach... Ale... No nie wiem — Wzruszyłam ramionami. — Wiesz, ja to nie wiem jak to jest z tą miłością. Moi rodzice czasem się przytulą i pocałują, ale na co dzień to zachowują się po prostu jak zwykli ludzie. A o miejscu zamieszkania zadecydowali wspólnie biorąc pod uwagę głównie takie argumenty, że tata miał dom po dziadku, no i obydwoje z tej samej wsi, więc i tak nie chcieliby wyjeżdżać Ale no to chyba zły przykład... W każdym razie... Nie sądzę, że to się od razu wie. Moja babcia mi trochę opowiadała o tym jak poznała dziadka i oni najpierw byli zwykłymi kolegami i po prostu później tak wyszło.
Sam wrócił do obierania, a ja próbowałam też... ale gdy mówiłam to moje ręce zatrzymywały się. Nie potrafiłam robić tylu rzeczy naraz, no i co jakiś czas były potrzebne do odruchowej gestykulacji.