Geraldine miała to do siebie, że praktycznie każdy działał jej na nerwy, więc to wcale nie było takie wyjątkowe, jak mogło się wydawać. - To zależy, dla ciebie nie wiem, czy mogłeś trafić lepiej... - Nie umknęło jej przecież to, że widział ją nago, no trudno. - W porządku, przecież nic takiego się nie stało. - Czyż nie, no bo przecież praktycznie codziennie pod jej prysznicem się ktoś pojawiał... dobre sobie. Nie zamierzała jednak tego roztrząsać, bo nie miało to większego sensu. Stało się, i tyle.
- Jak wolisz, tylko znajdę różdżkę. - Musiała być rzucona w kuchni, do której zmierzali, bo to tam się teleportowała nim weszła pod prysznic. Była w stanie to dla niego zrobić, szczególnie, że biedny zamiast różdżki znalazł się tu z wałkiem, to nie było do końca bezpieczne, ale nie zamierzała go tu teraz umoralniać, pewnie miał świadomość, że na ulicach mogą kręcić się różni ludzie.
- Lepszej bajki dawno nie słyszałam, ale powiedzmy, że ci wierzę. - Zdawała sobie sprawę, że magia może działać w różny sposób, chociaż nie miała pojęcia dlaczego pojawił się właśnie u niej, tak czy siak dobrze, że trafił tu w całości. Niespodziewana teleportacja mogła się przecież zakończyć rozszczepieniem, a wtedy musiałby szukać swoich kończyn chuj jeden wie gdzie.
- Jak widzisz, strasznie jestem zajęta. - Pokręciła przecząco głową, bo przecież zastał ją pod prysznicem, to świadczyło o tym, że nie miała żadnych istotnych planów, bo nie byłoby jej w mieszkaniu.
Yaxley sięgnęła po swojego papierosa, paliła go szybko, jakby gdzieś się spieszyła, taki już miała nawyk spowodowany ucinaniem sobie przerw na fajkę w lesie, podczas przerw przy polowaniu.
- Jakoś tak wyszło, że ze mną mieszkają. - Jeden ze szczeniaków był prezentem od brata, a drugiego znalazła podczas sabatu, a tak naprawdę to chyba trochę ukradła. Nie chwaliła się tym jednak nikomu.
Psy po odpowiedniej ilości pieszczot i odprowadzeniu ich do kuchni zniknęły w sypialni Geraldine, tam spędzały większość dnia, a również i nocy.
- Wszystkie może nie, ale moja lista robi się coraz dłuższa. - W kuchni stały dwa krzesła, jednak Gerry póki co ich nie zajęła. Rozejrzała się w poszukiwaniu różdżki, bo pamiętała, że chciał, żeby go wysuszyła. Gdy ją wreszcie znalazła odwróciła się na pięcie i ruszyła w kierunku mężczyzny. Fajkę trzymała w ustach, żeby nie zajmować sobie dłoni. - Nie ruszaj się. - Powiedziała krótko, po czym machnęła różdżką i wypowiedziała krótkie zaklęcie. Udało jej się go wysuszyć, na szczęście.
- Napijesz się czegoś? Może whisky? - To wcale nie tak, że sama miała na to ochotę na kilka głębszych po pracy, idealnie, że znalazło się do tego jakieś towarzystwo.