19.04.2024, 08:53 ✶
Skończyło się, nikt nie został ranny, to znaczy dobrze, ona została, ale nie jakoś poważnie, trzy osoby znikną na chwilę z ulicy i może ktoś dzięki temu nie ucierpi, a Nikolai pewnie dwa razy zastanowi się, zanim znowu odwiedzi Nokturn. W ocenie Brenny skończyło się więc całkiem dobrze.
A raczej sądziła tak przez chwilę.
Celując w mężczyznę różdżką i jeszcze zerkając, czy czar krępujący dwie pozostałe osoby nie przestał działać, nie zdążyła zareagować dostatecznie szybko. Odruchowo rzuciła się wprawdzie do przodu, ale nie zdołała złapać Nikolaia, nim przywalił rzezimieszkowi - przynajmniej tyle, że chłopak zadowolił się jednym ciosem. Nie żeby się mu specjalnie dziwiła, ale naprawdę mógłby sobie darować.
- Do Azkabanu za to nie trafisz - westchnęła tylko, ruszając do krzykacza. Jego wszystkie obelgi i krzyki zostały zignorowane, a Brenna po prostu chwyciła ręce mężczyzny, by skuć je kajdankami i monotonnym głosem zaczęła recytować formułkę aresztowania.
Nie mogła powiedzieć, że pewnie żadnego aresztowania nie będzie - nie przy tej trójce - raczej przesłuchanie, upomnienie, ewentualnie kaucja, gdyby koniecznie chcieli składać zawiadomienie o napaści. Ale że chwilę wcześniej Nikolai sam został zaatakowany, i to znacznie poważniej, a trójka dostanie zarzut napaści na funkcjonariusza na służbie... wątpiła, by się na to zdecydowali.
Oni akurat niemal na pewno parę miesięcy w Azkabanie trafią. Niestety, Brenna wątpiła, by ich to zreformowało. Być może nauczy po prostu ostrożności, podszytej strachem: wspomnieniem dementorów, w których łapy znów trafią, jeśli zrobią ponownie coś tak idiotycznego.
Dobre i to.
– Co wam tyle zajęło? – spytała, przemocą stawiając gościa w kaszkiecie na nogi, kiedy zza rogu wypadł wreszcie młody Brygadzista, a tuż za nim Apollo. – Napaść na cywila, stawianie oporu przy aresztowaniu, napaść na funkcjonariusza…
– Wszystko w normie, Bren? – zapytał Apollo, pokazując Sadwickowi gestem, by skuł pozostałą dwójkę, gdy sam „przejął” od Brenny aresztowanego.
– Jasne, zawsze tak trochę sobie krwawię – zapewniła bez mrugnięcia okiem, spoglądając na ramię. Teraz, gdy adrenalina opadła, piekło jak jasny szlag. A potem wyciągnęła dłoń w stronę Nikolaia. Musiał zostać przesłuchany, zdecydować, czy składa oskarżenie, a ona musiała dać się opatrzeć i załatwić formalności. Lepiej było nie robić tego tutaj. Niby nikogo w pobliżu nie wiedziała, ale była pewna, że tu ktoś patrzył z zaułka, tam z jakiegoś okna, że wieści przekazywano z ust do ust, i że ktoś ominie to miejsce, a ktoś może zechcieć skorzystać z okazji…
Poza tym na pewno nie zostawiłaby Petrova na Nokturnie. Podobno to ona miała talent do wpadania w kłopoty, ale najwyraźniej Nikolai dysponował bardzo podobną umiejętnością.
– Idziesz z nami do Ministerstwa. Trzeba załatwić formalności. Chodź, teleportujesz się bezpośrednio ze mną.
A raczej sądziła tak przez chwilę.
Celując w mężczyznę różdżką i jeszcze zerkając, czy czar krępujący dwie pozostałe osoby nie przestał działać, nie zdążyła zareagować dostatecznie szybko. Odruchowo rzuciła się wprawdzie do przodu, ale nie zdołała złapać Nikolaia, nim przywalił rzezimieszkowi - przynajmniej tyle, że chłopak zadowolił się jednym ciosem. Nie żeby się mu specjalnie dziwiła, ale naprawdę mógłby sobie darować.
- Do Azkabanu za to nie trafisz - westchnęła tylko, ruszając do krzykacza. Jego wszystkie obelgi i krzyki zostały zignorowane, a Brenna po prostu chwyciła ręce mężczyzny, by skuć je kajdankami i monotonnym głosem zaczęła recytować formułkę aresztowania.
Nie mogła powiedzieć, że pewnie żadnego aresztowania nie będzie - nie przy tej trójce - raczej przesłuchanie, upomnienie, ewentualnie kaucja, gdyby koniecznie chcieli składać zawiadomienie o napaści. Ale że chwilę wcześniej Nikolai sam został zaatakowany, i to znacznie poważniej, a trójka dostanie zarzut napaści na funkcjonariusza na służbie... wątpiła, by się na to zdecydowali.
Oni akurat niemal na pewno parę miesięcy w Azkabanie trafią. Niestety, Brenna wątpiła, by ich to zreformowało. Być może nauczy po prostu ostrożności, podszytej strachem: wspomnieniem dementorów, w których łapy znów trafią, jeśli zrobią ponownie coś tak idiotycznego.
Dobre i to.
– Co wam tyle zajęło? – spytała, przemocą stawiając gościa w kaszkiecie na nogi, kiedy zza rogu wypadł wreszcie młody Brygadzista, a tuż za nim Apollo. – Napaść na cywila, stawianie oporu przy aresztowaniu, napaść na funkcjonariusza…
– Wszystko w normie, Bren? – zapytał Apollo, pokazując Sadwickowi gestem, by skuł pozostałą dwójkę, gdy sam „przejął” od Brenny aresztowanego.
– Jasne, zawsze tak trochę sobie krwawię – zapewniła bez mrugnięcia okiem, spoglądając na ramię. Teraz, gdy adrenalina opadła, piekło jak jasny szlag. A potem wyciągnęła dłoń w stronę Nikolaia. Musiał zostać przesłuchany, zdecydować, czy składa oskarżenie, a ona musiała dać się opatrzeć i załatwić formalności. Lepiej było nie robić tego tutaj. Niby nikogo w pobliżu nie wiedziała, ale była pewna, że tu ktoś patrzył z zaułka, tam z jakiegoś okna, że wieści przekazywano z ust do ust, i że ktoś ominie to miejsce, a ktoś może zechcieć skorzystać z okazji…
Poza tym na pewno nie zostawiłaby Petrova na Nokturnie. Podobno to ona miała talent do wpadania w kłopoty, ale najwyraźniej Nikolai dysponował bardzo podobną umiejętnością.
– Idziesz z nami do Ministerstwa. Trzeba załatwić formalności. Chodź, teleportujesz się bezpośrednio ze mną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.