19.04.2024, 09:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.04.2024, 09:16 przez Bard Beedle.)
Zaklęcie Millie porwało część boginów, gromadząc je w jednym miejscu. Dwóch Alastorów zderzyło się ze sobą i obaj przez chwilę zdawali się skonsternowani, jakby niepewni, co się dzieje. Z podłogi wzleciały dwa ciała: martwy Salem runął na ziemię jak szmata, martwa Mabel opadła pod nogami Moody'ch, jej szyja wygięła się pod dziwnym kątem. Puste, jasne oczy, skierowane ku Norze i Millie. Krew na ustach. Brenna zachwiała się, pchnięta czarem, a potem rzuciła na najpierw w jedną stronę, potem w drugą, i zamarła, jakby niepewna, co robić dalej, bo teraz widziała przed sobą dwie osoby.
Riddikulus.
Alastor - pan młody poruszył się, zaczął tańczyć. Groteskowy był to obraz, gdy tuż koło niego stał bliźniak w mundurze, i drugi, w śmierciożerczych szatach, gdy na posadce leżały dwa ciała.
Riddikulus.
Nora nie zdołała się skupić - mógł nie wyjść czar, a może chodziło o to, że wcale niełatwo się skupić, gdy stawiasz czoła swoim lękom. Nawet jeżeli przez to, ile ich tutaj się zebrało, paradoksalnie przestały być aż tak straszne.
Trzasnęło.
Nie było już Salema: na podłodze klęczał kolejny Alastor. Jego szata była pokryta krwią. Dłoń przyciskał do oka, zasłaniając je. Głębokie rany ciągnęły się przez policzek i... tak... coś nie tak było z jedną z nóg, bez wątpienia potraktowaną czarnomagicznym zkalęciem.
- Miles... - powiedział, każde słowo wypowiadając z trudem. - Nie mogę już. Skończ to. Nie chcę być kaleką. Zabij mnie.
Riddikulus.
Trzask.
Alastor zaczął się przekształcać, ale teraz w coś dziwnego: w połowie był Alastorem, w połowie Erikiem, gdy bogin próbował sięgnąć ku dwóm strachom, dwóch różnych osób i wyglądało to już raczej wstrętnie niż przerażająco.
@Millie Moody @Nora Figg
Riddikulus.
Alastor - pan młody poruszył się, zaczął tańczyć. Groteskowy był to obraz, gdy tuż koło niego stał bliźniak w mundurze, i drugi, w śmierciożerczych szatach, gdy na posadce leżały dwa ciała.
Riddikulus.
Nora nie zdołała się skupić - mógł nie wyjść czar, a może chodziło o to, że wcale niełatwo się skupić, gdy stawiasz czoła swoim lękom. Nawet jeżeli przez to, ile ich tutaj się zebrało, paradoksalnie przestały być aż tak straszne.
Trzasnęło.
Nie było już Salema: na podłodze klęczał kolejny Alastor. Jego szata była pokryta krwią. Dłoń przyciskał do oka, zasłaniając je. Głębokie rany ciągnęły się przez policzek i... tak... coś nie tak było z jedną z nóg, bez wątpienia potraktowaną czarnomagicznym zkalęciem.
- Miles... - powiedział, każde słowo wypowiadając z trudem. - Nie mogę już. Skończ to. Nie chcę być kaleką. Zabij mnie.
Riddikulus.
Trzask.
Alastor zaczął się przekształcać, ale teraz w coś dziwnego: w połowie był Alastorem, w połowie Erikiem, gdy bogin próbował sięgnąć ku dwóm strachom, dwóch różnych osób i wyglądało to już raczej wstrętnie niż przerażająco.
@Millie Moody @Nora Figg