17.12.2022, 22:38 ✶
Może i była to jej strata. Chociaż Mackenzie, mogąc sobie pozwolić na słodkości i kaloryczne potrawy dość rzadko, wolała już "grzeszyć" wtedy, kiedy pokusa naprawdę była nie do odparcia, więc w tym przypadku zrezygnowała z poczęstunku bez większego żalu.
Miotły faktycznie były drogie. Zdarzały się dzieciaki, które miały Nimbusa już w Hogwarcie, ale raczej poprzedni model i głównie te z najbogatszych rodzin. Ten konkretny, ściskany przez Mackenzie jak największy skarb - bo i właściwie był skarbem - raczej faktycznie widywany był głównie w dwóch przypadkach.
Na boisku quidditcha albo w domach bajecznie bogatych ludzi. A Greengrass nie wyglądała na bajecznie bogatego człowieka. Nie w tym znoszonym płaszczu i ubłoconych butach. Dlatego nie zdziwiła się zbytnio, że Regina dodała dwa do dwóch. I nie przejęła. Ludzie czasem ją rozpoznawali, czasem nie, i do obu tych sytuacji była przyzwyczajona (nawet jeżeli wciąż ją dziwiło, kiedy ktoś chciał dostać jej autograf, no bo po co komu... podpis?) Gdy bardzo nie chciała dać się rozpoznać, używała metamorfomagii.
Nie przyjęła słów Reginy jako kpiny albo wbijanie szpilek. A nawet gdyby, na lekkie zaczepki była dość odporna. Wystarczająco często miała do czynienia ze znacznie gorszymi komentarzami, dotyczącymi zwykle jej pochodzenia, jej matki albo braku pieniędzy.
Poza tym ona sama też miała spore braki w interakcjach z ludźmi, nawet jeżeli pewnie spotykała się z nimi znacznie częściej niż Rowle.
- Ścigająca - odparła tylko. Nic zaskakującego, biorąc pod uwagę, jak urażona się zdawała, że praca ścigających nie ma znaczenia, póki szukający jest naprawdę dobry. - Sroki z Montrose i reprezentacja. Rośliny... to tylko hobby.
Ku wiecznemu utrapieniu matki. Mackenzie czasem miała wrażenie, że ta liczyła, że jeżeli jej córka zostanie wybitnym magobotanikiem, rodzina nagle przyjmie na swoje łono na powrót je obie. Chociaż ostatnio narzekała jakby mniej, pewnie w związku z tym, że Greengrass było stać już nie tylko na miotłę.
Miotły faktycznie były drogie. Zdarzały się dzieciaki, które miały Nimbusa już w Hogwarcie, ale raczej poprzedni model i głównie te z najbogatszych rodzin. Ten konkretny, ściskany przez Mackenzie jak największy skarb - bo i właściwie był skarbem - raczej faktycznie widywany był głównie w dwóch przypadkach.
Na boisku quidditcha albo w domach bajecznie bogatych ludzi. A Greengrass nie wyglądała na bajecznie bogatego człowieka. Nie w tym znoszonym płaszczu i ubłoconych butach. Dlatego nie zdziwiła się zbytnio, że Regina dodała dwa do dwóch. I nie przejęła. Ludzie czasem ją rozpoznawali, czasem nie, i do obu tych sytuacji była przyzwyczajona (nawet jeżeli wciąż ją dziwiło, kiedy ktoś chciał dostać jej autograf, no bo po co komu... podpis?) Gdy bardzo nie chciała dać się rozpoznać, używała metamorfomagii.
Nie przyjęła słów Reginy jako kpiny albo wbijanie szpilek. A nawet gdyby, na lekkie zaczepki była dość odporna. Wystarczająco często miała do czynienia ze znacznie gorszymi komentarzami, dotyczącymi zwykle jej pochodzenia, jej matki albo braku pieniędzy.
Poza tym ona sama też miała spore braki w interakcjach z ludźmi, nawet jeżeli pewnie spotykała się z nimi znacznie częściej niż Rowle.
- Ścigająca - odparła tylko. Nic zaskakującego, biorąc pod uwagę, jak urażona się zdawała, że praca ścigających nie ma znaczenia, póki szukający jest naprawdę dobry. - Sroki z Montrose i reprezentacja. Rośliny... to tylko hobby.
Ku wiecznemu utrapieniu matki. Mackenzie czasem miała wrażenie, że ta liczyła, że jeżeli jej córka zostanie wybitnym magobotanikiem, rodzina nagle przyjmie na swoje łono na powrót je obie. Chociaż ostatnio narzekała jakby mniej, pewnie w związku z tym, że Greengrass było stać już nie tylko na miotłę.