19.04.2024, 17:55 ✶
Brenna zakładała, że Isobell użyła nekromancji, bo rozmowa w Szwecji popychała do tego wniosku: coś nie tak było z energią Zimnych. Prawdopodobnie więc, by uratować Atreusa, Macmillanówna uciekła się do jakiegoś rytuału, który tę utraconą energię uzupełnił. Nie każda nekromancja była zła; patronusy choćby złe nie były. Co jednak dokładnie zrobiła? Skąd wzięła energię, która utrzymała przy życiu aurora?
To wiedziała tylko arcykapłanka.
I chociaż Brenna wątpiła, by ta faktycznie nie była w stanie racjonalnie rozmawiać, nie nalegała. Pewnie, Macmillan chciała złożyć w ofierze człowieka, ale prawdopodobnie mogłaby wyjaśnić, w jaki sposób wyrwała Zimnego ze szponów śmierci, a przynajmniej mogłaby to zrobić komuś bliskiemu. Sebastian jednak był innego zdania, a to nie był odpowiedni do kłótni moment. Słów o skakaniu na główkę też nie skomentowała, bo najbardziej żałowała z Beltane, że od razu w ten cholerny płomień się nie rzuciła. To mogłoby rozwiązać wiele problemów. Och jasne, pewnie zginęłaby po drodze, ale były sprawy ważne i ważniejsze (chociaż bratu by o tym nie wspomniała).
– To nie cud. Voldemort stworzył bramę. Wykorzystał moc ogni Beltane, moc Polany Ognia, ale też użył czegoś, co wygenerowało dodatkową energię. Jedna z grup zgłosiła Brygadzie po Beltane znalezienie kamienia, który wywołał w lesie pożar, strzelał światłem… być może były to one. A ostatecznym katalizatorem był kamień Shafiqów. Wdarł się do Limbo – mruknęła Brenna. Niestety, Voldemort starannie się przygotował. Nie było mowy o żadnych cudach, które utrzymały kogokolwiek przy życiu. Może duchy w jakiś sposób pomogły pracownikom Departamentu, ale samo przejście otworzył czarnoksiężnik. – Nie wiemy nawet, czy to te duchy mają energię. My… przywołaliśmy jednego z nich. Twierdził, że nie ma żadnych… nie pasujących wspomnień. Nie wymienili się więc chyba nimi – westchnęła Brenna, bo tak, to też było jedno z działań, które dzięki Laurentowi Prewettowi udało się podjąć, w próbach rozwiązania zagadki Zimnych.
Szwecja, duchy, Afryka.
Naprawdę wątpiła, aby wystarczyło postawić Zimnych pod „uchylonymi drzwiami”.
– Prosiłam też kogoś, by porozmawiał z Szeptuchą. Zdaje się… wiedzieć pewne rzeczy. Ale i to nic specjalnego nam nie dało – dorzuciła jeszcze. O ile Sebastian dopiero zaczynał „kombinować”, ona kombinowała już od dawna, ale ni cholery nie trafiała dotąd na właściwe tropy. – Sebastianie, gdyby ktoś powiedział mi, że o tam są drzwi do Limbo, przejdź przez nie, a może znajdziesz tam odpowiedzi, to natychmiast bym te drzwi otworzyła. Drugi kraniec globu to naprawdę niedaleka podróż – powiedziała, niemalże łagodnym tonem, widząc jego zdumienie na informację o wyprawie do Afryki. Afryka? Brenna pojechałaby też do USA, do Australii, na Antarktydę i zorganizowała wycieczkę na sam Księżyc, gdyby miała ku temu możliwości i nadzieję, że to pomoże. – Ten człowiek powiedział, że potrzebujemy utalentowanego nekromanty. I że może tam takiego znajdziemy. W Afryce mają mnóstwo opowieści o duchach i przodkach, i może, tylko może… oni mają gdzieś w swoich historiach coś o podobnych przypadkach, o których w Anglii nikt nie słyszał. Mam zamiar spróbować.
Nie mogła przecież siedzieć bezczynnie. Gdyby jeszcze chodziło o to, że ta czwórka po prostu wciąż odczuwałaby chłód. Niewygodne – ale nie mordercze przecież. Ale skoro cały czas groziło im niebezpieczeństwo? Trzeba było chwytać się wszystkich możliwości. – Stonehange jest stare. Było miejscem obchodów… no od bardzo, bardzo dawna. Ale to chyba nieważne, co te miejsca łączy, raczej istotne, jak i które z nich wykorzystać w Samhain. I co dokładnie mamy zrobić. Ostatnio drzwi uchylono za pomocą kamienia Shafiqów. Ale właściwie… uchylaliście je także ty i Jamil. Tylko wy zajmujecie się duchami, a my mamy problem z żywymi i ich energią. Spirytysta mógłby otworzyć drzwi, a nekromanta coś zrobić z energią? A może chodzi o to, że wcale nie musimy sięgać do Limbo? Że tę energię da się wziąć w inny sposób? Tak na wszelki wypadek… nie mówię o ofiarach z ludzi.
Ale może kilka osób mogłoby się po prostu podzielić? Albo chodziło o coś jeszcze innego? Brenna tak naprawdę nie znała się na takich sprawach i od myślenia o tym wszystkim zaczynała ją straszliwie boleć głowa. Czuła się… za głupia, za ograniczona, za mała na takie tematy.
– Wątpię. Moim zdaniem są nieuchwytne, bo ginęli ci, którzy mieli z nimi kontakt. Poza tym były… niematerialne. Ale rosły w siłę? – mruknęła. Od dawna nie słyszała niczego o widmach. Może opuściły Dolinę? – Albo Voldemort tak bardzo popsuł… zasłonę między nami i limbo, że zostały w niej jakieś rozdarcia. Ale one, no, pojawiały się i znikały? Nie bardzo wiem, w jaki sposób mielibyśmy to wykorzystać.
To wiedziała tylko arcykapłanka.
I chociaż Brenna wątpiła, by ta faktycznie nie była w stanie racjonalnie rozmawiać, nie nalegała. Pewnie, Macmillan chciała złożyć w ofierze człowieka, ale prawdopodobnie mogłaby wyjaśnić, w jaki sposób wyrwała Zimnego ze szponów śmierci, a przynajmniej mogłaby to zrobić komuś bliskiemu. Sebastian jednak był innego zdania, a to nie był odpowiedni do kłótni moment. Słów o skakaniu na główkę też nie skomentowała, bo najbardziej żałowała z Beltane, że od razu w ten cholerny płomień się nie rzuciła. To mogłoby rozwiązać wiele problemów. Och jasne, pewnie zginęłaby po drodze, ale były sprawy ważne i ważniejsze (chociaż bratu by o tym nie wspomniała).
– To nie cud. Voldemort stworzył bramę. Wykorzystał moc ogni Beltane, moc Polany Ognia, ale też użył czegoś, co wygenerowało dodatkową energię. Jedna z grup zgłosiła Brygadzie po Beltane znalezienie kamienia, który wywołał w lesie pożar, strzelał światłem… być może były to one. A ostatecznym katalizatorem był kamień Shafiqów. Wdarł się do Limbo – mruknęła Brenna. Niestety, Voldemort starannie się przygotował. Nie było mowy o żadnych cudach, które utrzymały kogokolwiek przy życiu. Może duchy w jakiś sposób pomogły pracownikom Departamentu, ale samo przejście otworzył czarnoksiężnik. – Nie wiemy nawet, czy to te duchy mają energię. My… przywołaliśmy jednego z nich. Twierdził, że nie ma żadnych… nie pasujących wspomnień. Nie wymienili się więc chyba nimi – westchnęła Brenna, bo tak, to też było jedno z działań, które dzięki Laurentowi Prewettowi udało się podjąć, w próbach rozwiązania zagadki Zimnych.
Szwecja, duchy, Afryka.
Naprawdę wątpiła, aby wystarczyło postawić Zimnych pod „uchylonymi drzwiami”.
– Prosiłam też kogoś, by porozmawiał z Szeptuchą. Zdaje się… wiedzieć pewne rzeczy. Ale i to nic specjalnego nam nie dało – dorzuciła jeszcze. O ile Sebastian dopiero zaczynał „kombinować”, ona kombinowała już od dawna, ale ni cholery nie trafiała dotąd na właściwe tropy. – Sebastianie, gdyby ktoś powiedział mi, że o tam są drzwi do Limbo, przejdź przez nie, a może znajdziesz tam odpowiedzi, to natychmiast bym te drzwi otworzyła. Drugi kraniec globu to naprawdę niedaleka podróż – powiedziała, niemalże łagodnym tonem, widząc jego zdumienie na informację o wyprawie do Afryki. Afryka? Brenna pojechałaby też do USA, do Australii, na Antarktydę i zorganizowała wycieczkę na sam Księżyc, gdyby miała ku temu możliwości i nadzieję, że to pomoże. – Ten człowiek powiedział, że potrzebujemy utalentowanego nekromanty. I że może tam takiego znajdziemy. W Afryce mają mnóstwo opowieści o duchach i przodkach, i może, tylko może… oni mają gdzieś w swoich historiach coś o podobnych przypadkach, o których w Anglii nikt nie słyszał. Mam zamiar spróbować.
Nie mogła przecież siedzieć bezczynnie. Gdyby jeszcze chodziło o to, że ta czwórka po prostu wciąż odczuwałaby chłód. Niewygodne – ale nie mordercze przecież. Ale skoro cały czas groziło im niebezpieczeństwo? Trzeba było chwytać się wszystkich możliwości. – Stonehange jest stare. Było miejscem obchodów… no od bardzo, bardzo dawna. Ale to chyba nieważne, co te miejsca łączy, raczej istotne, jak i które z nich wykorzystać w Samhain. I co dokładnie mamy zrobić. Ostatnio drzwi uchylono za pomocą kamienia Shafiqów. Ale właściwie… uchylaliście je także ty i Jamil. Tylko wy zajmujecie się duchami, a my mamy problem z żywymi i ich energią. Spirytysta mógłby otworzyć drzwi, a nekromanta coś zrobić z energią? A może chodzi o to, że wcale nie musimy sięgać do Limbo? Że tę energię da się wziąć w inny sposób? Tak na wszelki wypadek… nie mówię o ofiarach z ludzi.
Ale może kilka osób mogłoby się po prostu podzielić? Albo chodziło o coś jeszcze innego? Brenna tak naprawdę nie znała się na takich sprawach i od myślenia o tym wszystkim zaczynała ją straszliwie boleć głowa. Czuła się… za głupia, za ograniczona, za mała na takie tematy.
– Wątpię. Moim zdaniem są nieuchwytne, bo ginęli ci, którzy mieli z nimi kontakt. Poza tym były… niematerialne. Ale rosły w siłę? – mruknęła. Od dawna nie słyszała niczego o widmach. Może opuściły Dolinę? – Albo Voldemort tak bardzo popsuł… zasłonę między nami i limbo, że zostały w niej jakieś rozdarcia. Ale one, no, pojawiały się i znikały? Nie bardzo wiem, w jaki sposób mielibyśmy to wykorzystać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.