19.04.2024, 22:21 ✶
Siedziała w swoim pokoju wraz z Karlem, leżąc na podłodze i układając puzzle, gdy nagle... Usłyszała dziwne odgłosy. Odgłosy... Czy jej się wydawało, czy coś skrzeczało jak ptak i uderzało o ściany chyba w kuchni, a potem... Przestało. Dziwne. Bardzo dziwne. Gdyby to chociaż były kocie odgłosy...
Spojrzała pytająco na Karla, który swoimi zmysłami filozofa-drapieżnika próbował wywęszyć, co się właśnie działo, ale ostatecznie jedynie pokręcił głową.
– Nie mam pojęcia, co wyprawia twoja matka. Ale coś tam dziwnie pachnie. Albo ptakiem, albo człowiekiem – stwierdził tylko, więc Mabel uznała, że musi, jak najszybciej wpaść do kuchni, by zobaczyć o co chodzi i czy jej mama przypadkiem nie potrzebuje ratunku.
I umh... Nie spodziewała się tego. Jej mama tuliła się do jakiegoś blondwłosego mężczyzny, a on głaskał ją po głowie. Zaraz. Czyżby... Czyżby... Czyżby jej mama...
– Mamo? – spytała najpierw normalnie, a potem nie wytrzymała i wykrzyknęła na cały głos. – TO TY MASZ CHŁOPAKA?
Podeszła do nich bliżej z rozdziawioną buzią, ubrana w, o ironio, kolorowe spodnie i czerwoną bluzkę z niedźwiedziem, nie do końca wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Karl, który oczywiście przyszedł za nią, najwyraźniej też nie, bo wyjątkowo milczał. Zaraz... Ona przecież znała tego blondwłosego mężczyznę. – PAN SAM JEST TWOIM CHŁOPAKIEM!? TEŻ GO ZNASZ!?
To było... To było... Chyba była zbyt zaskoczona, i poedkscytowana, by wiedzieć, jakie to wszystko dokładnie było.
Spojrzała pytająco na Karla, który swoimi zmysłami filozofa-drapieżnika próbował wywęszyć, co się właśnie działo, ale ostatecznie jedynie pokręcił głową.
– Nie mam pojęcia, co wyprawia twoja matka. Ale coś tam dziwnie pachnie. Albo ptakiem, albo człowiekiem – stwierdził tylko, więc Mabel uznała, że musi, jak najszybciej wpaść do kuchni, by zobaczyć o co chodzi i czy jej mama przypadkiem nie potrzebuje ratunku.
I umh... Nie spodziewała się tego. Jej mama tuliła się do jakiegoś blondwłosego mężczyzny, a on głaskał ją po głowie. Zaraz. Czyżby... Czyżby... Czyżby jej mama...
– Mamo? – spytała najpierw normalnie, a potem nie wytrzymała i wykrzyknęła na cały głos. – TO TY MASZ CHŁOPAKA?
Podeszła do nich bliżej z rozdziawioną buzią, ubrana w, o ironio, kolorowe spodnie i czerwoną bluzkę z niedźwiedziem, nie do końca wiedząc, co jeszcze powiedzieć. Karl, który oczywiście przyszedł za nią, najwyraźniej też nie, bo wyjątkowo milczał. Zaraz... Ona przecież znała tego blondwłosego mężczyznę. – PAN SAM JEST TWOIM CHŁOPAKIEM!? TEŻ GO ZNASZ!?
To było... To było... Chyba była zbyt zaskoczona, i poedkscytowana, by wiedzieć, jakie to wszystko dokładnie było.