20.04.2024, 09:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 09:23 przez Millie Moody.)
Przerażające sceny. Przygnębiające sceny. Mordercze sceny. Chaos i ona po środku krwawego piekła, wykrzywionych twarzy własnego brata, patrzącego na nią z pogardą, z rozkazem, z błaganiem, ze wstydem.
– Jesteś żałosny. Czy to nie Ty mnie uczyłeś, że śmierć jest dla słabych? – jej szczupła blada twarz była biegunowo odległa od maski zobojętnienia. Ulga, która rozlewała się po jej ciele i euforia z nią związana biła od niej zimnym, obłąkańczym światłem przebijającym nawet mlecznobiałą puchową kołdrę leków.
– Tańczyć powiedziałam! Ridiculus! – zamachnęła się znów i znów i znów, wszyscy, wszyscy bez wyjątku musieli tańczyć, musieli podskakiwać, machać nogami na pajęczej sieci nitek, przyczepionych do szczupłych, wyjątkowo nie ubrudzonych węglem palców lalkarki. Musieli tańczyć, musieli uzasadnić jej śmiech, kolejną salwę wyrzucaną z wnętrzności jak wymioty pozbywające ciało toksyny.
– Nora skarbeczku, potrzeba dziesięciu Alastorów żeby wkręcić żarówkę. Ridiculus! – zwróciła się do swojego anioła, do istoty której sama obecność uratowała ją, wskazała rozwiązanie sytuacji. Boginy! A ona głupia myślała, że to znów koszmar przylepił się do niej lepkim potem do jej karku. Myślała... myślała przed chwilą, że wszystko stracone. Jakie szczęście, że zalęgło się tu całe stadko. Jakie szczęście, że nie była sama... – Potrzeba dziesięciu Alastorów, bo jeden trzyma żarówkę, a dziewięciu łoi wódę tak długo aż pokój zacznie się kręcić. Ridiculus! – Po trzykroć tańczcie nędzne kukły, nędzne namiastki tego, który rozdeptałby Was jak robaki samym swoim spojrzeniem chmurnych oczu.
I w końcu się śmiała, śmiała do rozpuku nie żałując tego, że nie ma muzyki, bo przecież ta rozbrzmiewała w jej głowie, ta grała bez tchu, coraz szybciej i szybciej aż poplączą się sznurki, aż pozderzane ze sobą kukiełki skarłowacieją i znikną. Ciekawe czy Brenna pozwoli jej chociaż jednego zatrzymać. Albo dwa, dwa boginy zdawały się być idealne. Nie będzie im smutno samym w londyńskiej piwnicy.
– Jesteś żałosny. Czy to nie Ty mnie uczyłeś, że śmierć jest dla słabych? – jej szczupła blada twarz była biegunowo odległa od maski zobojętnienia. Ulga, która rozlewała się po jej ciele i euforia z nią związana biła od niej zimnym, obłąkańczym światłem przebijającym nawet mlecznobiałą puchową kołdrę leków.
– Tańczyć powiedziałam! Ridiculus! – zamachnęła się znów i znów i znów, wszyscy, wszyscy bez wyjątku musieli tańczyć, musieli podskakiwać, machać nogami na pajęczej sieci nitek, przyczepionych do szczupłych, wyjątkowo nie ubrudzonych węglem palców lalkarki. Musieli tańczyć, musieli uzasadnić jej śmiech, kolejną salwę wyrzucaną z wnętrzności jak wymioty pozbywające ciało toksyny.
– Nora skarbeczku, potrzeba dziesięciu Alastorów żeby wkręcić żarówkę. Ridiculus! – zwróciła się do swojego anioła, do istoty której sama obecność uratowała ją, wskazała rozwiązanie sytuacji. Boginy! A ona głupia myślała, że to znów koszmar przylepił się do niej lepkim potem do jej karku. Myślała... myślała przed chwilą, że wszystko stracone. Jakie szczęście, że zalęgło się tu całe stadko. Jakie szczęście, że nie była sama... – Potrzeba dziesięciu Alastorów, bo jeden trzyma żarówkę, a dziewięciu łoi wódę tak długo aż pokój zacznie się kręcić. Ridiculus! – Po trzykroć tańczcie nędzne kukły, nędzne namiastki tego, który rozdeptałby Was jak robaki samym swoim spojrzeniem chmurnych oczu.
I w końcu się śmiała, śmiała do rozpuku nie żałując tego, że nie ma muzyki, bo przecież ta rozbrzmiewała w jej głowie, ta grała bez tchu, coraz szybciej i szybciej aż poplączą się sznurki, aż pozderzane ze sobą kukiełki skarłowacieją i znikną. Ciekawe czy Brenna pozwoli jej chociaż jednego zatrzymać. Albo dwa, dwa boginy zdawały się być idealne. Nie będzie im smutno samym w londyńskiej piwnicy.
Zauroczenie po trzykroć na magię wplecioną w słowo rozkazu
Rzut N 1d100 - 91
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 37
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!