20.04.2024, 09:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2024, 09:40 przez Millie Moody.)
– Ja bym to wszystko puściła z dymem. Ja pierdole co za dziura – podparła swoje słowa charakterystycznym cyknięciem zapalniczki, gdy odpalała papierosa. W drugiej dłoni obracała srebrną papierośnicą. Na jej wieku trwał nieustanny sztorm, a mały bryg pośród nieregularnie unoszących się fal, musiał mierzyć się z burzą i rozpościerającym się co jakiś czas piorunem. Prezent od brata z okazji przeżycia bliskich spotkań trzeciego stopnia z wyładowaniem elektrycznym. To i rozległa blizna na lewym barku - takie miała pamiątki. Jedna cenniejsza od drugiej.
– No dalej Tommy, zacznijmy od szklarni, tam na pewno czai się jakieś zło, nikt przecież nie będzie się gniewał – podpuszczała go, a może mówiła całkiem poważnie zaciągając się mocno fajką. Biała jak papier skóra dziewczyny, która nie niedawna leżała nieprzytomna w Lecznicy Dusz kontrastowała z krwistoczerwonym swetrem. Z jednej strony była nieco przygaszona, leki robiły swoje, a w porównaniu z Starą-Dobrą-Miles mówiła mniej, śmiała się mniej i przeklinała - powiedzmy - mniej. Starcie z boginami w bibliotece sprzed kilku godzin zdecydowanie jednak wpłynęło na ożywienie dziewczyny. Nawet jakieś rumieńce pojawiły się pod złocistymi kocimi oczyma.
– A tam, ta ścieżka? To nie miało być tak, że od dziesięciu lat tu nikogo nie ma? Myślisz wydeptana przez gnomy, czy jakiś dzikich lokatorów?– odłożyła zapalniczkę i wyciągnęła różdżkę. Przerwa dobiegała końca i czas było zabrać się za robotę. Od razu ruszyła w kierunku ścieżki od niechcenia rozpraszając ewentualne zaklęcia maskujące, bo co jak co, ale tym razem nie da się wciągnąć w pułapkę jak debil. Rozglądała się też za kolejnymi anomaliami, tropami, nawet jeśli zdecydowanie lepszym łowcą była w mieście, aniżeli pośród pałętających się pod nogami chwastów.
– Wiesz kurwa, teraz wszystko zaraz zarasta, jak tu jest ta jebana ścieżynka, to co... przecież nikt z naszych jeszcze dzisiaj tu nie łaził? – och jak cieszyła się, że Thomas jest z nią. Tak na zaś. W sumie, powinna mu powiedzieć... – Nie mów mojemu lekarzowi ok, ale czasem widzę rzeczy, których nie ma. Nawet na lekach. Więc em... no, mówmy sobie na bieżąco jakby było coś pojebanego, ok? – pociągnęła znów tytoniu, mocno, jebało ją ostro, że będzie miał ją za wariatkę. Mieli na sobie polegać, co nie? A zatajanie takich rzeczy byłoby kretynizmem z jej strony. No powiedzmy, że Brennie tego nie powiedziała, ale umówmy się, Lonbgottomówna nigdy nie pozwoliłaby jej tu przyjechać, gdyby wiedziała jak się sprawy mają. A wtedy przegrałaby zakład z papciem Morfiną i musiała nosić jakieś lepiące się do twarzy paskudztwa i - o zgrozo - sukienkę. Yayks.
Rozproszenie x2 bo nie chcemy niespodzianek
Percepcja bo czemu nie
– No dalej Tommy, zacznijmy od szklarni, tam na pewno czai się jakieś zło, nikt przecież nie będzie się gniewał – podpuszczała go, a może mówiła całkiem poważnie zaciągając się mocno fajką. Biała jak papier skóra dziewczyny, która nie niedawna leżała nieprzytomna w Lecznicy Dusz kontrastowała z krwistoczerwonym swetrem. Z jednej strony była nieco przygaszona, leki robiły swoje, a w porównaniu z Starą-Dobrą-Miles mówiła mniej, śmiała się mniej i przeklinała - powiedzmy - mniej. Starcie z boginami w bibliotece sprzed kilku godzin zdecydowanie jednak wpłynęło na ożywienie dziewczyny. Nawet jakieś rumieńce pojawiły się pod złocistymi kocimi oczyma.
– A tam, ta ścieżka? To nie miało być tak, że od dziesięciu lat tu nikogo nie ma? Myślisz wydeptana przez gnomy, czy jakiś dzikich lokatorów?– odłożyła zapalniczkę i wyciągnęła różdżkę. Przerwa dobiegała końca i czas było zabrać się za robotę. Od razu ruszyła w kierunku ścieżki od niechcenia rozpraszając ewentualne zaklęcia maskujące, bo co jak co, ale tym razem nie da się wciągnąć w pułapkę jak debil. Rozglądała się też za kolejnymi anomaliami, tropami, nawet jeśli zdecydowanie lepszym łowcą była w mieście, aniżeli pośród pałętających się pod nogami chwastów.
– Wiesz kurwa, teraz wszystko zaraz zarasta, jak tu jest ta jebana ścieżynka, to co... przecież nikt z naszych jeszcze dzisiaj tu nie łaził? – och jak cieszyła się, że Thomas jest z nią. Tak na zaś. W sumie, powinna mu powiedzieć... – Nie mów mojemu lekarzowi ok, ale czasem widzę rzeczy, których nie ma. Nawet na lekach. Więc em... no, mówmy sobie na bieżąco jakby było coś pojebanego, ok? – pociągnęła znów tytoniu, mocno, jebało ją ostro, że będzie miał ją za wariatkę. Mieli na sobie polegać, co nie? A zatajanie takich rzeczy byłoby kretynizmem z jej strony. No powiedzmy, że Brennie tego nie powiedziała, ale umówmy się, Lonbgottomówna nigdy nie pozwoliłaby jej tu przyjechać, gdyby wiedziała jak się sprawy mają. A wtedy przegrałaby zakład z papciem Morfiną i musiała nosić jakieś lepiące się do twarzy paskudztwa i - o zgrozo - sukienkę. Yayks.
Rozproszenie x2 bo nie chcemy niespodzianek
Rzut Z 1d100 - 53
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Percepcja bo czemu nie
Rzut Z 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!