18.12.2022, 01:45 ✶
Zatrzepotała uroczo – przynajmniej taką miała nadzieję, że tak wyszło – rzęsami, rzucając przepraszające spojrzenie. Znaczy, z definicji to chyba miały być przeprosiny, bo poczucia winy jakoś nie za bardzo było w nim widać. Choć uwaga Patricka była jak najbardziej słuszna, czemu nawet nie próbowała zaprzeczać. Ot, zły dobór słów, każdemu czasem się zdarza…
- Buziak na przeprosiny? – zasugerowała, ostatecznie rzeczywiście robiąc dość skruszoną minę (niemniej, jeśli wyraził aprobatę dla tejże sugestii, to faktycznie dostał buziaka. W policzek. Inaczej nie wypadało, nie publicznie), po czym zaśmiała się dość wesoło, usłyszawszy patrickową wizję. Była ona iście przekomiczna i… - No wiesz, teraz nie zniechęcasz, bo aż jestem ciekawa, jak by reagowali – rzuciła przekornie, również się przekomarzając. Rzeczywiste wyjęcie kajdanek i skucie ich ze sobą stanowiło oczywiście mrzonki; nie planowała naprawdę posuwać się do czegoś takiego.
Chyba że w mocno innych okolicznościach i to za obopólną zgodą.
- Nooo, tak by było najlepiej – rzuciła pod adresem Brenny, lekkim tonem, przekomarzając się również i z kuzynką. Jak to pięknie brzmiało: postój tu przez chwilę! - Ale dobrze, obiecuję się nie obrazić, gdybyś jednak zrobiła coś takiego nie na moich oczach! – pociągnęła żart dalej, ewidentnie będąc teraz w całkiem dobrym humorze. Zresztą, na dłuższą metę nie miała powodu, by się w takowym nie znajdować – a przynajmniej nie w tej chwili.
No, chyba że przyjdą smutni panowie czy panie w maskach z mocnym postanowieniem popsucia wszystkiego; oczywiście po cichu liczyła na to, że nikt nie wpadnie na taki pomysł, żeby wszystko popsuć.
- Oczywiście że daje – zaoponowała, po czym dodała z szelmowskim błyskiem w oku – Motywację do szybszego przebierania nogami i oddalania się w zupełnie innym kierunku – zwłaszcza że dokładnie to przed chwilą zrobili. Byle dalej od ofiary szyszki.
Przy takim postawieniu sprawy nawet nie próbowała oponować przeciwko sponsoringowi gał, choć oczywiście to kusiło. Jakoś łatwiej kobiecie było komuś coś postawić niż pozwolić, by ktoś jej coś kupował. Skąd się to wzięło? Nawet nie potrafiłaby tego stwierdzić, gdyby wprost zapytać.
- Do wili – potwierdziła całkiem dziarskim tonem, drepcząc w uzgodnionym kierunku. Tylko… co jest, czego Steward nie szedł obok? Po kilku krokach zorientowała się, że został w tyle, przez co przystanęła i zerknęła przez ramię. No bo chyba nikt im go nagle nie porwał…? Jaki to byłby wstyd! Auror porwany dosłownie sprzed nosa dwóch członkiń Brygady!
- Że co? – zdumiała się. Znaczy, lepsza Szeptucha niż porwanie, ale wciąż. I jeszcze… jak mogła jej nie zauważyć, jak? Wstyd, nie powinna się była mienić brygadzistką, skoro nie wyłapała czegoś takiego!
Cóż, najwyraźniej wile trafił szlag. Z jednej strony może to i lepiej, z drugiej zaś… westchnęła cicho. Faktycznie tego dnia nad Patrickiem ewidentnie musiało coś ciążyć, ale już powstrzymała się przed jakimkolwiek dodatkowym komentarzem, tylko po prostu dała się Brennie pociągnąć, bez najmniejszego oporu.
Zdecydowanie należało to omówić na uboczu – o ile w ogóle Steward zechce się z nimi tym podzielić.
- Buziak na przeprosiny? – zasugerowała, ostatecznie rzeczywiście robiąc dość skruszoną minę (niemniej, jeśli wyraził aprobatę dla tejże sugestii, to faktycznie dostał buziaka. W policzek. Inaczej nie wypadało, nie publicznie), po czym zaśmiała się dość wesoło, usłyszawszy patrickową wizję. Była ona iście przekomiczna i… - No wiesz, teraz nie zniechęcasz, bo aż jestem ciekawa, jak by reagowali – rzuciła przekornie, również się przekomarzając. Rzeczywiste wyjęcie kajdanek i skucie ich ze sobą stanowiło oczywiście mrzonki; nie planowała naprawdę posuwać się do czegoś takiego.
Chyba że w mocno innych okolicznościach i to za obopólną zgodą.
- Nooo, tak by było najlepiej – rzuciła pod adresem Brenny, lekkim tonem, przekomarzając się również i z kuzynką. Jak to pięknie brzmiało: postój tu przez chwilę! - Ale dobrze, obiecuję się nie obrazić, gdybyś jednak zrobiła coś takiego nie na moich oczach! – pociągnęła żart dalej, ewidentnie będąc teraz w całkiem dobrym humorze. Zresztą, na dłuższą metę nie miała powodu, by się w takowym nie znajdować – a przynajmniej nie w tej chwili.
No, chyba że przyjdą smutni panowie czy panie w maskach z mocnym postanowieniem popsucia wszystkiego; oczywiście po cichu liczyła na to, że nikt nie wpadnie na taki pomysł, żeby wszystko popsuć.
- Oczywiście że daje – zaoponowała, po czym dodała z szelmowskim błyskiem w oku – Motywację do szybszego przebierania nogami i oddalania się w zupełnie innym kierunku – zwłaszcza że dokładnie to przed chwilą zrobili. Byle dalej od ofiary szyszki.
Przy takim postawieniu sprawy nawet nie próbowała oponować przeciwko sponsoringowi gał, choć oczywiście to kusiło. Jakoś łatwiej kobiecie było komuś coś postawić niż pozwolić, by ktoś jej coś kupował. Skąd się to wzięło? Nawet nie potrafiłaby tego stwierdzić, gdyby wprost zapytać.
- Do wili – potwierdziła całkiem dziarskim tonem, drepcząc w uzgodnionym kierunku. Tylko… co jest, czego Steward nie szedł obok? Po kilku krokach zorientowała się, że został w tyle, przez co przystanęła i zerknęła przez ramię. No bo chyba nikt im go nagle nie porwał…? Jaki to byłby wstyd! Auror porwany dosłownie sprzed nosa dwóch członkiń Brygady!
- Że co? – zdumiała się. Znaczy, lepsza Szeptucha niż porwanie, ale wciąż. I jeszcze… jak mogła jej nie zauważyć, jak? Wstyd, nie powinna się była mienić brygadzistką, skoro nie wyłapała czegoś takiego!
Cóż, najwyraźniej wile trafił szlag. Z jednej strony może to i lepiej, z drugiej zaś… westchnęła cicho. Faktycznie tego dnia nad Patrickiem ewidentnie musiało coś ciążyć, ale już powstrzymała się przed jakimkolwiek dodatkowym komentarzem, tylko po prostu dała się Brennie pociągnąć, bez najmniejszego oporu.
Zdecydowanie należało to omówić na uboczu – o ile w ogóle Steward zechce się z nimi tym podzielić.
472/2132
Postacie opuszczają sesję