20.04.2024, 19:00 ✶
Spojrzenie zielonych oczu przeskakiwało gorączkowo między twarzą starszego czarodzieja a mokrym trawnikiem, jakby Erik nie potrafił się zdecydować, czy jest gotów na jakąkolwiek konfrontację z Anthonym. Zazwyczaj nie pokazywał się w takim stanie publicznie, nawet jeśli widownia ograniczała się do jednej osoby. Wyjątki od tej reguły stanowiły co najwyżej Brenna i Nora, które widziały go w najróżniejszych sytuacjach na przestrzeni lat, a teraz... Najwidoczniej mógł dopisać do tej listy Shafiqa.
Nie był z tego dumny. Nie czuł też jakiejkolwiek ulgi z tego, że pokazał mu się w takim stanie, chociaż teoretycznie znalazł się w swego rodzaju azylu. Obrzucił podwórko uważnym spojrzeniem niczym osaczone zwierzę szukające najszybszej drogi ucieczki na wypadek, gdyby sytuacja eskalowała. Może powinien się wycofać. Może powinien rzucić jakąś wymówką i zaryzykować teleportację w tym stanie albo zaszyć się na jakimś przystanku autobusowym, dopóki nie wydobrzeje. Zawsze mógł przecież wrócić na dworzec i tam przeczekać, jednak... Był zmęczony. Tak cholernie zmęczony, że nie miał siły oponować przed żadnymi sugestiami.
— Więc oboje nie jesteśmy w szczytu formy — rzucił burkliwie na komentarz Shafiqa.
Przynajmniej ja nie noszę takich kiczowatych butów, pomyślał przytomnie, bo akurat był to jeden ze szczegółów, który zupełnie ich od siebie różnił. Nie, żeby właśnie nie utopił własnego buta w basenie, co nie? Nie mógł się nadziwić, że Anthony nosił się w taki sposób. A może był za bardzo przyzwyczajony do jego wyidealizowanej i dopasowanej na każdą okazję garderoby, jaką znał ze wspólnych delegacji i na dobrą sprawę nie znał jego codziennych zwyczajów? Przeszło mu też przez myśl, że być może był to efekt dłuższego wyjazdu do krajów azjatyckich. Czyżby nasiąkł tamtejszymi zwyczajami?
Mimowolnie napiął mięśnie, gdy Anthony chwycił go za rękę, jednak ciało stosunkowo szybko przegrało walkę z chłodem, sprawiając, że znowu zaczął drżeć z zimna. Przyspieszył kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się w środku. Najlepiej przy kominku; nie miało znaczenia czy były prawdziwy, czy wyczarowany.
— Frytki i precle w Dziurawym Kotle. Jakieś siedem albo osiem godzin temu? — Zmarszczył czoło z głową pochyloną ku ziemi. Nie był pewny, która była teraz godzina toteż trudno było mu określić porę ostatniego posiłku. O ile przesiąknięte tłuszczem ziemniaki pokrojone w słupki mogły służyć za pełnoprawny posiłek dla kogoś jego rozmiarów. Człowiek jego postury musiał jeść. — Może być jagnięcina. Zdam się na ciebie.
Zatrzymał się u stóp marmurowych schodów, szarpiąc wolną dłonią o rąbek mokrej koszuli.
— Nie, nie mam nic ze sobą — poinformował Anthony'ego, rozkładając jednocześnie ręce. Mógł co najwyżej oddać ubrania do wysuszenia i różdżkę do przechowania. Nie miał ze sobą nawet portfela, nie mówiąc nawet o torbie. Ostatnie drobne, jakie obijały się o jego kieszenie, wydał na King's Cross i po przyjeździe do Little Hangleton. — Nie licząc bagażu w głowie. Ale tego raczej nie warto rozpakowywać.
Próbowałem to zrobić i proszę, jak wylądowałem, rzucił od siebie, po czym westchnął przeciągle i ruszył za właścicielem rezydencji na piętro.
Nie był z tego dumny. Nie czuł też jakiejkolwiek ulgi z tego, że pokazał mu się w takim stanie, chociaż teoretycznie znalazł się w swego rodzaju azylu. Obrzucił podwórko uważnym spojrzeniem niczym osaczone zwierzę szukające najszybszej drogi ucieczki na wypadek, gdyby sytuacja eskalowała. Może powinien się wycofać. Może powinien rzucić jakąś wymówką i zaryzykować teleportację w tym stanie albo zaszyć się na jakimś przystanku autobusowym, dopóki nie wydobrzeje. Zawsze mógł przecież wrócić na dworzec i tam przeczekać, jednak... Był zmęczony. Tak cholernie zmęczony, że nie miał siły oponować przed żadnymi sugestiami.
— Więc oboje nie jesteśmy w szczytu formy — rzucił burkliwie na komentarz Shafiqa.
Przynajmniej ja nie noszę takich kiczowatych butów, pomyślał przytomnie, bo akurat był to jeden ze szczegółów, który zupełnie ich od siebie różnił. Nie, żeby właśnie nie utopił własnego buta w basenie, co nie? Nie mógł się nadziwić, że Anthony nosił się w taki sposób. A może był za bardzo przyzwyczajony do jego wyidealizowanej i dopasowanej na każdą okazję garderoby, jaką znał ze wspólnych delegacji i na dobrą sprawę nie znał jego codziennych zwyczajów? Przeszło mu też przez myśl, że być może był to efekt dłuższego wyjazdu do krajów azjatyckich. Czyżby nasiąkł tamtejszymi zwyczajami?
Mimowolnie napiął mięśnie, gdy Anthony chwycił go za rękę, jednak ciało stosunkowo szybko przegrało walkę z chłodem, sprawiając, że znowu zaczął drżeć z zimna. Przyspieszył kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć się w środku. Najlepiej przy kominku; nie miało znaczenia czy były prawdziwy, czy wyczarowany.
— Frytki i precle w Dziurawym Kotle. Jakieś siedem albo osiem godzin temu? — Zmarszczył czoło z głową pochyloną ku ziemi. Nie był pewny, która była teraz godzina toteż trudno było mu określić porę ostatniego posiłku. O ile przesiąknięte tłuszczem ziemniaki pokrojone w słupki mogły służyć za pełnoprawny posiłek dla kogoś jego rozmiarów. Człowiek jego postury musiał jeść. — Może być jagnięcina. Zdam się na ciebie.
Zatrzymał się u stóp marmurowych schodów, szarpiąc wolną dłonią o rąbek mokrej koszuli.
— Nie, nie mam nic ze sobą — poinformował Anthony'ego, rozkładając jednocześnie ręce. Mógł co najwyżej oddać ubrania do wysuszenia i różdżkę do przechowania. Nie miał ze sobą nawet portfela, nie mówiąc nawet o torbie. Ostatnie drobne, jakie obijały się o jego kieszenie, wydał na King's Cross i po przyjeździe do Little Hangleton. — Nie licząc bagażu w głowie. Ale tego raczej nie warto rozpakowywać.
Próbowałem to zrobić i proszę, jak wylądowałem, rzucił od siebie, po czym westchnął przeciągle i ruszył za właścicielem rezydencji na piętro.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞