18.12.2022, 04:04 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2023, 22:45 przez Trevor Yaxley.)
Towarzystwo pięknej kobiety było naprawdę pożądane, chociaż nawet nie wiedział jak ona ma na imię. Ona też nie wiedziała, jak on miał na imię. Nie przedstawili się sobie. Powinno mu to pochlebiać, że nie chce się od niego odkleić. W chwili obecnej nawet nie przeszkadzało mu to, że chciała razem z nim odebrać tę nagrodę. Problemem stało się to, że najwyraźniej ta wygrana w loterii interesowała ją bardziej od jego jakże czarującej osoby. Wyglądała na zamyśloną. A potem wyszło szydło z worka. Mógł śmiało powiedzieć, że równowaga została zachowana. Na moment szczęście uśmiechnęło się do niego, bo udało mu się wygrać w tej loterii trochę grosza i Brygadziści do tej pory nie próbowali go aresztować. Po prostu nie zwracali na niego najmniejszej uwagi. Komu by się chciało ścigać groźnego przestępcę, kiedy można mieć spokojną i miłą służbę. Ciążący na nim pech dał o sobie znać, gdy ta piękność zażądała od niego całej wygranej w loterii kwoty. Udało się jej zaskoczyć go tym śmiałym żądaniem oraz wywołać na jego przystojnej twarzy pełen znużenia grymas. Mógł mieć pretensje tylko do i wyłącznie do sobie.
— Lubię, gdy poznawane przeze mnie kobiety wiedzą, czego chcą i są w stanie po to sięgnąć... ale lubię też mieć parę galeonów przy dupie, więc... na to nie licz — Odparł stanowczo, z przekornym uśmiechem na ustach. Był całkowicie pewien do swojego stanowiska. Wobec dam należało być miłym, ale nawet to miało swoje granice. Nikt nie będzie próbować go okradać. A raczej zmuszać do oddania tej wygranej. Dłoń z tymi monetami zamierzał schować do ukrytej w połach ubrania sakiewki. Ich wspólnie spędzony czas, choć nawet miły, prawdopodobnie dobiegał końca. Nie pasowali do siebie. A nie zaalarmuje Brygadzistów z powodu tak śmiałej próby obrobienia go w biały dzień. Nie pierwszy raz będzie samemu szukać wyjścia z tej sytuacji.
Słowa: 298
— Lubię, gdy poznawane przeze mnie kobiety wiedzą, czego chcą i są w stanie po to sięgnąć... ale lubię też mieć parę galeonów przy dupie, więc... na to nie licz — Odparł stanowczo, z przekornym uśmiechem na ustach. Był całkowicie pewien do swojego stanowiska. Wobec dam należało być miłym, ale nawet to miało swoje granice. Nikt nie będzie próbować go okradać. A raczej zmuszać do oddania tej wygranej. Dłoń z tymi monetami zamierzał schować do ukrytej w połach ubrania sakiewki. Ich wspólnie spędzony czas, choć nawet miły, prawdopodobnie dobiegał końca. Nie pasowali do siebie. A nie zaalarmuje Brygadzistów z powodu tak śmiałej próby obrobienia go w biały dzień. Nie pierwszy raz będzie samemu szukać wyjścia z tej sytuacji.
Słowa: 298