20.04.2024, 20:25 ✶
Crow uśmiechnął się, mrużąc ciemne oczy. Jasne - spotykał na swojej drodze zadziwiająco dużo ludzi proszących o takie doświadczenie, ale zawsze opowiadali o tym tak, jakby ich ciągoty do śmierci miały dać im spełnienie, kiedy w jego odczuciu... szukali czegoś zupełnie odwrotnego. Nie zapomniał przecież nagle o tym, jak ten głupi chłopak próbował zabić się na jego oczach, jak bezmyślnie prowokował go do zrobienia czegoś złego. Miał niebywałe szczęście, że mimo posiadania tak wyjątkowego i przydatnego daru... był ślepy. Pomylił się, nie trafił wcale na psychopatę, gdyby tak było, gryzłby piach od chwili, w której śmiał zacząć szczekać przygnieciony nogą do gruntu. Trafił na kogoś miękkiego, kto tego psychopatę udawał i coraz mniej mu się to podobało.
Dusza Flynna Bella była pieruńsko ciemna, ale biło od niej ciepło. W jego sercu słabym światłem pulsował prawdziwy żar. Żar, którym mógł się podzielić. Tak, miał Blacka za idiotę, powiedział mu to wcześniej prosto w twarz, ale uważanie kogoś za durnia nie sprawiało od razu, że trzeba go było nienawidzić. Wręcz przeciwnie - może gdyby pozwolić mu spić to czego mu brakowało ze swoich rąk, może gdyby choćby część pustki w jego sercu i ciele została zapełniona - pomógłby mu. Wreszcie zrobiłby coś dobrego, a nie tylko spuścił się w nim i poszedł do domu.
- Mówisz to tak, jakbyś chciał, żebym cię skrzywdził, ale... - Przygryzł wargę i przekręcił głowę, przejeżdżając dłonią po jego boku. Delikatnie, zahaczając paznokciami o wrażliwą skórę. Wzniósł ją tak wysoko, aby pogłaskać go koniuszkami palców po bladej twarzy. - Od dawna nie widziałem kogoś, kto tak bardzo potrzebowałby ciepła. - Ciepła bijącego od niego w każdy możliwy sposób - można było czuć je w miejscach, w jakich ich ciała się stykały, w krwistym kolorze jego aury, w brązowych, przytłaczających wręcz głębią tęczówkach wpatrzonych teraz w Blacka. - Nie chcę cię zabijać, tylko przypomnieć ci jak żyć. - Przypomnieć zmarzniętemu ciału jak smakowały chwile spędzone z kimś, komu nie zależy na twojej krzywdzie. Nie musiał zostawiać go samego jeszcze długo - Fontaine zostawiła go samego na wiele, wiele dni. Perseus nie chciał pieszczot, ale tak jak poczęstował go papierosem, tak i Crow przybliżając się do niego po fajkę, zdawał się sugerować: spróbuj, jestem dobry. W tym. W nadawaniu temu głębszego sensu.
- Ufasz mi?
Nie powinien mu ufać. Nawet w najmniejszym stopniu. Ale Crow uśmiechnął się niewinnie i wpakował sobie tego papierosa pomiędzy zęby, a później skinął głową, żeby to Perseus go odpalił.
- Mogę zaprowadzić cię nad przepaść, tak jak chcesz - powiedział po wciągnięciu i wypuszczeniu ustami pierwszej porcji gryzącego dymu. Oczywiście, że wolał swoje papierosy. Bo sam je zwijał. Zawsze tak samo. Tak jak lubił. - Ale mogę też pokazać ci coś innego, jeżeli naprawdę chcesz poczuć się dzisiaj skrajnie beznadziejnie. - Chociaż wciąż wolałby... ale nie lubił się powtarzać. Widział po prostu w tym wtulonym w jego bok chłopaku kogoś, kto bardziej niż na zaciśnięciu mu wokół nadgarstków sznura, skorzystałby na seksie tak mokrym i powolnym, żeby zapamiętać, że nie po każdym zbliżeniu człowiek musiał czuć się złamany w pół. Czasami... czasami czuł się po prostu pełny.
Dusza Flynna Bella była pieruńsko ciemna, ale biło od niej ciepło. W jego sercu słabym światłem pulsował prawdziwy żar. Żar, którym mógł się podzielić. Tak, miał Blacka za idiotę, powiedział mu to wcześniej prosto w twarz, ale uważanie kogoś za durnia nie sprawiało od razu, że trzeba go było nienawidzić. Wręcz przeciwnie - może gdyby pozwolić mu spić to czego mu brakowało ze swoich rąk, może gdyby choćby część pustki w jego sercu i ciele została zapełniona - pomógłby mu. Wreszcie zrobiłby coś dobrego, a nie tylko spuścił się w nim i poszedł do domu.
- Mówisz to tak, jakbyś chciał, żebym cię skrzywdził, ale... - Przygryzł wargę i przekręcił głowę, przejeżdżając dłonią po jego boku. Delikatnie, zahaczając paznokciami o wrażliwą skórę. Wzniósł ją tak wysoko, aby pogłaskać go koniuszkami palców po bladej twarzy. - Od dawna nie widziałem kogoś, kto tak bardzo potrzebowałby ciepła. - Ciepła bijącego od niego w każdy możliwy sposób - można było czuć je w miejscach, w jakich ich ciała się stykały, w krwistym kolorze jego aury, w brązowych, przytłaczających wręcz głębią tęczówkach wpatrzonych teraz w Blacka. - Nie chcę cię zabijać, tylko przypomnieć ci jak żyć. - Przypomnieć zmarzniętemu ciału jak smakowały chwile spędzone z kimś, komu nie zależy na twojej krzywdzie. Nie musiał zostawiać go samego jeszcze długo - Fontaine zostawiła go samego na wiele, wiele dni. Perseus nie chciał pieszczot, ale tak jak poczęstował go papierosem, tak i Crow przybliżając się do niego po fajkę, zdawał się sugerować: spróbuj, jestem dobry. W tym. W nadawaniu temu głębszego sensu.
- Ufasz mi?
Nie powinien mu ufać. Nawet w najmniejszym stopniu. Ale Crow uśmiechnął się niewinnie i wpakował sobie tego papierosa pomiędzy zęby, a później skinął głową, żeby to Perseus go odpalił.
- Mogę zaprowadzić cię nad przepaść, tak jak chcesz - powiedział po wciągnięciu i wypuszczeniu ustami pierwszej porcji gryzącego dymu. Oczywiście, że wolał swoje papierosy. Bo sam je zwijał. Zawsze tak samo. Tak jak lubił. - Ale mogę też pokazać ci coś innego, jeżeli naprawdę chcesz poczuć się dzisiaj skrajnie beznadziejnie. - Chociaż wciąż wolałby... ale nie lubił się powtarzać. Widział po prostu w tym wtulonym w jego bok chłopaku kogoś, kto bardziej niż na zaciśnięciu mu wokół nadgarstków sznura, skorzystałby na seksie tak mokrym i powolnym, żeby zapamiętać, że nie po każdym zbliżeniu człowiek musiał czuć się złamany w pół. Czasami... czasami czuł się po prostu pełny.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.