20.04.2024, 20:34 ✶
Brenna miała to do siebie, że lubienie innych ludzi przychodziło jej łatwo. Naprawdę mało kogo darzyła antypatią, a przywiązywała się szybko i zależało jej mocno – może nawet trochę za szybko i za mocno. To nie zmieniło się od czasów hogwarckich. Jednocześnie jednak, choć zawsze gadała dużo, i nigdy nie miała oporów wobec opowiadania o sprawach, które większość ludzi chciała zostawić dla siebie, to pewne rzeczy ukrywała odruchowo już jako dzieciak – bolące kolano, paskudny sen podsunięty przez widmowidzenie, obawa o brata.
Z czasem ukrywała ich więcej.
I w miarę jak pęknięcie w ich świecie stawało się coraz głębsze, jak działy się coraz dziwniejsze rzeczy i jak wreszcie Voldemort ogłosił swoją wojnę, nieufność na stałe wrosła w jej charakter. Czy sądziła, że Isaac sprzyja śmierciożercom? Nie. I nie chciała tak sądzić. Czy musiała brać pod uwagę, że mógł w jakiś sposób być pod ich wpływem lub że właśnie w ramach pracy zrobi coś, co zaszkodzi ruchowi oporu? Jak najbardziej. Jak wobec każdego niemalże, nawet osób, które kiedyś były najlepszymi przyjaciółmi. Musiała być ostrożna: chodziło przecież nie tylko o jej życie. Teraz zaś, po maju i czerwcu… analizowała wszystko i wszystkich o stokroć bardziej.
Tak jak Isaac Bagshot starał się zdobyć informacje od niej, tak ona starała się wybadać jego.
– Nie jestem pewna, czy artykuły w Proroku Codziennym skłonią kogoś do czegokolwiek. To znaczy… hm, jeżeli ktoś się za bardzo boi, by to robić, to czy taka zachęta coś da? – spytała, po czym upiła jeszcze łyk wody, zanim też odstawiła szklankę na blat. – Mam wrażenie, że więcej dają pewne… relacje. Na przykład Beltane całkiem nieźle pokazało, że ktoś czystej krwi wcale nie jest obecnie bezpieczny. Chociaż z drugiej strony to podsyca i strach.
Tak naprawdę nie wiedziała – nie miała pojęcia – czy to przynosi więcej pożytku i szkody. Jej brat udzielił wywiadu dla Proroka. I z jednej strony to pokazywało ludziom, że ktoś ma odwagę mówić o pewnych rzeczach głośno, z drugiej wystawiało go na cel. Opowieść o Beltane była częścią narracji o tym, że Voldemorta obchodziła tylko potęga, nie dobro czarodziejskiego świata i mogła sprawić, że straci zwolenników. A mogła też sprawić, że ludzie zaczną się bać za bardzo, aby pomóc tym sąsiadom. Która droga była właściwa? Tak naprawdę… wybierali na ślepo.
Uśmiechnęła się do niego lekko, kiedy wspomniał, że to jego praca. Do pewnego stopnia to rozumiała. Schwytany po czyimś morderstwie naśladowca miał prawo do obrony i ktoś go bronił, bo to jego praca. A ona nie mogła po prostu zabić takiego drania, bo to była jej praca.
Ale tylko… do pewnego stopnia.
– Muszę przyznać, że dla mnie istotniejsze jest to, aby przyszłe pokolenia w ogóle istniały. W tej chwili to wcale nie jest takie pewne. Droga Voldemorta może wieść cały czarodziejski świat drogą Gauntów... albo ku wielkiej katastrofie, patrząc po tym, co stało się podczas Beltane.
Z czasem ukrywała ich więcej.
I w miarę jak pęknięcie w ich świecie stawało się coraz głębsze, jak działy się coraz dziwniejsze rzeczy i jak wreszcie Voldemort ogłosił swoją wojnę, nieufność na stałe wrosła w jej charakter. Czy sądziła, że Isaac sprzyja śmierciożercom? Nie. I nie chciała tak sądzić. Czy musiała brać pod uwagę, że mógł w jakiś sposób być pod ich wpływem lub że właśnie w ramach pracy zrobi coś, co zaszkodzi ruchowi oporu? Jak najbardziej. Jak wobec każdego niemalże, nawet osób, które kiedyś były najlepszymi przyjaciółmi. Musiała być ostrożna: chodziło przecież nie tylko o jej życie. Teraz zaś, po maju i czerwcu… analizowała wszystko i wszystkich o stokroć bardziej.
Tak jak Isaac Bagshot starał się zdobyć informacje od niej, tak ona starała się wybadać jego.
– Nie jestem pewna, czy artykuły w Proroku Codziennym skłonią kogoś do czegokolwiek. To znaczy… hm, jeżeli ktoś się za bardzo boi, by to robić, to czy taka zachęta coś da? – spytała, po czym upiła jeszcze łyk wody, zanim też odstawiła szklankę na blat. – Mam wrażenie, że więcej dają pewne… relacje. Na przykład Beltane całkiem nieźle pokazało, że ktoś czystej krwi wcale nie jest obecnie bezpieczny. Chociaż z drugiej strony to podsyca i strach.
Tak naprawdę nie wiedziała – nie miała pojęcia – czy to przynosi więcej pożytku i szkody. Jej brat udzielił wywiadu dla Proroka. I z jednej strony to pokazywało ludziom, że ktoś ma odwagę mówić o pewnych rzeczach głośno, z drugiej wystawiało go na cel. Opowieść o Beltane była częścią narracji o tym, że Voldemorta obchodziła tylko potęga, nie dobro czarodziejskiego świata i mogła sprawić, że straci zwolenników. A mogła też sprawić, że ludzie zaczną się bać za bardzo, aby pomóc tym sąsiadom. Która droga była właściwa? Tak naprawdę… wybierali na ślepo.
Uśmiechnęła się do niego lekko, kiedy wspomniał, że to jego praca. Do pewnego stopnia to rozumiała. Schwytany po czyimś morderstwie naśladowca miał prawo do obrony i ktoś go bronił, bo to jego praca. A ona nie mogła po prostu zabić takiego drania, bo to była jej praca.
Ale tylko… do pewnego stopnia.
– Muszę przyznać, że dla mnie istotniejsze jest to, aby przyszłe pokolenia w ogóle istniały. W tej chwili to wcale nie jest takie pewne. Droga Voldemorta może wieść cały czarodziejski świat drogą Gauntów... albo ku wielkiej katastrofie, patrząc po tym, co stało się podczas Beltane.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.