Chwila, w której stanął w progu Perseusa była chwilą, w której uderzył go piorun. Nigdy nie myślał o swojej duszy jako roztrzaskanej, ale w tamtym momencie nie miało to znaczenia. Mógł nie dotykać tego człowieka, ale czuł, że jest przy nim całym, z nim całym, w nim całym. Kolana mu się uginały. Uginały się też podczas tego ślubu, kiedy patrzył na człowieka, który związał swoje życie z Vesperą, o którą tak się starał dbać. I tylko... tutaj nagle było inaczej. Nagle ten strach - ale aż takiego spojrzenia jeszcze nie widział. Sądził, że to było związane z tym. A może nie? Ta czerń, o której mówił, nie mogła być niczym dobrym. Czy znowu jakieś zagrożenie próbowało się na niego czaić, czy znowu zrobił coś, czego nie powinien? Albo czy rozwiązanie nie było proste - zwyczajnie stąd wyjechać, wrócić do siebie? Granica własnej myśli i niepewności mieszała się z tym wtłoczonym do jego głowy podejrzeniem Perseusa, że było tu coś nienaturalnego.
- Przestań, Perseusie... - Wcale nie brzmiało to tak, jakby chciał, żeby mężczyzna przestawał. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że mężczyzna nie przepada za swoim imieniem - dla niego brzmiało jak poezja. Nie imię samo w sobie, oj nie. To było właśnie jego imię. Lubił jego smak na języku i to, jak te literki prześlizgiwały się po ustach. Prawie tak, jakby składał mu pocałunek. Przesunął palcami po swoich włosach, dźwigając na moment głowę do góry. Pogoda wcale tutaj nie dopisywała. Nie oczekiwał tego od niej. Doskonale wpisywała się w nastrój zmęczenia, była podstawową linią nutową dla melancholijnej ballady o codzienności. Coś ją przecinało. Wenus ze swoją lirą i oblubieniem do zabawiania się swoją zabawką o czarnych oczach. Nie mogłeś się jej dziwić, oj nie... gdyby tylko pokazała chwilę słabości to zabrałbyś jej tę zabawkę, żeby samemu się nią bawić. Owijać wokół swoich paluszków, pozwalać je całować, klękać, szeptać do skóry gdy obejmowałby twoje nogi. Potem wiązać, brać i dawać drugie tyle. Niech błogosławieństwo spłynie na jego czarną krew. - Zupełnie mi nie przeszkadza to, że masz żonę, ale przeszkadza mi to, że mógłbym cię zranić, gdybym przekroczył naszą granicę. Ale takie słowa za mocno testują moją samokontrolę. - Jego bardzo czuły punkt. Syndrom Boga. Bardzo wiele rzeczy traciło dla niego znaczenie i zdrowy rozsądek zupełnie znikał, kiedy ktoś spoglądał na niego z tą nabożną czcią, tym oddaniem wszystkiego, a kiedy jeszcze pojawiały się takie szepty to niemal kręciło mu się w głowie. Ta czerń, o której mówił Perseus, zrobiła chociaż coś dobrego - sprawiała, że Laurent był o wiele mniej podatny na swoje słabości. - Nie pomyślałem o tym wcześniej, że może być coś na rzeczy, bo... ktoś kiedyś patrzył na mnie tak, jak ty i nie skończyło się to dobrze. - Skończyło się fatalnie. Laurent zrozumiał, że boskość miała za dużą cenę, jeśli spadałeś za nisko i za mocno ufałeś ludziom. Lecz tak, właśnie o tym niebezpieczeństwie mówił - chciwość i fantazym. Albo miłość i fantazym. Łatwo pomylić miłość z obsesją, jeśli jesteś poddany tak czystemu fioletowi, o którym też Perseus wspominał. - Gubię się w tym. Przepraszam, Perseusie, sam nie wiem, dlaczego się tak zachowuję, nigdy nie traktowałem ludzi w ten sposób. - Przesunął jedną dłonią po czole czując się prawie jak w gorączce przez ciężkość tej sytuacji. To, jak sprzeczne były jego odczucia z tym, co mówiło mu wnętrze. A wszystko mówiło: UWAŻAJ NA NIEGO. I nie potrafił uczynić inaczej. Walka z tym była zbyt wyczerpująca, nie chciał jej przeprowadzać. - Dziękuję za wyrozumiałość. - Na pewno Perseus go kłamał. Na pewno...
Na szczęście dramaturgia została przecięta czymś oczekiwanym, ale jednocześnie... niekoniecznie przewidzianym w takim wydaniu. Bo tego, w jaki sposób Perseus będzie mu to opisywał się nie spodziewał.
- Ach, tak, jest coś takiego na szafce... - Rozjaśniły się jego oczy w rozbawieniu, a on sam się uśmiechał, kiedy tego słuchał z niedowierzaniem. Początkowo był zresztą w szoku i nie był pewien, czy to, co słyszy to nie jest jakieś przesłyszenie. Proszę, jak ciekawe strony ludzie mają... Zupełnie się nie spodziewał tego. - Wybierasz przypadkowe numery i dzwonisz do przypadkowych ludzi? - Aż nakrył palcami usta, chciał jakoś automatycznie zasłonić to jeszcze większe rozbawienie rozlane na wargach. Nie chciał, żeby Perseus teraz pomyślał, że go wyśmiewa. Ale ta zmiana atmosfery była mu wręcz niezbędna. - Nie przepadam za słodkościami. - Dlatego pijał nawet kawę czarną, bez mleka. Chociaż ostatnio patrzył na tę kawę, którą tak lubił pić i widział przed oczami machającego palcem Perseusa...