20.04.2024, 21:56 ✶
Sama w sobie posiadłość była w dobrym stanie – wymagała wielkiego sprzątania i wyrzucenia wiele rzeczy, tu i ówdzie wymiany okien oraz na pewno zerwania starych tapet, ale nie była zrujnowana. Jej odosobnienie, rozmiary oraz fakt, że powinna być zapomniana przez ogół czystokrwistego świata, gdy jednocześnie nie było w pobliżu zbyt wielu mugoli, stanowiły kolejne zalety.
Działy się tu jednak dość dziwne rzeczy, a niektóre znaleziska były odrobinę niepokojące.
Takie jak ta ścieżka.
Zaklęcie rozpraszającego nie przyniosło żadnego efektu. Nie dlatego, że się nie udało, ale dlatego, że nie było zaklęć do zdjęcia. Nikt nie zabezpieczył tej dróżki, nikt niczego tu nie ukrywał. Kiedyś może na dworze Juliusów ciążyły potężne czary, one jednak wyczerpały się z czasem i wymagały odnowienia. Ktoś jednak bez wątpienia tędy chodził, w gąszczu ta wydeptana ścieżka rzucała się w oczy. I to… chyba ktoś przeszedł tędy całkiem niedawno – może już nawet, kiedy byli w domu? Najbliższa wioska znajdowała się spory kawałek piechotą stąd, ale kto wie – może młodzież stamtąd z czasem odkryła jednak dom Juliusów i jakoś przedostawała się od strony stawu, gdzie nie było ogrodzenia? Jeśli tak, warto było to sprawdzić, by nie było potem przykrej niespodzianki…
Ścieżka prowadziła ich między chwastami i krzewami, a potem pośród drzew, aż ku stawie. Był tak idealnie okrągły, że chyba nie został stworzony przez naturę – być może dawni panowie tego miejsca mieli fantazję stworzyć tutaj coś takiego? Był duży, chyba głęboki, a woda iskrzyła się w blasku słońca.
W oddali zobaczyli, że ktoś idzie jego brzegiem. Wiatr szarpał spódnicę: jakaś kobieta.
To w tamtą stronę wiodły ślady, za którymi tu przyszli.
Ta osoba była z pewnością pod domem Juliusów.
Tura do: 24.04.
Działy się tu jednak dość dziwne rzeczy, a niektóre znaleziska były odrobinę niepokojące.
Takie jak ta ścieżka.
Zaklęcie rozpraszającego nie przyniosło żadnego efektu. Nie dlatego, że się nie udało, ale dlatego, że nie było zaklęć do zdjęcia. Nikt nie zabezpieczył tej dróżki, nikt niczego tu nie ukrywał. Kiedyś może na dworze Juliusów ciążyły potężne czary, one jednak wyczerpały się z czasem i wymagały odnowienia. Ktoś jednak bez wątpienia tędy chodził, w gąszczu ta wydeptana ścieżka rzucała się w oczy. I to… chyba ktoś przeszedł tędy całkiem niedawno – może już nawet, kiedy byli w domu? Najbliższa wioska znajdowała się spory kawałek piechotą stąd, ale kto wie – może młodzież stamtąd z czasem odkryła jednak dom Juliusów i jakoś przedostawała się od strony stawu, gdzie nie było ogrodzenia? Jeśli tak, warto było to sprawdzić, by nie było potem przykrej niespodzianki…
Ścieżka prowadziła ich między chwastami i krzewami, a potem pośród drzew, aż ku stawie. Był tak idealnie okrągły, że chyba nie został stworzony przez naturę – być może dawni panowie tego miejsca mieli fantazję stworzyć tutaj coś takiego? Był duży, chyba głęboki, a woda iskrzyła się w blasku słońca.
W oddali zobaczyli, że ktoś idzie jego brzegiem. Wiatr szarpał spódnicę: jakaś kobieta.
To w tamtą stronę wiodły ślady, za którymi tu przyszli.
Ta osoba była z pewnością pod domem Juliusów.
Tura do: 24.04.