Nie wiedział, a ta niewiedza była błogosławieństwem. Nie chciał poznawać Vespery, bo co gdyby wtedy to odsunięcie stało się o wiele łatwiejsze? Wyszłoby lepiej, każdy głupi potrafił tak stwierdzić. Jednocześnie istniało małe prawdopodobieństwo, że zawędrowałby w stronę, w której zerwanie swojej wstrzemięźliwość byłoby za proste. Prostota. Musieli być masochistami - ciągle ocierali się o siebie w myślach, by na zewnątrz mówić sobie ciągłe nie, nie, nie! Chcę, lecz nie mogę. Dać i brać, ale co z ceną? Za ich przyjemność cenę musiałaby zapłacić kobieta, której Laurent nie znał. Osoba, która bardzo wiele chciała dać samemu Perseusowi, a on jej. Och, jak bardzo chciałby się znaleźć na tej pościeli i pozwolić tym czułym dłoniom zbadać własne ciało... Chyba pierwszy raz w swoim życiu spotkał się z taką ścianą. Przeszkodą nie do przejścia, bo tak - uważał, że to on zraniłby Perseusa, gdyby przeszedł przez te otworzone drzwi, przez które się poznawali. Przymierzali swoje dłonie, przyglądali się sobie, delikatnie splatali palce. Na nic więcej sobie nie pozwolicie. Ta rana nie wynikałaby z tego, że chciał źle, albo że Perseus był przymuszony. Ona zrodziła by się właśnie z ceny, którą zapłaciłaby Vespera. Jej cena przeszłaby ciężarem na Perseusa. Tak właśnie pisano dramaty. Laurent chciał stworzyć jakiś obyczaj, który był miły. Może niekoniecznie był komedią, ale miał szczęśliwe zakończenie.
- Hmm, jak to było... - Po prostu musiał się uspokoić. Wziąć większy dystans na ten brak zaufania. Pomyślał o tym niemal jak o teście charakteru. Nie mógł się w pełni uspokoić, nie mógł w pełni odsunąć od siebie tego strachu przed zdradą. Mógł za to pozostać ostrożnym i próbować normalnie funkcjonować. W miarę. - Nie możesz brać odpowiedzialność za moje własne odczucia. - Chyba nie powtórzył tego dokładnie tak, jak ujął to Perseus, ale się starał. Ważne, że sens został zachowany.
- Och... - To było piękne. Ten śmiech, ten wyraz twarzy. Czuł się, jakby zobaczył malowany na żywo obraz dziejący się tuż przed jego oczami. Aż zapatrzył się na śmiejącego się Perseusa nie potrafiąc dodać żadnego komentarza. Myśli mu wyblakły i był tylko ten głęboki, słodki dźwięk spływający po jego skórze miodem i mlekiem. Jak śliczne były jego policzki w tym momencie, jak lśnił ten jadeit - najdroższy z kamieni świata. - Tak... Niech zostanie w Paryżu. - Lubił Francję? Pasowałby do błękitnych wybrzeży tego kraju. Wyglądałby tam jak egzotyczny kwiat. - Lubisz Francję? - Zapytał o to dopiero jak Perseus wrócił. W białej koszuli, w której nabierał wyglądu istoty zesłanej przez samo niebo. Ktoś tak miły musiał pochodzić z chmur... Ktoś taki, kto łatwo zdradzi..?
- Nie powinny się tutaj błąkać magiczne istoty, a ponoć migrowały przez ten teren. Wczoraj dopiero przyjechałem, więc nie zabawię cię niestety szczegółami. Woda wydaje mi się natomiast dziwna. Inna...