21.04.2024, 12:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 17:41 przez Millie Moody.)
Zmarszczyła brwi, z jej złocistych oczu wylatywały zatrute igły prosto w śmiejącą się twarz Isaaca. Jak. On. Tak. Mógł. Zagotowało się w młodej głowie (choć umówmy się, z wiekiem Mildred nie zmieniła się za bardzo) i wzięła z całej siły odepchnęła go od siebie wypychając barki do ściany i wstając przy tym na koślawe chude nogi.
– Jeb się sam kurwa – sarknęła wściekła na niego, na siebie, na swoje ciało i uczucia, które podbite hormonami radośnie buzowały nie wiedząc jak najskuteczniej i najszybciej znaleźć dla siebie ujście. Jeszcze chciała coś powiedzieć, ale do uszu obojga dotarło zawodzenie powracającej z jakiejś narady duchów Marthy. Sapnęła gniewnie w jego kierunku i podniosła się.
– Zaraz się kurwa przekonamy kto miał racje – rzuciła czekając na ducha, niepomna na to, że połowę faktów o jej śmierci zmyśliła na poczekaniu. Szczerze powiedziawszy niewiele już pamiętała nawet z tych kłamstw które przed chwilą wysmyknęły się z jej ust.
W końcu pojawiła się eteryczna zawodząca dziewczynka. Typ urody wskazywał z pewnością na osobę dobrą do prześladowania. Nie była ładna, nie była intrygująca. Co najwyżej irytująca, nawet w swojej duchowej formie.
– Ej Ty Matha, powiedz temu debilowi, że wypaliło Ci oczy! Powiedz mu, że wyżarło Ci serce, jak tak leżałaś jak deska nieruchoma o tutaj. Tutaj leżałaś prawda?– wskazała oskarżycielsko miejsce, które o ironio było prawdziwe. Bo Millie może i mijała się z prawdą często, ale rzeczywiście Morpheus kiedyś po pijaku opowiedział jej o tym zdarzeniu. Rzeczywiście był naocznym świadkiem, jednym z pierwszych, który znalazł martwą.
– Jeb się sam kurwa – sarknęła wściekła na niego, na siebie, na swoje ciało i uczucia, które podbite hormonami radośnie buzowały nie wiedząc jak najskuteczniej i najszybciej znaleźć dla siebie ujście. Jeszcze chciała coś powiedzieć, ale do uszu obojga dotarło zawodzenie powracającej z jakiejś narady duchów Marthy. Sapnęła gniewnie w jego kierunku i podniosła się.
– Zaraz się kurwa przekonamy kto miał racje – rzuciła czekając na ducha, niepomna na to, że połowę faktów o jej śmierci zmyśliła na poczekaniu. Szczerze powiedziawszy niewiele już pamiętała nawet z tych kłamstw które przed chwilą wysmyknęły się z jej ust.
W końcu pojawiła się eteryczna zawodząca dziewczynka. Typ urody wskazywał z pewnością na osobę dobrą do prześladowania. Nie była ładna, nie była intrygująca. Co najwyżej irytująca, nawet w swojej duchowej formie.
– Ej Ty Matha, powiedz temu debilowi, że wypaliło Ci oczy! Powiedz mu, że wyżarło Ci serce, jak tak leżałaś jak deska nieruchoma o tutaj. Tutaj leżałaś prawda?– wskazała oskarżycielsko miejsce, które o ironio było prawdziwe. Bo Millie może i mijała się z prawdą często, ale rzeczywiście Morpheus kiedyś po pijaku opowiedział jej o tym zdarzeniu. Rzeczywiście był naocznym świadkiem, jednym z pierwszych, który znalazł martwą.