Niektórzy czarodzieje po aportacji poprawiali rękawy, zapoznali guziki płaszczy lub poprawiali włosy. Niektórzy natomiast bledli i kupili się, próbując powstrzymać rewolucje żołądka albo po prostu wymiotowali pod siebie i Nikolai mógł uważać się za szczęściarza, że należał do tej pierwszej grupy. Wirowanie świata, charakterystyczne dla procesu aportacji, uderzający w nich gwar ministerialnego zgiełku i tempo, jakie narzuciła im Brenna, mogłoby być naprawdę kiepskim połączeniem, gdyby zawartość żołądka Nikolaia postanowiła pojawić się na świecie zewnętrznym. Przemieszczenie się ze Śmiertelnego Nokturnu do Ministerstwa magii wywołało na jego twarzy grymas, bo wciąż nie było to najprzyjemniejsze doświadczenie, a i sam powód wizyty w gmachu nie dawał powodów do radości.
Brenna szła szybko, ale zdołał dotrzymać jej kroku (też za sprawą jej uścisku na jego rękawie), kiedy szli w stronę schodów. W przeciwieństwie do Brenny on nie zwrócił już uwagi na Brygadzistów, wpychających do wind trzech mieszkańców Nokturnu.
Zdołał wyłapać krzywe spojrzenia, kierowane w jego stronę przez kilka mijających ich osób i mamrocząc przekleństwo w swoim rodowitym języku, wolną ręką wyciągnął różdżkę i rzucił na siebie Tergeo, co by nie wyglądał jak kocmołuch, i pomacał się po nosie, który wciąż go pobolewał. Raczej nie był złamany, a i krwawienie trochę osłabło.
W końcu dotarli na odpowiednie piętro, do odpowiedniej sali, gdzie Brenna zaciągnęła do go ustawionego w kącie biurka, na którym walały się papiery, na których widok brwi chłopaka powędrowały w górę.
Jego wzrok zawiesił się na dłużej na ranie Brenny, gdy padło pytanie i informacja, której Brenna nie przekazała mu, jako pierwsza.
-Na pewno nie miałem zamiaru tam zwiedzać - powiedział i wzruszył ramionami. -Chciałem zrobić zakupy na Pokątnej, to wszystko. Nie wiem, co się stało. Może uszkodził się kominek. Wyrzuciło mnie w tym sklepie na Nokturnie. Chciałem przejść na Pokątną, nikogo nie zaczepiałem i pojawiła się tamta trójka. Resztę już znasz.
Nawet, jeśli posiadał jakiś wewnętrzny magnes, który włączał się, gdy gdzieś w pobliżu znajdowało się źródło kłopotów, to Nikolai nie był na tyle głupi, by za każdym razem go testować i z własnej woli zapuszczać się w miejsca, w których łatwiej było stracić głowę, niż różdżkę.