21.04.2024, 19:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.10.2024, 13:08 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Nora Figg - osiągnięcie Badacz Tajemnic I
Nora Figg odwiedza Fantasmagorię
25 lipca 1972 roku, Charing Cross Road
25 lipca 1972 roku, Charing Cross Road
Oto jeden z tych dni, w których nikomu nie chce się absolutnie nic. Wszyscy odliczają do końca pracy, a kilka minut przed zamknięciem biura najbardziej nerwowa osoba stuka palcami o blat biurka tak głośno, że nikt wokół nie słyszy własnych myśli. Zapraszając Norę do Cyrku, Flynn był pewny, że zaprasza ją na wspólny trening wszystkich akrobatów, wśród których dojrzy również jego. Okazało się jednak inaczej - absolutnie każdy zmył się jeszcze zanim Edge zdążył wejść do środka, bo cyrkowców nikt przecież nie trzymał w tym cholernym namiocie na siłę - to nie było Ministerstwo Magii. Bellowie świętowali więc absolutnie nic (ale kto potrzebuje konkretnego powodu do świętowania?) przy rozpalonym ruszcie i otwartych butelkach kremowego piwa, albo porozchodzili się w swoje strony, a Flynn (jak zawsze - bo on naprawdę lubił siedzieć sam) skołowany i przepełniony energią, której nie miał szansy rozbiegać, leżał na deskach sceny i wpatrywał się w pokryte zaklętymi chmurami sklepienie namiotu.
Ostatnio robił tak coraz częściej.
Nie spodziewał się tego po sobie, ale tęsknił za tym, kiedy Fantasmagoria stacjonowała na kompletnych wypiździewiach, a on mógł wybierać się co najwyżej na spacery po lesie. Powrót do Londynu wydawał mu się (pomijając związane z tym niebezpieczeństwo) czymś ciekawym i nieco nostalgicznym, wyczekiwał tego z obawami i nadzieją, a ostatecznie największą bolączką sytuacji okazało się to, że Londyn był dla Flynna czymś... za bliskim. Nie potrafił wyłączyć w swojej głowie niektórych myśli, stawał się o wiele bardziej sobą, niż by chciał. Powracały stare nawyki. Te dobre, przypominające mu jak dobrze potrafiło smakować życie i te skurwysyńskie, dobitnie uświadamiające go w tym, w jakiej ułudzie żył przez ostatnie lata. Te godziny spędzone na gapieniu się w nicość były ostatnią szarpaniną z własnym sercem, żeby nie zacząć krzyczeć. Jak zawsze przeżywał w środku tak wiele, aby ledwo potrafić to udźwignąć, ale na tak olbrzymiej przestrzeni, leżąc w bezruchu, wyglądał spokojnie. Jak rekwizyt, porzucony tam przez przypadek. Czarna, smutna kropka na tle czarujących, farbowanych na żywe kolory tkanin.
Powoli robiło się ciemniej, ale jeszcze nie całkowicie ciemno. Zaraz rozmowy jego rodzeństwa zaczną cichnąć, muzyka zniknie. Jeżeli Figg nie odważy się tu przyjść, Flynn zostanie tu sam - no i trudno. Mógłby, jeżeli nikt nie odchyli zaraz materiału wiszącego na wejściu, spróbować nowej rutyny na trapezie. Tej, którą obejrzał ostatnio w telewizji.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.