21.04.2024, 19:34 ✶
Westchnął niezadowolony i uwalił się znowu na sianie, pijąc sobie orzechówkę tak, jakby był to słodki, gęsty sok, a nie wysokoprocentowy alkohol. Trawił słowa Isaaca, to o statkowaniu się o dzieciach, ale też o zepsuciu.
– Lubię jak mówisz dużo. – przyznał – Dużo i szybko. Kojarzy mi się to ze świergotnikami, które miały gniazdo nad moim domem. Piękne ptaki. Bardzo towarzyskie. – Tak, było mu smutno i tęsknił za nimi, jak za całym swoim obejściem. Białke i Miłkę oraz szaloną Corgie mógł zabrać ze sobą, ale świergotników nie chciał pozbawiać naturalnego miejsca ich egzystencji. Pozostawało mieć nadzieję, że umknąć przed upiorami nim te odbiorą im życie...
Posępne myśli. Niepotrzebne myśli.
Napił się znów.
– Ja Ci nie poradzę jak być dobrym mężem czy ojcem, bo sam nie mam ani kobiety, ani tym bardziej dzieci. Kiedyś... hah, kiedyś spotykałem się z taką dziewczyną z którą mógłbym spędzić całe życie, ale ostatecznie ona wyjechała, a ja zostałem. Wszystko rozeszło się po kościach i tyle. Ale dobrze się stało, bo widzisz... mieszkam w stodole, co ze mnie byłby za mąż i ojciec. – parsknął rozbawiony. – Tyle, że mógłbym dzieciaki zabierać na przejażdżki na niedźwiedzich plecach, zakładam, że nie byłoby dziecka, któremu by się to nie spodobało. – zauważył światle, ze znawstwem dziecięcej psychiki. – Nie zamieniasz się w ptaka prawda? Nie czuć od Ciebie piórami. – zapytał ni z tego ni z owego.
– Lubię jak mówisz dużo. – przyznał – Dużo i szybko. Kojarzy mi się to ze świergotnikami, które miały gniazdo nad moim domem. Piękne ptaki. Bardzo towarzyskie. – Tak, było mu smutno i tęsknił za nimi, jak za całym swoim obejściem. Białke i Miłkę oraz szaloną Corgie mógł zabrać ze sobą, ale świergotników nie chciał pozbawiać naturalnego miejsca ich egzystencji. Pozostawało mieć nadzieję, że umknąć przed upiorami nim te odbiorą im życie...
Posępne myśli. Niepotrzebne myśli.
Napił się znów.
– Ja Ci nie poradzę jak być dobrym mężem czy ojcem, bo sam nie mam ani kobiety, ani tym bardziej dzieci. Kiedyś... hah, kiedyś spotykałem się z taką dziewczyną z którą mógłbym spędzić całe życie, ale ostatecznie ona wyjechała, a ja zostałem. Wszystko rozeszło się po kościach i tyle. Ale dobrze się stało, bo widzisz... mieszkam w stodole, co ze mnie byłby za mąż i ojciec. – parsknął rozbawiony. – Tyle, że mógłbym dzieciaki zabierać na przejażdżki na niedźwiedzich plecach, zakładam, że nie byłoby dziecka, któremu by się to nie spodobało. – zauważył światle, ze znawstwem dziecięcej psychiki. – Nie zamieniasz się w ptaka prawda? Nie czuć od Ciebie piórami. – zapytał ni z tego ni z owego.