21.04.2024, 19:51 ✶
Stężała w jego rękach, ale nie odepchnęła go. Czuła się tak, jakby ktoś nagle włożył ją do beczki wypełnionej gęstym, słodkim miodem lipowym i świat nagle stał się bardzo, bardzo powolny. Od Isaaca biło ciepło i optymizm, jak zawsze, ale dla Mildred nigdy nie były to preferowane wartości. Pomijając ich dziwną... relację? w Hogwarcie, przypływy i odpływy zainteresowania jego osobą, po ukończeniu szkoły Mils kończyła w łóżku raczej z ciemnymi typami, nigdy nie szukając relacji na stałe.
Ten prosty gest jednak, ta otwartość i ten obezwładniający zapach snu, który w końcu nie był koszmarem, nie był czernią, nie był krwią, nie był martwymi krewnymi, bezdusznym śmiechem oprawców, nie był lękiem, nie był stratą, nie był upadkiem, a był... był czymś tak kojącym i po prostu miłym. Jakby nagle w czarne szkice Mils wlało się światło rozszczepione pryzmatem, które zalało wszystkie węglowe szkice ferią barw.
Nie odepchnęła go, nie sarknęła, nie pobiła, nie przywitała życzliwym "wykurwiaj z mojego życia, nie chcę Cię widzieć". Nie. Rozluźniła się punkt po punkcie, kawałek po kawałku. Rozluźniła się i ułożyła głowę na jego ramieniu, rozlewając czarne splątane włosy
po jego barku i łopatce. Nienaturalnie spokojna i cicha. Obca.
– Chciałabym stąd wyjść. – szepnęła ciepłym oddechem wzbudzając kolejne estry z jego gorącej skóry, upajając się nimi jak najlepszym tytoniem, którego również wszyscy jej kurwa tu skąpili.
Ten prosty gest jednak, ta otwartość i ten obezwładniający zapach snu, który w końcu nie był koszmarem, nie był czernią, nie był krwią, nie był martwymi krewnymi, bezdusznym śmiechem oprawców, nie był lękiem, nie był stratą, nie był upadkiem, a był... był czymś tak kojącym i po prostu miłym. Jakby nagle w czarne szkice Mils wlało się światło rozszczepione pryzmatem, które zalało wszystkie węglowe szkice ferią barw.
Nie odepchnęła go, nie sarknęła, nie pobiła, nie przywitała życzliwym "wykurwiaj z mojego życia, nie chcę Cię widzieć". Nie. Rozluźniła się punkt po punkcie, kawałek po kawałku. Rozluźniła się i ułożyła głowę na jego ramieniu, rozlewając czarne splątane włosy
po jego barku i łopatce. Nienaturalnie spokojna i cicha. Obca.
– Chciałabym stąd wyjść. – szepnęła ciepłym oddechem wzbudzając kolejne estry z jego gorącej skóry, upajając się nimi jak najlepszym tytoniem, którego również wszyscy jej kurwa tu skąpili.