Obecność Mabel spowodowała trochę zamieszania, pewnie gdyby nie ona, to żadna z tych deklaracji by nie padła, tylko tkwili by sobie nadal przy sobie, tak po prostu. Dziewczynka jednak okazało się potrafiła bardziej ubierać rzeczy w słowa niżeli dorośli, gdyby wszystko było takie proste...
Czuła, że jest to winna Samowi, szczególnie po tej ucieczce bez słowa, której się podjęła po nocy spędzonej wspólnie. Nie zamierzała znowu udawać, że go nie zna, wiedziała, że wtedy go to zabolało, nie zamierzała tego powtórzyć. Bardzo też nie chciała, żeby znowu zniknął z jej życia, może nieco szybko, ale tak jakoś wyszło, że nazwała go swoim chłopakiem przed Mab. Jeśli coś pójdzie nie tak, to pewnie i ona to odczuje, zawsze starała się ją bronić przed ewentualnym przywiązaniem do obcych mężczyzn, dlatego też nie pozwalała sobie na to, aby ktokolwiek się do niej zbliżył, jednak Samuel tak do końca nie był obcy, tyle, że oni o tym nie wiedzieli. Kiedyś będzie musiała im o tym powiedzieć, póki co jednak wydawało jej się, że ukrywanie prawdy jest najlepszym, co może im dać.
Zaciekawiły ją słowa Mab, to by oznaczało, że jej również było dane już poznać specjalne umiejętności McGonagalla, ciekawe, powinna się jednak spodziewać podobnych rewelacji, szczególnie po takim długim pobycie dziewczynki w Dolinie.
Kolejna seria pytań spowodowała lekkie skonfundowanie nawet na jej twarzy. Za dużo tego było, przecież dopiero nazwali to w jakikolwiek sposób, a Mabel miała tak wiele pytań. Nie umiała na nie odpowiedzieć, bo co właściwie zmieniało to, że nazwała Samuela swoim chłopakiem? Przecież nie zamieszkają razem, nie ściągnie go siłą do Londynu, a i ona sama nie miała zamiaru teraz, kiedy spełniła swoje marzenie stąd wyjeżdżać. Były to tematy, które powinni przemyśleć, jednak nie sądziła, żeby znaleźli jakiekolwiek rozwiązanie, nie zamierzała się jednak tym martwić. Nie teraz. - Mabel, wiem, że to coś nowego, ale na spokojnie, proszę cię, trochę cię poniosło. - Szczególnie, że sprawa była bardzo świeża. Starała się zrozumieć jej entuzjazm, jednak to trochę za dużo, nawet jak dla Norki.
- Małymi krokami, jakoś sobie to ułożymy. - Powiedziała do Sama, bo czuła, że go również musi uspokoić, miała świadomość, że znalazł się w bardzo obcym dla siebie świecie.