- To w sumie najważniejsze, bo nuda zabija. - Dobrze było słyszeć takie słowa z jego ust. Najwyraźniej niektórzy mieli bardziej ciekawa pracę od niej, czasem miała dosyć łapania much siatkoskrzydłych, czy nietoperzy, ale wiedziała, że i takie banalne zlecenia muszą być wykonane. Szczególnie, że wydawało jej się, iż ostatnio cały ich rodzinny biznes tak naprawdę ciąży na jej barkach. Ojciec angażował się głównie w Artemis, nie ma się też co dziwić, bo ciągle niepokoiła go ta Karen Moher, a młodszy brat miał nieco ograniczone możliwości z racji na przypadłość, której się nabawił, o ile w ogóle takimi delikatnymi słowami można by ująć to że umarł, i narodził się na nowo jako wampir... Teraz to ona tak naprawdę stała się głównym żywicielem rodziny, czego pewnie nikt się nie spodziewał, bo raczej była tą najmniej odpowiedzialną z nich wszystkich. Los potrafił być bardzo, ale to bardzo przewrotny.
- W Biurze Badań i hodowli smoków, ale było to bardzo dawno temu, na szczęście nie postanowiłam robić tam kariery. - Wtedy to by dopiero mogła narzekać na nudę, cała papierkowa robota naprawdę ją przeradzała, zresztą nie potrafiła przestrzegać jakichkolwiek reguł, to tak jakby spróbować wytresować smoka.
Na całe szczęście, ona mogła sobie pozwolić na picie takiej ilości alkoholu, jaką tylko miała ochotę. Bycie swoim własnym szefem miało swoje przywileje, grunt to się w tym wszystkim nie zatracić... Niby takie proste, ale ostatnio miewała z tym problemy, przez to, że trochę jej się to życie wymykało z rąk i zaczęła to zauważać. Nie miała zamiaru jednak przynudzać Prewetta swoimi egzystencjalnymi przemyśleniami.
- To widzę, że mamy podobnie, cóż, kariera też jest dość istotną częścią życia. - Dobrze, że choć tutaj mogło się im wieść, skoro na żadnej innej płaszczyźnie nie działo się nic specjalnie spektakularnego.