22.04.2024, 00:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.04.2024, 07:08 przez Brenna Longbottom.)
Wcinam się w kolejkę ze względu na opis drugiej kości, potem będziemy czekać już.
Że Basilius tę bransoletkę wskazał uzgodnione z graczką.
*
Brenna, zasadniczo, była niemal pewna, że posłano ją tutaj, bo Brygadzista, któremu wspomniała o tym, że znalazła ciało, oświadczył innym, że chyba oszalała. Może w łagodniejszych słowach, ale w związku z tym dano jej absolutnie bzdurne zadanie i odesłano z ośrodka - co wkurwiało ją niemożebnie, nie dlatego, że ktoś uznawał ją za szaloną, ale że tam działy się złe rzeczy, a ona tkwiła tutaj.
Kogoś tam poćwiartowano.
Ziemia pochłonęła zwłoki.
Być może właśnie nieumarli rozdzierali kogoś na strzępy, mech pożerał jej brata, a ktoś ciął ciało jej przyjaciółki na dziesięć kawałków, a ona spoglądała na laleczki czarownicy ze słomy (Brenna nie znała historii tego miejsca, nie miała więc pojęcia, o co tutaj chodzi) i na szklane figurki Pani Jeziora. Przystanęła nawet przy jednym ze stoisk i kupiła jedną z tych figurek, tak pro forma pytając o mężczyznę odpowiadającego opisowi Bagshota, a potem odeszła z niczym.
– To… to nie takie proste – wymamrotała do Basiliusa, przeczesując włosy palcami. Mówiła wciąż cicho, uważając, by jacyś mugolscy pracownicy nie dosłyszeli przypadkiem jej głosu. – Jestem animagiem... swoją drogą zarejestrowanym, ale nie opowiadaj o tym proszę na prawo i lewo... Zmieniłam się. Wywęszyłam zgniliznę i tak to znalazłam… na skraju lasu. Ale z Windermere wszystko jest nie tak. Ono nieodpowiednie pachnie. Rośliny mają za wyraźny zapach, ludzie zbyt… nikły. Poza tym nie czuć niczego martwego: żadnych umierających roślin, żadnych martwych zwierząt. Dla nosa wilka to nie jest normalne, a zmieniam się w wilka od dziesięciu lat. I uważam, że to było stare jelito, ponieważ wywęszyłam coś jeszcze. Zapach ciała, który zanikał z każdą chwilą. Nie musisz mi wierzyć – dodała zaraz, wzruszając lekko ramionami. – Zastanawiałam się tylko, czy nie słyszałeś o czymś takim. O czymś, co mogłoby sprawić, że ciało postarzało się lub znikło. Albo czy nie zauważyłeś czegoś dziwnego. Znajomy auror ostrzegał mnie w nocy, że dzieje się tu coś niedobrego i to nie tylko nieumarli. A jelito powinno chyba właśnie trafić do Ministerstwa. Swoją drogą… dziś nawet nie jest trzynasty albo szósty. Może coś się rozprzestrzenia?
Przystanęła, widząc stos na środku placu czy raczej pozostałości po stosie: dużo popiołów. Przez chwilę nie rozumiała, co widzi – nie znała miejscowej legendy, nie wiedziała, że na pamiątkę palą tutaj kukłę każdego roku, dla niej wyglądało to jak resztka po wielkim ognisku i nie zwróciła większej uwagi na rozmowę za plecami Prewetta (chociaż sama umilkła, ledwo kobiety znalazły się w zasięgu wzroku). Za to gdy mężczyzna wskazał jej bransoletkę, przykucnęła i sięgnęła po nią, chociaż sama nie była pewna, dlaczego właściwie to robi – przecież to nie miało niczego wspólnego z Owenem Bagshotem.
!widmowidzwindermere
Że Basilius tę bransoletkę wskazał uzgodnione z graczką.
*
Brenna, zasadniczo, była niemal pewna, że posłano ją tutaj, bo Brygadzista, któremu wspomniała o tym, że znalazła ciało, oświadczył innym, że chyba oszalała. Może w łagodniejszych słowach, ale w związku z tym dano jej absolutnie bzdurne zadanie i odesłano z ośrodka - co wkurwiało ją niemożebnie, nie dlatego, że ktoś uznawał ją za szaloną, ale że tam działy się złe rzeczy, a ona tkwiła tutaj.
Kogoś tam poćwiartowano.
Ziemia pochłonęła zwłoki.
Być może właśnie nieumarli rozdzierali kogoś na strzępy, mech pożerał jej brata, a ktoś ciął ciało jej przyjaciółki na dziesięć kawałków, a ona spoglądała na laleczki czarownicy ze słomy (Brenna nie znała historii tego miejsca, nie miała więc pojęcia, o co tutaj chodzi) i na szklane figurki Pani Jeziora. Przystanęła nawet przy jednym ze stoisk i kupiła jedną z tych figurek, tak pro forma pytając o mężczyznę odpowiadającego opisowi Bagshota, a potem odeszła z niczym.
– To… to nie takie proste – wymamrotała do Basiliusa, przeczesując włosy palcami. Mówiła wciąż cicho, uważając, by jacyś mugolscy pracownicy nie dosłyszeli przypadkiem jej głosu. – Jestem animagiem... swoją drogą zarejestrowanym, ale nie opowiadaj o tym proszę na prawo i lewo... Zmieniłam się. Wywęszyłam zgniliznę i tak to znalazłam… na skraju lasu. Ale z Windermere wszystko jest nie tak. Ono nieodpowiednie pachnie. Rośliny mają za wyraźny zapach, ludzie zbyt… nikły. Poza tym nie czuć niczego martwego: żadnych umierających roślin, żadnych martwych zwierząt. Dla nosa wilka to nie jest normalne, a zmieniam się w wilka od dziesięciu lat. I uważam, że to było stare jelito, ponieważ wywęszyłam coś jeszcze. Zapach ciała, który zanikał z każdą chwilą. Nie musisz mi wierzyć – dodała zaraz, wzruszając lekko ramionami. – Zastanawiałam się tylko, czy nie słyszałeś o czymś takim. O czymś, co mogłoby sprawić, że ciało postarzało się lub znikło. Albo czy nie zauważyłeś czegoś dziwnego. Znajomy auror ostrzegał mnie w nocy, że dzieje się tu coś niedobrego i to nie tylko nieumarli. A jelito powinno chyba właśnie trafić do Ministerstwa. Swoją drogą… dziś nawet nie jest trzynasty albo szósty. Może coś się rozprzestrzenia?
Przystanęła, widząc stos na środku placu czy raczej pozostałości po stosie: dużo popiołów. Przez chwilę nie rozumiała, co widzi – nie znała miejscowej legendy, nie wiedziała, że na pamiątkę palą tutaj kukłę każdego roku, dla niej wyglądało to jak resztka po wielkim ognisku i nie zwróciła większej uwagi na rozmowę za plecami Prewetta (chociaż sama umilkła, ledwo kobiety znalazły się w zasięgu wzroku). Za to gdy mężczyzna wskazał jej bransoletkę, przykucnęła i sięgnęła po nią, chociaż sama nie była pewna, dlaczego właściwie to robi – przecież to nie miało niczego wspólnego z Owenem Bagshotem.
!widmowidzwindermere
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.