22.04.2024, 01:18 ✶
Nie spodziewała się ani przez moment, że uderzy w niego aż z taką siłą, ale chyba powinna, skoro tak bardzo chciała pozbyć się go spomiędzy roślin, które krzywdziły go, a które on jednocześnie niszczył. Sama nie była pewna co z tych dwóch rzeczy było dla niej aktualnie gorsze, ale po chwili zastanowienia, już na spokojnie i bez emocji, pewna siebie stwierdziłaby, że ludzka krzywda była tutaj o wiele bardziej dotkliwa, nawet jeśli jej zielonych przyjaciół również było jej szkoda.
Futrzaste cielsko gruchnęło o ziemię i przez moment Crawley tkwiła w miejscu, oddychając ciężko, spojrzeniem co chwila dryfując między sylwetką Samuela, a zagonkiem, który nawet jeśli nieco zniszczony, rozkwitał miejscami na zupełnie nowe sposoby. Ale nie miała czasu teraz pochylać się akurat nad tym i z zaciekawieniem przyglądać się nowym okazom, które sprezentowała jej klątwa McGonagalla. Dlatego potrząsnęła głową, spychając część trapiących ją teraz kwestii na dalszy plan i podbiegła do niego.
- Nic ci nie jest? - zapytała, rozgorączkowanym głosem, klękając przy nim z rozpędu. Uniosła nawet ręce, chcąc zaraz złapać go i przekręcić tak, żeby mogła widzieć jego twarz i lepiej przyjrzeć się reszcie jego ciała, ale zawahała się, przez moment tylko zastanawiając czy w ogóle powinna, bo wyglądał jakby właśnie jednał się z ziemią.
- Przepraszam, nie wiedziałam co innego zrobić - rzuciła wreszcie, trochę chyba rozżalona swoim brutalnym zagraniem, kładąc mu jedną dłoń na barku; ostrożnie i delikatnie, jakby bała się, że zrobi mu krzywdę. - Jeśli cię zraniły, powinniśmy to opatrzeć.
Futrzaste cielsko gruchnęło o ziemię i przez moment Crawley tkwiła w miejscu, oddychając ciężko, spojrzeniem co chwila dryfując między sylwetką Samuela, a zagonkiem, który nawet jeśli nieco zniszczony, rozkwitał miejscami na zupełnie nowe sposoby. Ale nie miała czasu teraz pochylać się akurat nad tym i z zaciekawieniem przyglądać się nowym okazom, które sprezentowała jej klątwa McGonagalla. Dlatego potrząsnęła głową, spychając część trapiących ją teraz kwestii na dalszy plan i podbiegła do niego.
- Nic ci nie jest? - zapytała, rozgorączkowanym głosem, klękając przy nim z rozpędu. Uniosła nawet ręce, chcąc zaraz złapać go i przekręcić tak, żeby mogła widzieć jego twarz i lepiej przyjrzeć się reszcie jego ciała, ale zawahała się, przez moment tylko zastanawiając czy w ogóle powinna, bo wyglądał jakby właśnie jednał się z ziemią.
- Przepraszam, nie wiedziałam co innego zrobić - rzuciła wreszcie, trochę chyba rozżalona swoim brutalnym zagraniem, kładąc mu jedną dłoń na barku; ostrożnie i delikatnie, jakby bała się, że zrobi mu krzywdę. - Jeśli cię zraniły, powinniśmy to opatrzeć.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.