22.04.2024, 07:13 ✶
Poczekała, aż dobiegły ją krzyki Atlasa i nacisnęła klamkę tylnych drzwi, uchylając je na tyle by wślizgnąć się do środka. Wewnątrz zaatakował ją półmrok, a przyzwyczajone do światła zewnętrznego oczu nie pomogły w zauważeniu bałaganu, jaki panował na podłodze. Potknęła się, sama nie wiedziała o co, przez moment bojąc że wywali się zwyczajnie jak długa, ale na całe szczęście z pomocą przyszła jej solidna, twardo stojąca na swoim miejscu ściana.
W pierwszym odruchu zajrzała do tego, co znajdowało się najbliżej, czyli kuchni. Ale szybkie obrzucenie spojrzeniem stosów garnków czy walających się między nimi figurek, niezbyt przekonało ją do zagłębiania się w pomieszczeniu. Przez moment tylko z zaciekawieniem taksowała spojrzeniem statuetki, próbując je do czegoś konkretnego dopasować, a potem przeszła przez korytarz, lądując w salonie.
Crawley nie do końca łapała koncept natury zbieraczy, albo raczej czy może posiadają jakiś konkretny system magazynowania rzeczy, ale mieszkaniec tego domu chyba takiego nie posiadał. Pomyślała jednak, że może te mniej oczywiste rzeczy, trzymałby też w miejscu bardziej prywatnym, a nie pokoju dziennym, gdzie może od święta ktoś bywał.
Najpierw jednak, rozejrzała się po salonie, szukając właśnie takich pasujących do młodej dziewczyny rzeczy, na chwilę tylko zatrzymując spojrzenie na wiszącej na ścianie mapie, gdzie poza Atlasem, nie było widać nikogo. Dobrze, ale potem zastanowiła się, czy to znaczyło że przez cały ten czas mógł zobaczyć Heather kiedy przedzierały się przez jego ogródek. Bo jeśli tak, to całe szczęście że nie postanowił wyjść do nich wcześniej.
Jeśli jakieś drobiazgi wpadły jej w oko i wydały się przydatne, zabrała je ze sobą, a przechodząc ponownie przez korytarz, przejrzała rozrzucone tam buty i wiszące na wieszaku kurtki, w razie czego przyświecając sobie zaklęciem, gdyby wciąż było jej za ciemno. Liczyła trochę na to, że Atlas i jego syn byli niedbali i część wierzchniego ubrania mugolaczki mogli zwyczajnie powiesić na wieszaku.
Potem jednak ruszyła ostrożnie dalej, kierując się w stronę ostatniego pomieszczenia, zamiast sypialni. Podejrzewała, że mógł być to jakiś gabinet, albo inny składzik, ale w przypadku tego pierwszego nawet by się nie zdziwiła, gdyby było na nim dodatkowe zabezpieczenie. Dlatego zanim nacisnęła klamkę i weszła do środka, spróbowała na wszelkie wypadek rozproszyć ewentualne zaklęcia. Przezorny zawsze ubezpieczony.
na rozproszenie
W pierwszym odruchu zajrzała do tego, co znajdowało się najbliżej, czyli kuchni. Ale szybkie obrzucenie spojrzeniem stosów garnków czy walających się między nimi figurek, niezbyt przekonało ją do zagłębiania się w pomieszczeniu. Przez moment tylko z zaciekawieniem taksowała spojrzeniem statuetki, próbując je do czegoś konkretnego dopasować, a potem przeszła przez korytarz, lądując w salonie.
Crawley nie do końca łapała koncept natury zbieraczy, albo raczej czy może posiadają jakiś konkretny system magazynowania rzeczy, ale mieszkaniec tego domu chyba takiego nie posiadał. Pomyślała jednak, że może te mniej oczywiste rzeczy, trzymałby też w miejscu bardziej prywatnym, a nie pokoju dziennym, gdzie może od święta ktoś bywał.
Najpierw jednak, rozejrzała się po salonie, szukając właśnie takich pasujących do młodej dziewczyny rzeczy, na chwilę tylko zatrzymując spojrzenie na wiszącej na ścianie mapie, gdzie poza Atlasem, nie było widać nikogo. Dobrze, ale potem zastanowiła się, czy to znaczyło że przez cały ten czas mógł zobaczyć Heather kiedy przedzierały się przez jego ogródek. Bo jeśli tak, to całe szczęście że nie postanowił wyjść do nich wcześniej.
Jeśli jakieś drobiazgi wpadły jej w oko i wydały się przydatne, zabrała je ze sobą, a przechodząc ponownie przez korytarz, przejrzała rozrzucone tam buty i wiszące na wieszaku kurtki, w razie czego przyświecając sobie zaklęciem, gdyby wciąż było jej za ciemno. Liczyła trochę na to, że Atlas i jego syn byli niedbali i część wierzchniego ubrania mugolaczki mogli zwyczajnie powiesić na wieszaku.
Potem jednak ruszyła ostrożnie dalej, kierując się w stronę ostatniego pomieszczenia, zamiast sypialni. Podejrzewała, że mógł być to jakiś gabinet, albo inny składzik, ale w przypadku tego pierwszego nawet by się nie zdziwiła, gdyby było na nim dodatkowe zabezpieczenie. Dlatego zanim nacisnęła klamkę i weszła do środka, spróbowała na wszelkie wypadek rozproszyć ewentualne zaklęcia. Przezorny zawsze ubezpieczony.
na rozproszenie
Rzut N 1d100 - 56
Sukces!
Sukces!
Rzut N 1d100 - 46
Slaby sukces...
Slaby sukces...
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.