Powinien być bardziej zdziwiony, że zwykłe wyrwanie się z rutyny codzienności opatrzone zostanie jakąś tragedią. Coś takiego jak wyrwanie się z codzienności przecież nie istniało.
Był pełnym odwagi człowiekiem, a jakże! Tak bardzo odważnym, że stawiał ostrożnie każdy krok zbliżając się do molo i widząc na nim Perseusa nad upiorną wodą. Tak odważny, że nawet nie podszedł. Zatrzymał się, a kiedy zobaczył Victorię, Geraldine i Esme - wtedy dopiero ulga rozpłynęła się po jego wnętrzu, uśmiechnął się do nich wdzięcznie i równie odważnie, przy ramieniu samej Victorii, skierował się już na molo. Przywitał się z nimi i nie omieszkał wyrazić swojego zdziwienia, że ich tutaj widzi. Ich - czyli w sumie Esme i... w sumie Esme. Geraldine była łowczynią, Victoria zapewne została tutaj wysłana z uwagi na swoją pracę. To miało sens, jak się tutaj znaleźli. Łatwo było sobie wyjaśnić, że przecież zawód "kaletnik" też zasługiwał na wakacje, ale potem myślisz, że coś takiego jak zbieg okoliczności to tylko metafora w świecie czarodziejów, gdzie losy każdego zapisane były w gwiazdach i ci najbardziej utalentowani byli w stanie je odczytać jak dobrą książkę. Nie zdobyłby się na to, żeby podejść do tego miejsca, gdyby był tu sam Perseus. Nie mógłby się zmusić. Fatalistyczne wizje własnej śmierci malowałyby ten krajobraz i nawet przekonanie o tym, że w wodzie nic mu nie groziło nie pozwalało wygonić scenariuszy, że "na pewno coś by się znalazło". Tym bardziej, że zanim znajdziesz się w wodzie było się w łodzi nad nią. W tej zaś mogło się bardzo wiele stać. Takim sposobem na końcu przywitał się z Perseusem.
To, że coś nie tak było z wodą, wyczuwał od pierwszego dnia pojawienia się tutaj. Wtedy jednak ten odór nie uderzył w jego nozdrza. Wtedy martwe ryby nie dryfowały przy brzegu. Przeszedł go dreszcz na ten widok, kiedy powędrował za wzrokiem Blacka w kierunku łódek. Śmierć. Banalna w swoich zasadach i jednocześnie najbardziej niezrozumiała w metafizycznym świecie - śmierć. Laurent wszedł na molo i wyciągnął różdżkę, która zawisnęła nad taflą razem z nim. Trucizna? Klątwa? Czarna magia? Co za piękny dzień na doświadczenie czegoś makabrycznego. Poruszył różdżką, żeby spróbować stworzyć niewielką, wodą kulę, unieść ją w powietrze i spróbować nadać wodzie klarowności, oczyścić ją. Bardziej w formie testu, czy magia szwankowała tutaj tak samo jak na Perle Morza.
- Zdaje się, że tak. - Odpowiedział w czasie procesu czarowania Perseusowi. Zacisnął przez moment palce na rękojeści różdżki i schował ją z powrotem do kieszeni. - Dobrze mieć takich kompanów za towarzyszy. - Obrócił głowę w kierunku zebranych i uśmiechnął się ciepło. - Perseusie, mógłbyś powiedzieć o tym, co widziałeś? - Wszystkim. Jeśli to nie była tajemnica. Nie chciał go z nich obnażać, ale biorąc pod uwagę, jakie ostrzeżenie dostali i wstęp ich wycieczki Laurent wolał uzbroić wszystkich w maksymalną wiedzę niż zostawiać jakieś niedopowiedzenia. Chciał nawet zapytać, czy mógłby spróbować aurowidzenia na tej trójce, tylko biorąc pod uwagę jak ostatnio źle się poczuł to wcale nie był tego taki pewien.
Próba oczyszczenia wody z transmutacji
Sukces!
Sukces!
Jeśli ktoś w terminie nie może odpisać niech da znać, pominiemy go albo poczekamy.
Termin 1-5 maja będzie prawdopodobnie zastojem dla naszej sesji.
Uprzejmie proszę o podkreślanie akcji postaci i osób, do których się zwracamy.
Staramy się o zwięzłe posty.
Amen.