Ger rozmyślała o śmierci. Pewnie dlatego, że często stawała z nią oko w oko. Jej praca niosła ze sobą ryzyko, często lądowała u medyków z obrażeniami. To jednak jej nie był powód, by zaprzestać to, co robiła. Ktoś musiał się tym zajmować, wiedziała, że mało było osób, które mogłoby jej dorównać. Ba, czuła się wyjątkowa, wybrana. Przynajmniej w pewien sposób, bo wcale nie tak, że inni po prostu woleli umywać ręce, nie ryzykować, siedzieć na ciepłych stołkach w ministerstwie i udawać, że ich coś obchodzi. Ona by tak nie potrafiła, musiała mieć w życiu adrenalinę, inaczej pewnie by zdechła. Potrzebowała ryzyka, niepewności, chociaż wiązało się to z niebezpieczeństwem. Bodźce były jej jednak potrzebne, żeby żyć, taki już miała charakter. Wiedziała, że może się to skończyć różnie, lecz czyż właśnie na tym nie powinno polegać życie? By żyć jak najmocniej się dało, pragnąć rzeczy, które nie były takie proste do osiągnięcia, by móc je faktycznie przeżyć i niczego nie żałować. Może nie do końca zdrowe to było podejście, jednak ją zachęcało do działania.
- Tak, jeśli mam być szczera, to nigdy się tak nie ucieszyłam z mandatu, jak wtedy. - Dodała z uśmiechem, bo dzięki temu ponownie się spotkali. Mimo, że okoliczności nie należały do szczególnie przyjemnych, bo chyba nikt nie lubił dostawać mandatów, to jednak los jej sprzyjał, przynajmniej tak czuła w tamtym momencie. Dawno się nie widzieli, a miała przecież do Thomasa pewną słabość już w Hogwarcie, tyle, że nie do końca potrafiła mu o tym wtedy wspomnieć. Kiedy była uczennicą nie do końca pewnie się czuła, miała wiele kompleksów i nie zawsze umiała pogodzić się z tym, że może jej na kimś lub na czymś zależeć. Gdy dorosła to chyba zauważyła, że wcale nie ma w tym nic złego, wręcz przeciwnie, chociaż i teraz bywały momenty, że nie do końca potrafiła o tym mówić.
- Dla twoich rodziców to też musiał być ogromny szok, jak oni sobie z tym radzą, teraz? - Wiedziała, że rodzice często mają pewne plany wobec swoich dzieci, zresztą jej matka do tej pory potrafiła wyrażać niezadowolenie z tego, jaką ścieżkę wybrała. Wydawało jej się, że w przypadku Thomasa może być jeszcze gorzej, bo jak właściwie mieli zrozumieć świat, o którego istnieniu nie mieli praktycznie żadnego pojęcia? Dla nich pewnie to też musiało być bardzo wiele do przetrawienia, wydawało jej się również, że pewni nawet teraz nie do końca to przetrawili.
- Nie zapomnij mi wtedy wysłać adresu. - Dodała, kiedy wspomniał o domku w górach. Ona póki co nie miała takich marzeń, zresztą, jakby chciała to w każdej chwili mogła udać się do rodzinnej rezydencji. Tyle, że póki co bywała tam raczej jedynie wtedy, kiedy musiała. Wolała nie doprowadzać do konfrontacji z matką, bo miała wrażenie, że w którymś momencie skończy się to rękoczynami, bo nie mogła słuchać tych jej farmazonów.
- Ciężko jest mnie uszkodzić, tak na dłużej, wielu próbowało, a jak widać nadal sobie stąpam po tym świecie. - Gerry dopiła zawartość swojej szklanki. Postawiła ją na ziemi, trochę jej było głupio od razu lać sobie kolejną, nie chciała, żeby Hardwick wziął ją za alkoholiczkę, czy coś. Musiała panować nad swoimi nałogami, bo zależało jej na tym, żeby zrobić dobre wrażenie, zabawne bo zazwyczaj się niczym nie przejmowała.
- To zależy chyba od dnia, dobrze mieć świadomość, że ktoś na ciebie czeka, że się dla kogoś liczysz, z drugiej strony wiesz, jacy są młodsi bracia, potrafią być okropnymi wrzodami. - Zastanawiała się czasem, czy ktoś by w ogóle zauważył, gdyby nie wróciła z polowania do domu, po jakim czasie by się zorientowali, że zniknęła, umarła. Kiedy już mieszkała z kimś nie musiała się przejmować tym, że nie zauważą jej ewentualnej śmierci.
Westchnęła ciężko słysząc kolejne słowa swojego towarzysza. Sama wiele razy się zastanawiała, dlaczego to wszystko? Co komuś przeszkadzało to, że kolejne osoby były obdarowywane magicznymi zdolnościami? Przecież nie była to ich wina, nie prosili się o to, tak działała natura. - Nie wiem, nie potrafię tego zrozumieć, tak naprawdę przecież w każdej z naszych rodzin kiedyś był ktoś pierwszy, a oni wydają się tego nie pamiętać. Uważają się za lepszych, chociaż nie ma ku temu podstaw. - Nie miała problemu z tym, żeby określić swoje zdanie na ten temat, zresztą wyklarowało się ono u niej już dawno.
- Muszę przyznać, że zapomniałam, że grasz, dawno nie widziałam cię w akcji. - Przecież jeszcze w Hogwarcie często zdarzało mu się umilać im wieczory swoim brzdękaniem, chętnie by go znowu usłyszała. - Czyli co, następnym razem zabierzesz ze sobą gitarę? - Jakby w ogóle nie zakładała, że to mogłoby być ich ostatnie spotkanie w podobnych okolicznościach.