22.04.2024, 13:25 ✶
Znając Olivię, na pewno byłaby chętna do podszkolenia migowego. W ferworze ostatnich wydarzeń odrobinę o tym zapomniała, ale wciąż znała kilka podstawowych gestów, które sprawiały, że w miarę rozumiała Tristana. To było jednak za mało i doskonale o tym wiedziała, z tym, że... Był jedyną osobą, która znała migowy. Nie wszystkiego dało się wyuczyć z książek, co zresztą w tych książkach było zawarte. Gdy sama doczytała, że każdy naród ma swój własny język, który nawet różni się dialektem, a także że wiedza książkowa nie jest akceptowana przez osoby posługujące się tym językiem, zaprzestała nauki. Bo wniosek był jeden: nie dało się przełożyć angielskiego na język migowy, nie 1 do 1. Potrzebowała do tego drugiej, żywej osoby.
- To chodź - wsunęła rękę pod jego ramię, uśmiechając się szeroko. Poczekała, aż schowa notes do kieszeni i dopiero wtedy lekko pociągnęła Tristana w kierunku Horyzontalnej. Lubiła tę ulicę - kamienice były przepiękne, a i nie była tak... Bufonowata, jak Pokątna. Miała wrażenie, że było tam po prostu luźniej. No i taniej. W końcu sama planowała wynająć właśnie tam lokal razem ze swoją przyjaciółką, tylko że Avelina miała tyle spraw na głowie, że serce by jej chyba pękło, gdyby zrzuciła jej na łeb kolejne obowiązki. To, że Tristan parł do przodu, by osiągnąć swój cel, napawało ją optymizmem i chęcią do działania. Ona też powinna zacząć działać. Być może na dniach, w sumie to już był ten czas. Był co prawda środek lata, ale czas im się kurczył, przecież chciały otworzyć pracownię już niedługo. Nawet się spotkały i rozmawiały o dostawcach, nawet szukały ziół i stołów. Musi się udać. Co prawda bała się, że przez to będzie mieć mniej czasu dla Tristana, ale da radę. Brenna dawała radę, to i ona da - a przecież jej praca była mniej wymagająca. Najwyżej uzależni się od kawy, zawsze to lepsze niż papierosy.
Gdy przeszli do Alei Horyzontalnej, niemal od razu otoczył ich wesoły gwar. Ludzie przechodzili uliczkami i niknęli w tłumie, ale wbrew pozorom mieli całkiem dużo miejsca, by iść obok siebie. Bo Olivia nie wypuszczała ręki Tristana z objęć. I to nie tylko dlatego, by się nie zgubić. Chłonęła jego bliskość i ciepło ciała - powodowało, że na nowo czuła radość i wstępowały w nią chęci do życia. Nawet zapomniała o zmęczeniu, które zaczynała odczuwać przed końcem pracy.
- Co byś zjadł? - zapytała, zerkając na niego z uśmiechem. Wiedziała, że nie ma za bardzo jak odpowiedzieć, więc kiwnęła głową w stronę jednej z mniejszych knajpek, gdzie stoliki były ustawione na zewnątrz. - Tu mają fajne sałatki, ale ponoć ich tłuczone ziemniaki są nie z tej ziemi. Nie wiem w zasadzie co dokładnie jest w menu, ale możemy sprawdzić, bo pachnie obłędnie.
Powiedziała, zaciągając się zapachem pieczonego mięsa, ziemniaków i... chyba masła? Wyczuwała też świeże zioła, jak koperek. Aż jej w brzuchu zaburczało, dobrze że było dość głośno, to mniejsze ryzyko że Tristan usłyszy.
- To chodź - wsunęła rękę pod jego ramię, uśmiechając się szeroko. Poczekała, aż schowa notes do kieszeni i dopiero wtedy lekko pociągnęła Tristana w kierunku Horyzontalnej. Lubiła tę ulicę - kamienice były przepiękne, a i nie była tak... Bufonowata, jak Pokątna. Miała wrażenie, że było tam po prostu luźniej. No i taniej. W końcu sama planowała wynająć właśnie tam lokal razem ze swoją przyjaciółką, tylko że Avelina miała tyle spraw na głowie, że serce by jej chyba pękło, gdyby zrzuciła jej na łeb kolejne obowiązki. To, że Tristan parł do przodu, by osiągnąć swój cel, napawało ją optymizmem i chęcią do działania. Ona też powinna zacząć działać. Być może na dniach, w sumie to już był ten czas. Był co prawda środek lata, ale czas im się kurczył, przecież chciały otworzyć pracownię już niedługo. Nawet się spotkały i rozmawiały o dostawcach, nawet szukały ziół i stołów. Musi się udać. Co prawda bała się, że przez to będzie mieć mniej czasu dla Tristana, ale da radę. Brenna dawała radę, to i ona da - a przecież jej praca była mniej wymagająca. Najwyżej uzależni się od kawy, zawsze to lepsze niż papierosy.
Gdy przeszli do Alei Horyzontalnej, niemal od razu otoczył ich wesoły gwar. Ludzie przechodzili uliczkami i niknęli w tłumie, ale wbrew pozorom mieli całkiem dużo miejsca, by iść obok siebie. Bo Olivia nie wypuszczała ręki Tristana z objęć. I to nie tylko dlatego, by się nie zgubić. Chłonęła jego bliskość i ciepło ciała - powodowało, że na nowo czuła radość i wstępowały w nią chęci do życia. Nawet zapomniała o zmęczeniu, które zaczynała odczuwać przed końcem pracy.
- Co byś zjadł? - zapytała, zerkając na niego z uśmiechem. Wiedziała, że nie ma za bardzo jak odpowiedzieć, więc kiwnęła głową w stronę jednej z mniejszych knajpek, gdzie stoliki były ustawione na zewnątrz. - Tu mają fajne sałatki, ale ponoć ich tłuczone ziemniaki są nie z tej ziemi. Nie wiem w zasadzie co dokładnie jest w menu, ale możemy sprawdzić, bo pachnie obłędnie.
Powiedziała, zaciągając się zapachem pieczonego mięsa, ziemniaków i... chyba masła? Wyczuwała też świeże zioła, jak koperek. Aż jej w brzuchu zaburczało, dobrze że było dość głośno, to mniejsze ryzyko że Tristan usłyszy.