22.04.2024, 13:53 ✶
Cooooo? Zamieszkać w Dolinie Godryka? Pan Sam chyba nie zrozumiał o co jej chodziło. Dolina Godryka była fajna, to prawda, ale ona już za bardzo polubiła się z Londynem, by z niego wyjeżdżać. O nie, nie. Chodziło jej o to, by pan Sam zamieszkał tutaj z nimi, a nie one gdzieś indziej. Całe szczęście mama raczej też się na to nie zgodzi.
– Jeśli się pan boi to mogę iść na spacer z panem – wyrzuciła z siebie nagle, trochę spontanicznie jednocześnie patrząc na mamę wzrokiem mówiącym proszę i obiecuję, że go nie zgubię. Nie robiła mu złośliwości. Po prostu szczerze chciała, by polubił to miasto – Albo możemy iść we trójkę.
Ponownie zerknęła na mamę nieco zdziwiona. Że ją poniosło? Naprawdę? No może rzeczywiście przesadziła z tym ślubem. O to chyba mogła spytać się dopiero jutro.
– Przepraszam – posłała mamie najszczerszy uśmiech z możliwych. — Czyli eeee... Co będziemy teraz robić? – Trochę nie rozumiała o co chodziło z tymi całymi małymi krokami. W książkach to wszystko brzmiało logiczniej. Była para, zakochiwała się w sobie, potem brali ślub a małymi krokami tańczyły co najwyżej pingwiny na ich weselu.
W tym momencie do kuchni powrócił Karl, wciąż chyba nieco skołowany.
– Noro... To był najwyższy czas – rzucił w stronę mamy i skinął łbem na znak uznania. – Samie... – ślepia kota przeniosły się na mężczyznę. – Daję ci mój kredyt zaufania, ale pamiętaj, że koty mają większą strefę auroduchofilozomyślową, niż niedźwiedzie, więc miej się na baczności.
– Jeśli się pan boi to mogę iść na spacer z panem – wyrzuciła z siebie nagle, trochę spontanicznie jednocześnie patrząc na mamę wzrokiem mówiącym proszę i obiecuję, że go nie zgubię. Nie robiła mu złośliwości. Po prostu szczerze chciała, by polubił to miasto – Albo możemy iść we trójkę.
Ponownie zerknęła na mamę nieco zdziwiona. Że ją poniosło? Naprawdę? No może rzeczywiście przesadziła z tym ślubem. O to chyba mogła spytać się dopiero jutro.
– Przepraszam – posłała mamie najszczerszy uśmiech z możliwych. — Czyli eeee... Co będziemy teraz robić? – Trochę nie rozumiała o co chodziło z tymi całymi małymi krokami. W książkach to wszystko brzmiało logiczniej. Była para, zakochiwała się w sobie, potem brali ślub a małymi krokami tańczyły co najwyżej pingwiny na ich weselu.
W tym momencie do kuchni powrócił Karl, wciąż chyba nieco skołowany.
– Noro... To był najwyższy czas – rzucił w stronę mamy i skinął łbem na znak uznania. – Samie... – ślepia kota przeniosły się na mężczyznę. – Daję ci mój kredyt zaufania, ale pamiętaj, że koty mają większą strefę auroduchofilozomyślową, niż niedźwiedzie, więc miej się na baczności.