22.04.2024, 14:49 ✶
Olivia potrząsnęła głową, pozwalając by rude pukle rozsypały się wokół jej roześmianej twarzy. W ogóle przez myśl jej nie przeszło, że Leon chciały podarować tę nagrodę jej - nawet małą część. Dlatego też podchodziła do jej odbioru tak entuzjastycznie. Oczyma wyobraźni widziała, co przyjaciel zrobiłby z tymi pieniędzmi. Bo suma była zawrotna.
- To kupa kasy - powiedziała, otwierając oczy szeroko ze zdziwienia. Nawet nie wiedziała, że można było tyle wygrać na głupiej loterii. - Może też powinnam zacząć grać.
Zażartowała jeszcze, biorąc Leona pod rękę. Nigdy nie interesowała się grami hazardowymi - owszem, potrafiła grać w karty i znała zasady szachów czarodziejów, ale żeby grać na pieniądze? Szczytem jej możliwości była gra na zapałki.
- Co z nimi zrobisz? Jakie masz plany? I tak, zdecydowanie porozmawiajmy później, przecież nie będę ci trajkotać o moim życiu, gdy właśnie stajesz się bogaty - mrugnęła do Leona i lekko pociągnęła go w kierunku budynku, w którym znajdowała się redakcja Proroka Codziennego. Nie będą przecież tutaj tak gadać, gdy kupa siana czekała na odbiór! - Ciekawe, pewnie twoja wróżba nie zakładała, że ten los będzie tym wygranym?
Zapytała, niemal wciągając mężczyznę do środka, przez wielkie drzwi. Oczywiście, że chciała podzielić się z nim radosnymi nowinami - był w końcu jej przyjacielem, od lat byli sobie bliscy. A ona była zakochana po uszy i naprawdę szczęśliwa, ale jeszcze nie do końca wiedziała, na czym stała. Była jednak zdecydowana, by zdradzić Leonowi, o co chodzi w jej zawiłym życiu miłosnym, bo po prostu czuła, że jeszcze chwila a wybuchnie z tej niepewności. Ale przecież nie powie mu tego teraz, na korytarzu, w chwili gdy zbliżali się do biurka... sekretarki? Nie wiedziała w sumie, jak nazwać stanowisko kobiety, która podniosła głowę, gdy tylko się zbliżyli. Miała miły uśmiech i proste blond włosy, upięte w luźny kok. Była ładna, filigranowa, miała też sympatyczny wyraz twarzy. Pasowałaby do Leona - przemknęło jej przez myśl.
- Mogę państwu w czymś pomóc? - głos też miała spokojny i stonowany. Stanowiliby naprawdę udaną parę. Olivia popchnęła lekko Bletchley'a w jej stronę.
- No, nie wstydź się! - szepnęła tak, by blondynka jej nie usłyszała. Lubiła Leona, ale nie będzie odwalać za niego tej rozmowy, ona przecież nie potrafiła rozmawiać z obcymi.
- To kupa kasy - powiedziała, otwierając oczy szeroko ze zdziwienia. Nawet nie wiedziała, że można było tyle wygrać na głupiej loterii. - Może też powinnam zacząć grać.
Zażartowała jeszcze, biorąc Leona pod rękę. Nigdy nie interesowała się grami hazardowymi - owszem, potrafiła grać w karty i znała zasady szachów czarodziejów, ale żeby grać na pieniądze? Szczytem jej możliwości była gra na zapałki.
- Co z nimi zrobisz? Jakie masz plany? I tak, zdecydowanie porozmawiajmy później, przecież nie będę ci trajkotać o moim życiu, gdy właśnie stajesz się bogaty - mrugnęła do Leona i lekko pociągnęła go w kierunku budynku, w którym znajdowała się redakcja Proroka Codziennego. Nie będą przecież tutaj tak gadać, gdy kupa siana czekała na odbiór! - Ciekawe, pewnie twoja wróżba nie zakładała, że ten los będzie tym wygranym?
Zapytała, niemal wciągając mężczyznę do środka, przez wielkie drzwi. Oczywiście, że chciała podzielić się z nim radosnymi nowinami - był w końcu jej przyjacielem, od lat byli sobie bliscy. A ona była zakochana po uszy i naprawdę szczęśliwa, ale jeszcze nie do końca wiedziała, na czym stała. Była jednak zdecydowana, by zdradzić Leonowi, o co chodzi w jej zawiłym życiu miłosnym, bo po prostu czuła, że jeszcze chwila a wybuchnie z tej niepewności. Ale przecież nie powie mu tego teraz, na korytarzu, w chwili gdy zbliżali się do biurka... sekretarki? Nie wiedziała w sumie, jak nazwać stanowisko kobiety, która podniosła głowę, gdy tylko się zbliżyli. Miała miły uśmiech i proste blond włosy, upięte w luźny kok. Była ładna, filigranowa, miała też sympatyczny wyraz twarzy. Pasowałaby do Leona - przemknęło jej przez myśl.
- Mogę państwu w czymś pomóc? - głos też miała spokojny i stonowany. Stanowiliby naprawdę udaną parę. Olivia popchnęła lekko Bletchley'a w jej stronę.
- No, nie wstydź się! - szepnęła tak, by blondynka jej nie usłyszała. Lubiła Leona, ale nie będzie odwalać za niego tej rozmowy, ona przecież nie potrafiła rozmawiać z obcymi.